4. Niedziela Wielkiego Postu (A)

dodane 23.03.2017 18:01

Siedem homilii

Dar wiary

ks. Leszek Smoliński

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa Ewangelię o uzdrowieniu niewidomego czytano katechumenom przygotowującym się do chrztu udzielanego w Wigilię Paschalną. Miała ich ona pouczać, że w chrzcie otrzymają dar wiary, czyli dar widzenia więcej niż widzą oczy. Dla tych, którzy zostali ochrzczeni w wieku dziecięcym opis uzdrowienia niewidomego ma przypomnieć o otrzymanym wówczas darze wiary i przygotować do jej potwierdzenia podczas liturgii Wigilii Paschalnej.

Dar wiary, który otrzymaliśmy bez żadnych zasług z naszej strony, można również łatwo stracić, czego przykładem jest bł. o. Honorat Koźmiński (1829-1916). Wiarę stracił w gimnazjum. Jako „apostoł ateuszostwa”, jak sam siebie nazwał, atakował i wyśmiewał wierzących. Do kościoła chodził tylko dla „obrazy Boskiej”, bluźnił, naśmiewał się z Jezusa ukrzyżowanego. Sam „żałował ludzkich łez wylanych nad Męką Pańską”, a w Wielki Piątek ostentacyjnie jadł kiełbasę. W wieku 16 lat za rzekomy udział w spisku został osadzony przez władze carskie w ciężkim więzieniu na warszawskiej cytadeli. Niewinnie oskarżony, spędził w koszmarnej celi 11 miesięcy, gdzie nabawił się tyfusu i „wpadł w obłąkanie”. Matce, która modliła się za niego codziennie w kościele mówiono, że jej syn to wariat. Choć życie o. Honorata wisiało na włosku, przeżył i doznał nawrócenia. Tak pisał: „Jezus przyszedł do mnie w celi więziennej i łagodnie do wiary przyprowadził”. Założył 26 zgromadzeń zakonnych, z których do dziś istnieje 16. Pracował 19 godzin na dobę. Był męczennikiem konfesjonału, gorliwym kierownikiem duchowym i poruszającym serca kaznodzieją. A za największe szczęście uważał możliwość odprawiania Mszy Świętych.

Jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do podejmowania refleksji nad treścią naszej wiary wyznawanej i celebrowanej przez Kościół. W ten sposób możemy odkrywać ją jako rzeczywistość nieograniczoną jedynie do jej przeżywania subiektywnego, lecz jako przeżywaną we wspólnocie i przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Wiara stanowi więc dziedzictwo wszystkich wierzących, zawarte w bogatym nauczaniu, „jakie Kościół przyjął, zachował i przedstawiał na przestrzeni dwóch tysiącleci swej historii. Od Pisma Świętego po Ojców Kościoła, od mistrzów teologii po świętych, którzy żyli na przestrzeni wieków [...] Kościół medytował nad wiarą i rozwijał nauczanie, aby dać wiernym pewność w ich życiu wiary”(Benedykt XVI, List apostolski Porta fidei, 11).

Św. Paweł w Liście do Efezjan wzywa do postępowania na wzór dzieci światłości. Początkiem tego stanu jest chrzest, dzięki któremu przechodzimy ze stanu ciemności do światłości. Przemiany tej w chrzcie dokonuje Chrystus, który jest światłością świata i tylko w Nim możliwe jest bycie światłością na paschalnej drodze życia chrześcijańskiego. A konkretne owoce światłości, jak „wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda”, wyrażają się w serdecznej dobroci, respektowaniu praw innych oraz w szczerości słów i uczynków.

Pamiętajmy, że świat, w którym żyjemy, potrzebuje „wiarygodnego świadectwa tych, których umysły i serca oświecone są słowem Bożym i zdolni są otworzyć serca i umysły tak wielu ludzi na pragnienie Boga i prawdziwego życia, które nie ma końca” (PF, 15).

Patrzeć sercem, czuć duszą

Piotr Blachowski

Czy mamy oczy zdrowe, czy nosimy okulary, zawsze wzroku używamy, by dojrzeć to, co przyciąga, zachwyca lub bulwersuje. Oczy przekazują nam obrazy, które pozostają  w pamięci jako nasza mapa życia. W takim razie jak postrzegamy Boga? Oczyma, wyobraźnią czy sercem? A może wszystkimi zmysłami? Trudno to pojąć.

