Wniebowstąpienie Pańskie (B)

dodane 14.05.2015 11:09

Cztery homilie

Mieć świadomość celu

ks. Leszek Smoliński

Św. Jan Paweł II mówił w Krakowie 10 czerwca 1979 m.in.: „Człowiek każdy idzie przed siebie, podąża ku przyszłości i narody idą przed siebie i ludzkość cała. Iść przed siebie to znaczy nie tylko ulegać wymogom czasu, pozostawiając stale za sobą przeszłość, dzień wczorajszy, rok, lata, stulecia. Iść przed siebie to znaczy mieć świadomość celu”.

Wniebowstąpienie Pańskie, które stanowi tajemnicę zamykającą ziemskie życie Chrystusa, rozpoczyna życie Kościoła. Przypomina nam jednocześnie, że mamy iść przed siebie ze świadomością, że zdążamy do celu, jakim jest niebo, dom Ojca. Droga do Nieba wiedzie przez szarą codzienność, w której z jednej strony mamy unikać grzechów, a z drugiej – żyć w stanie łaski uświęcającej. A to zakłada roztropność postępowania i przewidywanie konsekwencji tego, co czynimy. Czy my idziemy tą drogą?

Pewna legenda norweska opowiada o biednej kobiecie, która jako wdowa z niemowlęciem na ręku szukała wsparcia u różnych dobrych ludzi. Chodziło jej przede wszystkim o to dziecko, które nazywała swoim największym skarbem na ziemi. Pewnego dnia przechodząc przez las dostrzegła drzwi prowadzące do jakiejś pieczary. Równocześnie usłyszała głos, by weszła do wnętrza. Pieczara okazała się skarbcem pełnym różnych kosztowności. I znowu usłyszała: „bierz ile chcesz, tylko nie zapomnij o największym skarbie”. Kobieta położyła dziecko w kącie, rozłożyła chustkę i kładła na niej: sztaby złota, naszyjniki z brylantów i pereł. Co jakiś czas słyszała głos: „bierz ile chcesz, tylko nie zapomnij o największym skarbie”. Kobieta myślała, co może być tym największym skarbem i dorzucała kolejne sztabki złota. Kiedy musiała zakończyć swój czas pobytu w skarbcu, wyszła pospiesznie, a za nią zamknęły się żelazne drzwi. Wtedy zastanowiła się, co miały znaczyć słowa o największym skarbie. I nagle uświadomiła sobie, że w gorączce zachłanności zapomniała o dziecku. I wpadła w rozpacz. Zaczęła dobijać się do żelaznych drzwi, ale na próżno. Utraciła bezpowrotnie największy skarb.

W „Credo” wyznajemy, że Jezus „wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca”. Ta prawda stanowi zaproszenie dla wierzących w Niego, aby nie szukali nieba daleko od ziemi, nie szukali szczęścia dopiero po śmierci. Ziemia jest pod naszymi nogami, ale niebo jest bliżej, bo w naszym sercu. Chodzi tylko o to, aby dostrzec w nim Chrystusa, który jest za obłokiem doczesności, różnych ludzkich wad, czasami grzechu. Kiedy podążamy do niebieskiego celu, największym skarbem jest stan łaski uświęcającej, zjednoczenie z Bogiem, jest nim Jezus Chrystus. Ze spotkania z Panem, który wśród radości wstępuje do nieba, płynie Jego wezwanie – nakaz misyjny: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Odnosi się to do wszystkich ochrzczonych, którzy w mocy Ducha Świętego wyruszą z orędziem Dobrej Nowiny. I w ten sposób staną się świadkami Zmartwychwstałego. Świadek to ten, kto potwierdza, poświadcza coś, ale tylko to, co widział, słyszał lub czego doświadczył osobiście. To ten, kto wyznaje wiarę, wyjaśnia ją słowem i przykładem życia.

