Niedziela Chrztu Pańskiego (A)

dodane 05.01.2017 21:15

Sześć homilii

Świadectwo wiary

ks. Leszek Smoliński

W jednym z wywiadów prasowych brytyjski podróżnik, alpinista i przewodnik sztuki przetrwania 43–letni Bear Grylls dał takie świadectwo swojej wiary: „W przeszłości obawiałem się o tym mówić, bo bałem się, że mnie wyśmieją albo że zostanie to odebrane jako przejaw słabości. Ale teraz już nie lękam się powiedzieć, że potrzebuję swej wiary. Ona jest prawdziwym kręgosłupem mego życia. Jeśli więc ktoś mnie o to zapyta, jestem naprawdę bardzo szczęśliwy, że mogę o tym opowiedzieć”. Przyznał, że od dzieciństwa miał w sobie naturalną wiarę. „Wierzyłem po prostu, że Bóg istnieje i że jest dobry”. Poważny przełom w swym chrześcijańskim życiu przeżył w wieku 16 lat, po śmierci dziadka. „Pamiętam, że modliłem się do Boga, aby był ze mną. Tam się rozpoczęła moja wiara”. Zaznaczył, że od tej pory wiara była najmocniejszym zakotwiczeniem w jego życiu i najlepszym przewodnikiem w ciemnych chwilach. Dziś wiara jest stałym elementem jego codziennego życia. Każdy dzień stara się rozpoczynać na kolanach, aby przypomnieć sobie, co jest ważne. Zawsze ma też przy sobie małą książeczkę, z której czyta codziennie o wierze i życiu.

Celebrowane dziś Święto Chrztu Pańskiego jest zachętą do wspinania się z pomocą Ducha Świętego na najwyższe szczyty wiary, aż osiągniemy świętość. Podczas chrztu w wodach Jordanu dokonało się przejście od chrztu Jana Chrzciciela, opartego o symbol wody, do chrztu Jezusa w Duchu Świętym i ogniu. Ten sam Duch, który zstąpił na Jezusa nad Jordanem, jest głównym architektem naszego chrztu, czyli pierwszego doświadczenia Bożego miłosierdzia w naszym życiu. To dzięki Jego łasce otrzymaliśmy „nowe życie w Chrystusie”, wolne od grzechu i śmierci. I staliśmy się umiłowanymi dziećmi Boga, w których Ojciec niebieski ma upodobanie [warto przypomnieć sobie datę swojego chrztu i pamiętać o niej każdego roku]. To Duch Święty zniszczył w nas grzech pierworodny. On wyzwolił nas spod władzy ciemności grzechu i przeniósł do królestwa światła, czyli królestwa miłości, prawdy i pokoju. I to moc Ducha umożliwia nam naśladowanie Jezusa, a więc upodabnianie się do Niego w życiu codziennym przez miłość i solidarność z bliźnimi.

Wiara katolicka stała się udziałem naszej Ojczyzny w 966 roku. Dzisiejsze Święto jest również okazją do wdzięczności Bogu za natchnioną decyzję naszego pierwszego władcy – księcia Mieszka I, która zaowocowała na Wielkanoc 966 roku przyjęciem chrztu przez tworzący się naród i państwo. Każdy z nas należy do tej wspólnoty. I od naszego osobistego zaangażowania w wiarę zależy najpierw nasze zbawienie, dalej przyszłość wiary w naszych rodzinach, społecznościach i w całej Polsce.

Dzień chrztu to także najważniejsze wydarzenie w życiu ucznia Chrystusa. Wyraźmy więc Bogu dziś szczególną wdzięczność za ten dar. I prośmy Jezusa, by dał nam moc Ducha Świętego do życia zgodnego z tajemnicą chrztu, czyniąc nasze świadectwo wiary wobec świata jeszcze mocniejszym i skuteczniejszym. Będzie to możliwe, jeśli wsłuchamy się w radę, a jednocześnie wielokrotną zachętę  papieża Franciszka: „codziennie czytajcie kawałek Ewangelii, fragment, aby lepiej poznać Jezusa i w ten sposób sprawić, że poznają Go inni. Zawsze noście mały egzemplarz Ewangelii przy sobie”.

Zobowiązanie wobec ludzi czy Boga?