Jak zobaczyć kogoś niewyobrażalnego, transcendentnego? Można Go „zobaczyć”  tylko sercem, a nie oczyma. Właśnie na tym polega nasza wiara. Bowiem „widzimy” Boga tylko sercem i duszą. Właśnie o takim spojrzeniu, Boskim, mówi cytat z księgi Samuela, dotyczący wyboru Pomazańca Bożego, nowego Króla upatrzonego przez Pana: «Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi <jak widzi Bóg>, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce». (Sm 16,7).

Adam Mickiewicz w swoim wierszu użył zwrotu, który przypomina, co jest najważniejsze: „Miej serce i patrzaj w serce”, bo właśnie serce i dusza to nasze oczy zwrócone na Boga – serce to miłość, a dusza to uwielbienie Boga za Jego poświęcenie, za Jego miłość, za opiekę nad nami, wreszcie za ciągłe wybaczanie naszych przewin. Szczegółowo tłumaczy to święty Paweł w liście do Efezjan: „Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu.” (Ef 5,8-10). Można się tutaj pokusić o analizę semantyczną: światłość to nasze przylgnięcie do Pana dzięki Chrztowi świętemu, zaś prawość i sprawiedliwość to oczekiwania Boga wobec nas w kwestii postępowania w życiu, we wspólnocie i w Kościele. Światłości dostępujemy dzięki Chrystusowi, który jest samą Prawdą, a wobec tego światłością naszego życia.

Ewangeliczne uzdrowienie niewidomego to kolejna nauka, nie tylko dla faryzeuszy współczesnych Chrystusowi, lecz również dla nas – to nauka pokory i wypełniania tego, czego od nas wszystkich bez wyjątku oczekuje Bóg. Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi». (J 9,39). Możemy tylko prosić: Panie, spraw, byśmy przejrzeli, byśmy zobaczyli to, co niewidoczne, poczuli, co bezwonne, doświadczyli tego, co niedotykalne.

Panie, daj nam zrozumieć prawdę, którą Jesteś, byśmy mogli przejrzeć na oczy naszego serca i duszy i ofiarować Ci miłość tak obficie nam przez Ciebie ofiarowaną.

Inne oczy Boga

ks. Zbigniew Niemirski

Świat starożytnego Bliskiego Wschodu żył przekonaniem, że władza, moc i dziedzictwo przechodzą przede wszystkim na pierworodnych. To oni dziedziczyli największą część majątku i władzę.

Oni, jak choćby biblijni bliźniacy Jakub i Ezaw, synowie patriarchy Izaaka, liczyli na szczególne Boże błogosławieństwo, należne pierworodnemu. I w tym kulturowym kontekście nie może dziwić, że gdy do domu Jessego przybył prorok Samuel, ojciec rodu przedstawił mu siedmiu swych synów, poczynając od najstarszego, w ogóle nie myśląc o najmłodszym.

Ale tu Boży posłaniec otrzymał wskazówkę idącą w poprzek powszechnym przekonaniom: „Nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”. Wybrańcem Boga był bowiem Dawid, rudowłosy chłopiec o pięknych oczach i pociągającym wyglądzie. W momencie wyboru na króla był prostym pasterzem. Czy kiedykolwiek myślał o wyjątkowej roli, jaką miał odegrać w dziejach swego narodu?

W XI w. przed Chr. wszystkie ludy Bliskiego Wschodu prócz Izraela miały królów. To m.in. dlatego pojawiła się myśl, by i w Narodzie Wybranym było podobnie. Pierwszym królem został Saul. Namaścił go na króla ostatni sędzia Izraela i zarazem prorok Samuel. Saul w momencie wyboru był mężczyzną wyjątkowym. Już samym wyglądem zadziwiał, o głowę przewyższał wzrostem swych rodaków. Promieniował majestatem. Ale Saul totalnie się nie sprawdził. Ludzkie oceny zawiodły. I wtedy Bóg zlecił Samuelowi misję odnalezienia i namaszczenia nowego króla. Dawid nie był buntownikiem i uzurpatorem.

Władza, można by rzec, niespodziewanie spadła na niego. Ale ta rola i misja zakorzeniła się w tym, co można nazwać widzeniem Boga, innym niż patrzenie człowieka. Dawid umocnił granice państwa, którego obszar stał się dla przyszłych stuleci idealny. Z Jerozolimy uczynił stolicę, a w niej zbudował pałac królewski. Jego monarchia dla przyszłych pokoleń stała się czasem poniekąd idealna. To z jego rodu miał się narodzić Zbawiciel. Stąd nie-przypadkowo w genealogii Pana Jezusa zanotował św. Mateusz: „Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida”.