Głosić prawdę wszystkim

Piotr Blachowski

Pora by ruszyć w świat. Nie tylko przy okazji wakacji czy wycieczek. Pora by ruszyć w świat i opowiadać Prawdę, tę jedyną Prawdę. Snuć opowieść o miłości, o nadziei, wierze. A w zasadzie o nas. O Kościele, o wyzwoleniu, o powitaniach i pożegnaniach. Czyli również o życiu, które jest naszym udziałem, ale było też udziałem największego Człowieka, Boga, Jezusa Chrystusa.

Jak co roku rozważamy i przeżywamy kolejne etapy Jego ziemskiego życia, idziemy razem z Nim, kiedy głosi ludziom Boże królestwo i czyni dobro. Wspominając czas Jego męki i ukrzyżowania, cieszyliśmy się radością Zmartwychwstania. To nasz fundament, nasza wiara, to nasze życie. Dzisiaj Pan Jezus wstępuje do Nieba; łącząc ziemię z Niebem, wraca do Ojca swojego i naszego. Podobnie musieli czuć i postrzegać rozstanie z Chrystusem Jego uczniowie. Mimo iż Jezus dokładnie przepowiedział jak będzie, to żal pożegnania wycisnął na nich piętno.

Aby jednak nasza wiara była żywa, byśmy w niej mieli nadzieję, którą On nam dał, Nadzieję Zbawienia, Jezus pozostawia nam wskazówki i polecenia, których mamy przestrzegać. Więcej, poucza nas, jak tych, którzy o Nim jeszcze nie słyszeli, informować, ewangelizować i prowadzić do wspólnej chwały. Mamy głosić prawdę, opowiadać o życiu i dziełach Chrystusa, bowiem „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.” (Mk 16,16). To ważny przekaz, skierowany nie tylko do uczniów, ale również do nas. To my stanowimy Kościół, to my teraz jesteśmy Jego uczniami, a poprzez chrzest nałożony został na nas obowiązek głoszenia prawdy.

Podołać to my może i podołamy, ale czy potrafimy nasz obowiązek wypełnić godnie? Tak, jeśli kieruje nami miłość i dobro, a my oprzemy się na Ojcowskiej trosce i opiece naszego Zbawiciela. Przecież my, twardzi i nieugięci ludzie Chrystusa, nie obawiamy się problemów życiowych, bo powierzamy je w naszych modlitwach osobie kochającej, naszemu Ojcu – Bogu. Miłość nie pozostawia nas w sytuacji bez wyjścia, prowadzi nas po ścieżkach grzesznego świata, pociesza w chwilach trudnych, zawsze powie dobre słowo, da nadzieję.

Radujmy się zatem, że Chrystus Wstąpił w Niebo, bo stamtąd dalej obejmuje nas swoją miłością, opieką i wsparciem. Cóż nam pozostaje? Apostoł Narodów, św. Paweł,  wie, jak mamy postępować i wypełniać nasze zadania: „[Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących - na podstawie działania Jego potęgi i siły.”(Ef 1,18-19). A zatem, róbmy swoje, czyli GŁOŚMY PRAWDĘ WSZYSTKIM.

Jezu Chryste Zmartwychwstały, a teraz Wstępujący w Niebo, wspieraj Swą mocą naszą wiarę, byśmy wypełniali zadania nam dane i głosili jedyną Prawdę przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie.

Światełko w piwnicy

 

Augustyn Pelanowski OSPPE

Gdy byłem małym, kilkuletnim chłopcem, często bawiliśmy się w piwnicach spółdzielczego bloku, w którym mieszkaliśmy. Panował tam mrok i zaduch, a małe okienka wpuszczały niewiele światła. Bywało, że zdenerwowany krzykami dzieci sąsiad zamykał na klucz drzwi piwnicy i uwięzieni, szukając wyjścia, zmuszeni byliśmy przeciskać się przez te małe okienka. Choć były ciasne jak ucho igielne, to jednak, gdy tylko głowa zmieściła się w otworze, reszta ciała mogła się już łatwo przecisnąć.
Paweł mówi o Jezusie, że jest Głową całego Ciała Kościoła, czyli nas wszystkich, którzy się przeciskamy przez ciasny otwór do nieba, tuż za Chrystusem. Życie przebiega w mrocznej piwnicy świata, ale na szczęście jest Ten, który wyszedł na światło nieba przez okno wniebowstąpienia. W Nim jest nadzieja naszej przyszłości, pełnej nieopisanego bogactwa Chwały. Wezwanie do głoszenia Ewangelii to ostatecznie nakaz wydobywania z mrocznych labiryntów naszych zabłąkanych losów, ogłoszenie, iż jest okno, które jest wyjściem w inny świat.