Piotr Blachowski

Patrząc na naszą wiarę i pobożność, mam wrażenie, że współczesne pokolenia mimo opowiadania się za katolicyzmem, uczestnictwem w Pasterkach, Rezurekcjach, Drogach Krzyżowych czy ostatnio w procesjach Trzech Króli, w rzeczywistości niewiele z wiarą mają wspólnego. To, co widzimy w mediach lub na własne oczy, czynione jest na pokaz lub dla świętego spokoju własnego ducha. A co z wiarą na co dzień? Przecież my, chrześcijanie, jesteśmy włączeni przez chrzest do Kościoła Chrystusowego, a to nas do czegoś zobowiązuje.

Chrzest, który czyni z nas wspólnotę Kościoła Chrystusowego, to dar niebywały, nie do przecenienia, a jednocześnie niewidzialny i niedający się dotknąć. Choćbyśmy zaprzeczali, chcieli usunąć to znamię, to jednak ono towarzyszy nam przez całe życie. Otrzymując chrzest, zaczynamy widzieć, stajemy się wolni, stajemy się świadomi tego, co nam przeznaczone.  

Izajasz w swoim proroctwie, posługując się słowami Boga przemawiającego poprzez niego, mówi nam, kim ma być Chrystus, „Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo.”(Iz 42,1b). Analizując słowo po słowie, dostrzegamy Trójcę Świętą, czyli Boga Ojca przemawiającego słowami Izajasza, Ducha Świętego oraz Jezusa Chrystusa – jako wybranego, w którym ma upodobanie. Spotykamy Trójcę Świętą w momencie  Chrztu Chrystusa, spotykamy Ją podczas każdego sakramentu.

Dobitnie owo proroctwo Izajasza potwierdzają Dzieje Apostolskie, a w szczególności słowa św. Piotra oznajmiającego, że Bóg „Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich. Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan.” (Dz 10,36-37).

Dzięki Chrystusowi, Jego Ofierze, mamy Sakrament Chrztu, który pozwala nam przez Chrystusa dotrzeć do Domu Ojca drogą, którą nieustannie oświeca Duch Święty. Edukujmy siebie i innych, bo przed nami wspólny cel: trwając w wierze, kroczyć drogą świętości do Boga. Nasza wiara to nasza kultura, kultura duchowa – chrześcijańska, począwszy od naszego stosunku do wiary, do naszych braci i sióstr w wierze, poprzez naszą kulturę codzienną, aż do kultury przez duże K, czyli kultury wiary, kultury religii, kultury modlitwy, wreszcie kultury ewangelizacyjnej.

Bierzmy przykład ze Świętego Jana Chrzciciela, z jego pokory i wiary. Jezus, który przyszedł do Jana po Chrzest, przychodzi również do nas, by nas prowadzić i chronić przed grzechami. Słowa Świętego Jana: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3,14b) możemy sparafrazować i odnieść do siebie: To ja grzeszę, a ty mnie nadal kochasz? Jezu Chryste, mam zobowiązanie wobec Ciebie...

Jezu Chryste, dopomóż nam postrzegać nasze życie poprzez Twój Chrzest i pojmować Twoją Miłość jako drogowskaz kierujący nas na drogę prowadzącą ku Tobie.

Wzrastamy, pomniejszając się

o. Augustyn Pelanowski OSPPE

Chrzest Jezusa nie tylko odsłonił Ojca i Ducha oraz stał się fundamentem pierwszego sakramentu, ale ujawnił też zasady stanowiące w chrześcijaństwie warunek każdego rozwoju duchowego: nigdy nie rozwijamy się w odosobnieniu od innych i wzrastamy, pomniejszając się.

Nikt się nie zbawia sam, ale potrzebuje przynajmniej drugiej osoby, by ujawniało się w nim Życie Trójcy. Życie samotnego człowieka przypomina istnienie jednej litery. Dopiero kiedy ustawiamy się w relacji do innych osób, tworzy się sensowny układ. Podobnie jak w przypadku liter, które wraz z innymi tworzą słowo posiadające znaczenie. Słowa potrzebują innych słów, by tworzyć zdanie, a zdania układają się w rozdział, wchodząc w skład księgi. Syn Boga potrzebuje człowieka, stając przed nim i przyjmując od niego chrzest, by zainicjować własną misję! To zdumiewające, czego uczy nas Chrystus. Jeśli on nazywa to sprawiedliwością, to tym bardziej jest to sprawiedliwe, czyli uświęcające dla mnie i dla ciebie. Zarówno Jan, jak i Chrystus stoją wobec siebie w dogłębnym uniżeniu. 