Między światłem a mrokiem

ks. Wojciech Węgrzyniak

Jednym z najbardziej ulubionych obrazów pierwszych chrześcijan był obraz światła i ciemności. Od niego zaczyna się drugie czytanie IV niedzieli Wielkiego Postu: „Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości!” (Ef 5,8).

Obraz ten przywoływany jest często na kartach Nowego Testamentu. Jezus mówi: „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki” (J 3,19). Do symboliki światła i ciemności wraca św. Jan: „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy” (1 J 1,5-6). Obraz ten najczęściej używany jest przez św. Pawła. Już w momencie powołania usłyszał on głos: „Obronię cię przed ludem i przed poganami, do których cię posyłam, abyś otworzył im oczy i odwrócił od ciemności do światła, od władzy szatana do Boga” (Dz 26,17-18). Potem wraca do tego motywu wielokrotnie: „Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła! (Rz 13,12); „Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności” (1 Tes 5,5).

Autorzy Nowego Testamentu byli dziećmi swojej epoki, a ta często mówiła o symbolice światła i ciemności. Qumrańska „Reguła wojny” rozpoczyna się od słów: „Pierwsze wystąpienie Synów Światłości mające nastąpić przeciwko działowi Synów Ciemności” (I,1). „Reguła wspólnoty” zachęca, by: „Kochać wszystkich Synów Światłości, każdego odpowiednio do jego działu w radzie bożej. Nienawidzić wszystkich Synów Światłości, każdego odpowiednio do jego winy, bożą wrogością” (I, 9-10). Apokryficzny „Testament Lewiego” kończy się wezwaniem: „Oto, dzieci moje, usłyszeliście wszystko. Wybierajcie zatem światło albo ciemność, Prawo Pana albo uczynki Beliara” (XIX,1). Córka Pentefresa powie do Józefa: „Błogosławiony Pan Bóg, który posłał cię, abyś mnie wyrwał z ciemności i wprowadził do światła” (Józef i Asenet, 15,13).

Motyw światła i ciemności był znany. To fakt. Wezwanie do życia w światłości wzywało do życia świętego. To też fakt. Zostaje tylko ponadczasowe pytanie: Czy powszechność używanych metafor i znajomość ich znaczeń przekłada się na ich realizację?

O głupocie

 

Augustyn Pelanowski OSPPE

W 23. rozdziale Ewangelii Mateusza Jezus kilkakrotnie nazywa faryzeuszów ślepymi. Moralna ślepota czy też duchowe zaślepienie to zawężenie postrzegania do ograniczonego pola, skupienie na pewnych fragmentach rzeczywistości przy kompletnym pomijaniu innych, istotnych. Rozwijamy w sobie najczęściej te cechy, w których jesteśmy najlepsi. Co jednak będzie z nami, gdy naszą najlepszą cechą okaże się jedynie wyszukiwanie czyichś najgorszych cech? Naprawdę ślepy jest ten, kto nie widzi swojej głupoty, a wszystkich innych postrzega jako głupszych od siebie.

W greckim języku słowo „błoto” ma jeszcze inne znaczenie niż określenie lepkiej i wilgotnej substancji materialnej, oznacza też metaforycznie głupotę! Ale głupota z kolei to nie umysłowy niedorozwój, tylko przewrotna perwersja. Czy nie zirytowalibyśmy się na kogoś, kto daje nam na stół filiżankę do kawy obmytą jedynie z zewnętrz, podczas gdy we wnętrzu zalegają wielomiesięczne tłuste plamy, które już kwitną od pleśni, a jednocześnie ten ktoś wmawiałby nam niesłusznie, iż stało się to z powodu naszych niemytych palców? Albo jak zareagowalibyśmy na okrzyki kogoś, kto zarzucałby nam w okresie lipcowej suszy zabrudzenie dywanu zabłoconymi butami, podczas gdy po prostu nie sprzątał od dłuższego czasu? Jezus mówi w słynnej mowie przeciw faryzeuszom: Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta. Gdzie indziej, z równą irytacją, dowodzi, że nie to, co wchodzi do ust człowieka, czyni go nieczystym, ale to, co z niego wychodzi, z jego serca. A gdy uczniowie przystąpili do Niego, sygnalizując o zgorszeniu tą wypowiedzią faryzeuszy, dobitnie stwierdził: Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną. Czy ten, który uzdrowił ślepca niewidzącego od urodzenia, nie mógł otworzyć oczu również faryzeuszom? Łatwiej jest uzdrowić ślepca z kalectwa niż człowieka z głupoty hipokryzji. Najczęstszymi oznakami tego rodzaju obłudnej głupoty są: oburzenie przepełnione potępiającym zgorszeniem innymi, zajmowanie się czyimiś błędami, a nie swoimi, i naiwne powoływanie się na religijne zakazy i nakazy.