W 1547 roku w Moskwie rozszalał się pożar, który przez wiele dni niszczył domy, cerkwie i pochłaniał setki ofiar. Car obserwował w przerażeniu szalejący żywioł z Woroblowej Gory, z tego samego miejsca, z którego również Napoleon obserwował pożar Moskwy. W mieście wybuchły zamieszki, które Iwan Groźny krwawo stłumił, ale w tym czasie pojawił się przed nim zwykły pop o imieniu Sylwester. W gwałtownej mowie przypomniał mu los Sodomy, grożąc carowi oskarżycielskim palcem. 

Jeden jedyny raz car przyjął głos skarcenia i padł na kolana. Skarcenie doprowadziło w trzy lata później do publicznej skruchy na placu przed Kremlem zwanym Pożarnaja Płoszczad, nam znanym jako Plac Czerwony. Przez krótki czas w Rosji panowały sprawiedliwość i ład, ale niebawem cała Rosja pogrążyła się w chaosie okrucieństwa, bowiem car przestał słuchać kogokolwiek. Otoczony przez pochlebców, którzy lękali się mu powiedzieć prawdę, własne iluzje uznał za mistyczne natchnienia, które doprowadziły go do okrucieństwa i perwersji. Czytał Biblię, ale czytał po to, by sobie wmawiać nieomylność. Tymczasem droga uświęcenia przebiega przez nieustanne uznawanie w sobie omylności. 

Bez konfrontacji naszych myśli, motywacji, postaw ze słowem Boga, wypowiadanym przez osoby, które nim żyją, zdani jesteśmy na niebezpieczną interpretację tego, co się wokół nas dzieje. Stare przysłowie rzymskie powiada: „Nikt nie jest sędzią we własnej sprawie”. Św. Hieronim, cytowany w adhortacji „Verbum Domini”, wyrzekł słowa, które nigdy się nie zdezaktualizują: „Nie możemy nigdy sami czytać Pisma Świętego. Spotykamy zbyt wiele zamkniętych drzwi i łatwo błądzimy. Biblia została napisana przez Lud Boży i dla Ludu Bożego pod natchnieniem Ducha Świętego. Jedynie w tej komunii z Ludem Bożym możemy rzeczywiście dotrzeć z naszym MY do istoty prawdy, którą Bóg chce nam przekazać”.

Arka z potopu nieprawości

o. Augustyn Pelanowski OSPPE

Duch, który przybrał postać gołębicy, jest nieprzypadkowym symbolem. Odnosi całą symbolikę chrztu Jezusa do potopu w czasach Noego. Noe po zakończeniu potopu wypuszczał gołębia, chcąc przekonać się, czy wody na tyle opadły, by mógł wyjść z cyprysowej arki. Obecność gołębicy jest więc znakiem obwieszczającym koniec pogrążania się w biocie występków. Jezus wychodzący z wód Jordanu daje się poznać ludzkości jako nowy Noe, a Jego ciało jest jak mistyczna arka gotowa wydobyć z odmętów demoralizacji i deprawacji każdego, kto tylko zechce się w niej schronić. Chrzest jest przypomnieniem nie tylko archaicznego tsunami, ale też wskazaniem nowej szansy, nowej arki i nowego Noego.

Wszystkie sakramenty mają skuteczną moc zbawiania człowieka, ale rzadko słyszmy o ich znaczeniu. Wszelkie teksty Starego Testamentu są skarbcem treści dla pełnego zrozumienia tego wszystkiego, czego dokonał Jezus i co dzieje się w Kościele. Taki sposób czytania Biblii nazywa się typologią. W jej obszarze mieści się zasada powtarzalności na różnych poziomach pewnych wydarzeń opisanych w Starym Testamencie. 1 tak biblijny potop jest jedną z takich informacji, która ciągle do nas powraca jako wyjaśnienie rzeczywistości aktualnej. Raz po raz następują jakieś potopy, choćby w Nowym Orleanie albo na Nikobarach. Ale obraz potopu odnosi się bardziej do innego zalewu, który dosłownie pogrąża świat ludzki. Mamy zalew fałszywych informacji, które zagłuszają sumienie, mamy zalew deprawacji, mamy zalew propagandy albo demoralizujące trendy w kulturze, wreszcie zalew ciemności, okultyzmu, bluźnierstwa, magii. Bóg ciągle podejmuje akcje ratunkowe, ale one wszystkie nie istniałyby, gdyby nie moc sakramentu chrztu, tego wydarzenia, którym Jezus rozpoczął tysiące, miliony interwencji zbawczych w życiu ochrzczonych, by nie potopili się w zalewach ciemności, grzechu, śmierci, potępienia, rozpaczy.

Woda obmywa, ale też topi, pogrąża, uśmierca. Jezus zaś wchodzi na dno Jordanu i z niego wychodzi przy akompaniamencie odsłaniającego się nieba i objawienia się Ducha Świętego, świadczącego o Jezusie jako jedynym zbawicielu. Pozostaje jeszcze tylko przypomnieć, że Noe uratował tylko te istnienia, które tworzyły heteroseksualne pary. Świat dokoła niego był pomieszany. Granice płci się zacierały, zacierając jednocześnie granice porządku Boskiego prawa. Podobnie byto z Sodomą. Jakimś znakiem dla świata, że czas następnego potopu może powtórnie dotknąć współczesną generację, jest zacieranie granic przykazań Boga i kurczenie się porządku heteroseksualnego, czyli zdolnego do prokreacji, która wszak jest kontynuacją dzieła stworzenia. Warto o tym pamiętać w epoce, gdy karta praw człowieka jest ubłocona propozycjami lekceważącymi prawa Boga. Lekceważenie prawa fizyki, na przykład prawa grawitacji, może skończyć się kalectwem albo śmiercią. Lekceważenie praw duchowych może skończyć się kataklizmem. Zawsze jest jednak nadzieja dla ochrzczonych: mamy niezatapialną arkę - mistyczne Ciało Chrystusa, Kościół.

Przestrzeń miłości

 

Tomasz Dostatni OP

„...nie zniechęci się ani nie załamie...” Cierpiący Sługa Jahwe, Mesjasz zapowiadany przez proroka Izajasza, to Jezus Chrystus, o którym Ewangelia mówi, że jest Panem i Zbawicielem (por. Dz 2,36). Kiedy w naszym życiu wielokrotnie dochodzi do zniechęcenia i załamania, jest to przejaw naszej słabości, zranienia. Jest to konsekwencja grzechu, który nosimy w sobie i który sami popełniamy. Żyjąc z innymi ludźmi na co dzień, jesteśmy zdani na siebie i przekraczanie naszej ograniczoności może dokonywać się tylko przez budowanie na fundamencie, którym jest przebaczenie. Gdzie nie ma przebaczenia między ludźmi, tam nie ma miłości. Prorok Izajasz, zapowiadając w wizjach mesjańskich tego, który ma przyjść, uczy nas nie sentymentalizmu, ale twardego stąpania po ziemi. Jako poeta wyraża prawdę o Mesjaszu: „Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi knota o nikłym płomyku”. Delikatność to nie infantylizm. Ciepło wypływające z bliskości zobowiązuje do stałej przemiany swojego serca. Zniechęcenie i załamanie, które swoją przyczynę ma w utracie zaufania do drugiego człowieka, w zranieniu, można uleczyć przez budowanie na Przymierzu, którym jest wzajemne przebaczenie.

„Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu”. Ewangelia, czyli dobra nowina o Jezusie Chrystusie, to opowieść o Bogu, który stał się człowiekiem, o Jego ziemskim życiu, nauczaniu, o męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Można powiedzieć, że znamy tę historię. Ale czy jest dla nas historią tak bliską, abyśmy mogli powiedzieć, że jest naszą własną, rodzinną i czy jest tak dobrą, aby była dla nas karmiącą i dającą życie? Czy potrafię nie tylko słuchać Ewangelii w Kościele w czasie Mszy św., ale czasami otworzyć księgę i samemu zagłębić się w lekturze? Wydaje się, że nie może być karmiąca i nie może być dobra, jeśli nie jest odczytywana osobiście przeze mnie. Czy potrafię pozwolić się jej pociągnąć tak, aby mnie wchłonęła, aby stała się cząstką mojego życia, mojej codzienności.