Uzdrowienie tego ślepca miało być pomocą dla faryzeuszy, aby sami otworzyli oczy na swe moralne zaślepienie. Ale nawet widomy cud niewiele pomaga komuś, kto jest niewidomy wobec siebie samego. Pierwszym odruchem zdrowiejącego sumienia jest zacząć myśleć o własnej sytuacji moralnej, a nie o poprawianiu innych. I dlatego w tej chwili myślę o sobie, a nie o innych. Myślę o własnych zaślepionych osądach, obmowach, oskarżeniach, oburzeniach, zgorszeniach, podejrzeniach jako o poważnych niebezpieczeństwach. Przecież kiedy stanę przed potężnym trybunałem eschatologicznym, Bóg nie zapyta mnie o grzechy innych, tylko o moje! A przede wszystkim nic tak nie będzie Go oburzało, jak moje oburzanie się innymi, a nie sobą samym.

 

Badajcie, co jest miłe Panu

 

ks. Roman Kempny

Apostoł Paweł wielokrotnie w swoich listach daje polecenie, by badać, sprawdzać, rozliczać, poddawać osądowi sumienia nasze postępowanie. Wzywa: „Badajcie co jest miłe Panu” (Ef 5,10); „Baczcie więc pilnie jak postępujecie” (Ef 5,15); „Siebie samych badajcie, czy trwacie w wierze” (2Kor 13,5); „Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę...” (Kol 2,8); „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie!” (1Tes 5,21). Wezwanie Apostoła wydaje się szczególnie ważne dla każdego wierzącego w dniach Wielkiego Postu.

„Pan patrzy na serce”. Czytanie z Księgi Samuela przybliża piękną postać Bożego Męża Samuela i uczy Bożego patrzenia na wydarzenia i ludzi. Wyproszony od Boga przez Annę, która urodziła go w podeszłym wieku, otrzymał formację o boku kapłana Helego. Bóg posłużył się nim, by objawiać ludziom swoją wolę. To on wybiera młodego Dawida na przyszłego króla Izraela. Samuel swoją postawą uczy nas zawierzenia planom Bożym. Ostatecznie „nie tak widzi człowiek, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”.

„Panie, abym przejrzał!” Można patrzeć i niczego nie widzieć. Tak było z wieloma świadkami uzdrowienia niewidomego od urodzenia i innych cudownych znaków, które uczynił Jezus. Komentuje tę postawę św. Jan w swojej Ewangelii: „Chociaż uczynił Jezus przed nimi tak wielkie znaki, nie uwierzyli w Niego” (J 12,37). Tak, bo linia podziału: wierny – niewierny, dobry – zły, grzesznik – sprawiedliwy nie jest wyznaczona przez pochodzenie, język, przynależność, wykształcenie. Linia tego podziału przebiega przez serce człowieka.

Każdy z nas ma swoją godzinę ciemności, gdy rozmija się z łaską Bożego nawiedzenia i Bożą propozycją, podobnie jak bogaty młodzieniec, który „spochmurniał na słowa Chrystusa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele majętności” (Mk 10,22). Jak Judasz: „Po spożyciu kawałka chleba wszedł w niego szatan. Jezus zaś rzekł do niego: Co masz czynić, czyń prędzej” (J 13,27). Jak Piotr: „Życie oddasz za mnie? Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się mnie wyprzesz” (J 13,38).

Każdy z nas ma swoją godzinę oświecenia, podobnie jak Samarytanka: „Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem (...) Jestem Nim Ja, który z Tobą mówię” (J 4,25-26). Jak kobieta cudzołożna: „I ja cię nie potępiam.– Idź a od tej chwili nie grzesz już więcej” (J 8,11). Jak syn marnotrawny: „Zabiorę się i pójdę do mego Ojca i powiem: Ojcze zgrzeszyłem przeciwko Bogu i względem ciebie” (Łk 15, 18). Jak niewidomy od urodzenia: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? - A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?... Jest Nim ten, którego widzisz i który mówi do Ciebie... Tak, wierzę Panie!” Jak Piotr: „Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał” (Mt 26,75).