„To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” Jakże szczere jest to wyznanie Jana. Określające tak jednoznacznie wzajemną jego, i naszą, relację do Jezusa. W czasie każdej Mszy Świętej, kiedy kapłan przed Komunią unosi Ciało Chrystusa i mówi: „Oto Baranek Boży, oto ten, który gładzi grzechy świata”, to wypowiada słowa, które Jan powiedział, ujrzawszy Chrystusa wchodzącego do rzeki Jordan, aby przyjąć chrzest. My Jego potrzebujemy dużo bardziej niż On nas. On bez nas może się obejść i łatwo możemy to sobie wyobrazić, ale my bez Niego nie jesteśmy w stanie nic dobrego zrobić. Bez Niego nas by w ogóle nie było.

Każdy chrzest jest zawsze wielką radością dla Kościoła, bo nie tylko gładzi grzech pierworodny, ale wprowadza w przestrzeń prawdziwej Miłości. W niej żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.

 

Ocaleni topielcy

 

o. Augustyn Pelanowski OSPPE

Chrzest to nie tylko sakrament. Ma on również wyjątkowy charakter, wyróżniający nas od reszty świata tonącego w potopie demoralizacji.

Noe, gdy wypuścił z arki gołębia, otrzymał pierwszy sygnał zbawienia, wyłonienia się z ulewy pogrążającej świat w śmierci. Gołąb przyniósł mu gałązkę oliwną zwiastującą koniec potopu. Ten starożytny znak wybawienia stał się symbolem obecności Ducha Świętego, zstępującego jak gołębica na wychodzącego z wody, z dna, Chrystusa. W Nim wychodzimy z każdego dna! Jezusowe ciało jest bowiem arką i każdy z nas ukryty w ciele Chrystusa, w Kościele, pokonuje zalewające świat odmęty grzechu i śmierci.

Musisz wierzyć, że nie masz szans na wydobycie się z własnego dna, alkoholu, depresji, rozpaczy, łez, potu, nienawiści, pornografii, materializmu, zazdrości, przekleństwa grzechów twoich przodków i rodziców, jeśli nie ukryłeś się w Jezusie, w Jego ciele mistycznie obecnym w tym świecie – w nowej arce! Kto bowiem nie utonął w miłości Jezusa, tonie w grzechu, który tylko wydaje się być miłością.

Porównanie Jezusa do Noego jest odkryciem wielkości misji Jezusa. Noe uratował tylko osiem osób, sam zamykając się w swojej skrzyni i odcinając od ulewy zła. Noe zadbał o najbliższych – nie interesowało go, że świat jest zalany potopem grzechów. Jezus wszedł swymi stopami na dno Jordanu i zapewne całym ciałem zanurzył się w brudne wody rzeki. Udostępnił swoje ciało wszystkim, którzy tylko zechcą się w Nim schronić. Na nikogo się nie zamknął. Chrzest jest otwarty dla każdego.

Ginzberg podaje legendę żydowską, w której mówi o buncie Noego przeciw karze Boga. „Kiedy Noe wyszedł z arki i zobaczył gnijące trupy ludzkie, rozdęte zwłoki topielców i odór śmierci doszedł do jego nozdrzy, zaczął płakać nad zniszczonym światem i zarzucił Bogu brak miłosierdzia. Na to odrzekł mu Pan: »Głupi pasterzu! Dopiero teraz przychodzisz do mnie ze swoją mową, ale słowem się nie odezwałeś, kiedy ci powiedziałem, że cię wybrałem jako sprawiedliwego przede mną i oznajmiłem ci, że sprowadzę na ziemię potop, ażeby zgładzić wszelkie ciało. Zapowiedziałem ci to na długo przedtem, bo myślałem, że poprosisz o łaskę dla świata. Ale gdy usłyszałeś, że w arce znajdziesz ucieczkę, nie troszczyłeś się już o niedolę świata, lecz zbudowałeś swoją skrzynię i schowałeś się do niej. A teraz, gdy świat opustoszał, otwierasz usta i lamentujesz «”.

Jezus jest dobrym pasterzem, a Jego ciało stało się nową arką, w której wszyscy możemy wydobyć się z niebezpieczeństwa pójścia na dno nieprawości.