„Postępujcie jak dzieci światłości”. Nie wystarczy jednak samo tylko rozpoznanie „uczynków ciemności”, pokazywanie palcem zła, nazywanie zła po imieniu. Potrzeba chrześcijańskiego czynu jako owocu owego rozpoznania. W wielkopostnym czasie nawrócenia i pokuty jesteśmy wezwani do powrotu do gorliwości w modlitwie, w świętowaniu niedzieli, do ideału pierwszych dni życia we wspólnocie małżeńskiej i rodzinnej, do uczciwości i sumienności w pracy, do dobroci wobec bliźnich. To ostatnie wezwanie jest szczególnie aktualne dla naszego pokolenia, z racji bliskości Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 od narodzenia Chrystusa.

Czyniąc dobro, objawiamy dobroć i prawdziwe oblicze Boga Ojca. Przekonujemy o Bożej dobroci tych, którzy odrzucają Boga. Niemało jest takich, którzy widząc chrześcijan żyjących miłością, odnajdują wiarę. Wtedy też chrześcijanin staje się prawdziwie światłością świata, solą ziemi i przemienia jej oblicze.

 

Zamiast deszczu pieniędzy

 

Augustyn Pelanowski OSPPE

Pewien król wstępował do katedry po schodach i rzucił żebrakowi wielką bryłkę złota. Zauważył jednak, że żebrak z pogardą wyrzucił złoto do kałuży, jakby to był zwykły kamień. Z ciekawości i oburzenia zapytał go: „Dlaczego wyrzuciłeś mój dar?”. „Ponieważ spodziewałem się czegoś wartościowego, a nie bezwartościowego kamienia. Pragnę pieniędzy!” – odrzekł żebrak! Król zrozumiał, że żebrak nie poznał się na skarbie, jaki otrzymał, i w milczeniu wszedł do świątyni.

Bóg ma nam do zaofiarowania więcej niż deszcz pieniędzy, ale my nierzadko to ignorujemy, pytając: „Czy Bóg da mi pieniądze?”. Cóż może być cenniejszego na świecie od pieniędzy? Cenniejsza jest miłość.

Miłość Boga wybiera tych, którzy już sami siebie nie kochają, gdyż oni potrafią ją docenić. Dawid był ostatni i najmniej kochany w rodzinie. Ślepiec nie otrzymał wsparcia nawet od rodziców, gdy musiał obronić Jezusa, który dał mu więcej niż jałmużnę. Wszyscy byliśmy niegdyś ciemnością, ale tylko Jezus daje nam blask jaśniejszy, niż może z siebie wydobyć złoto – dostrzeżenie Bożej miłości. Wielu z nas nosiło na oczach błoto tego świata – grzech, ale dzięki Jezusowi odkryliśmy coś więcej niż złocisty blask przejrzenia – miłość Boga.

Czwarta niedziela postu daje nam okazję do rozważania MIŁOŚCI BOGA, która wyróżnia wzgardzonych, namaszcza przeklinanych, szczyci się tymi, których wstydzili się nawet najbliżsi. Jezus otworzył ślepcowi oczy na coś cenniejszego niż pieniądze – na miłość Boga. Nam zaś miłość Boga jest potrzebna najwyżej do tego, by otrzymać pieniądze, a jeśli ich nam nie daje, przestajemy w Niego wierzyć. Co to znaczy otworzyć oczy dla ciebie? Czy je już otworzyłeś? Przed otwarciem oczu człowiek widzi jedynie ciemność i ten, który nie zobaczył Jezusa, widzi, że jego życie jest mrokiem przygnębienia i lęku, koszmarem, który począł się z zaciśniętych powiek.

Nie wierzę w optymizm tych, którzy cieszą się bez Boga, jak również w optymizm tych, którzy nie zaznali ślepoty, którą Bóg uzdrowił. Nieszczęściem większym niż ślepota jest zaślepienie. Ślepota pozwala dostrzec Boga, zaślepienie natomiast zmusza człowieka do ubóstwienia wszystkiego oprócz Boga. Dlaczego Jezus uwolnił niewidomego błotem? Dlaczego nie wybrał innego lekarstwa? Od dawna domyślano się, że błoto jest metaforą dostrzeżenia w sobie grzechu. Czym jest owo błoto, wyjaśnia św. Piotr: „Spełniło się na nich to, o czym słusznie mówi przysłowie: Pies powrócił do tego, co sam zwymiotował, a świnia umyta – do kałuży błota” (2P 2,22). To przeraża! Jakże Bóg może obdarowywać łaską dostrzegania Go w jakimś wędrowcu z Nazaretu, i nie być dostrzeganym przez grupę światłych ludzi, którzy przez całe życie wypatrywali Mesjasza? Ponieważ więcej widać przez błoto grzechu niż przez oświecenie wiedzą.