Wniebowstąpienie Syna cieśli z Nazaretu było jak zdradzenie nam wyjścia z sytuacji bez wyjścia, jak przeciśnięcie się głowy, która pociąga za sobą drżące ze strachu ciało, jak znalezienie klucza do zamkniętych na siedem grzechów bram oddzielających nas od królestwa Światłości, jak pojawienie się strażaka w oknie płonącego domu na siódmym piętrze, który wspiął się po drabinie, aby uratować przelękłe dziecko. Przecież tak, jak został wzięty do nieba, tak samo przyjdzie do nas – według tego, co oświadczyli aniołowie uczniom.

Za pierwszym razem, gdy przyszedł, został osądzony przez ludzi; gdy przyjdzie drugi raz, On będzie sądził ludzkość. Zanim jednak nastąpi nasze wniebowstąpienie, istnieje „w-duszę-wstąpienie” Chrystusa. Bo przecież zanim spełnią się słowa: „Kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7), pragnijmy wpierw usłyszeć inne słowa: „Oto, stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3,20). Niebem jest dla Chrystusa dusza ludzka, Chrystus jest niebem dla duszy człowieka. W Pieśni nad pieśniami, Oblubieniec, czyli Chrystus, zagląda przez okno rozmodlonych oczu Oblubienicy, do wnętrza jej duszy, ona zaś sama jest jak gołąbka ukryta w jego ranach, jakby w szczelinach skalnych. Przenikanie duszy i Boga jest stałym motywem w tekstach mistyków, podpowiadającym nam, że pewnego rodzaju wniebowstąpienie i „w-duszę-wstąpienie” dokonuje się już podczas kontemplacji. W Pismach św. Mechtyldy z Hackeborn przybiera ono szczytową formę wymiany oczu kochającego Boga i mistyczki. Mieć kolor oczu Jezusa i widzieć, że Jezus ma moje oczy, to wzruszające poznanie! Pomyśl tylko, że jakimś rodzajem przeżycia Nieba jest już wpatrywanie się w oczy Jezusa choćby na wschodniej ikonie. Kiedy wpatrujesz się w Jego źrenice, dostrzegasz, że Bóg patrzy na ciebie. W twoim wnętrzu widzi swoje niebo, jeśli tylko pozwolisz Mu tam zamieszkać w nieskończoność.

 

Patrzeć niebem

 

Augustyn Pelanowski OSPPE

Niebo to pełnia przyjaźni z Bogiem. Niebo już dziś jest pośród nas, jeśli tylko żyjemy w przyjaźni z Chrystusem.
Dlaczego Ewangelista tylko jednym zdaniem mówi o Wniebowstąpieniu, skoro jest to jedna z najdonioślejszych tajemnic naszej wiary? Być może nie potrafił wyrazić tego, co wtedy się wydarzyło. Wniebowstąpienie jest zbyt niewysłowione, wymyka się ludzkim zdolnościom definiowania. Możemy też ulec wrażeniu, że Jezus po prostu uciekł z tego świata, w którym trzeba wyganiać demony, ciągle szukać języka porozumienia, narażać się każdego dnia na trudne sytuacje, ciągle uważać, by nie zatruć się toksycznymi relacjami i nieustannie kłaść ręce na chore miejsca egzystencji. Może miał tego dość i wytrzymawszy 33 lata, mając za sobą proces z artykułu o bluźnierstwo oraz hańbiącą śmierć, wymknął się do rozkoszy nieba, zostawiając nas na pastwę krzywdzących pomysłów, których sami jesteśmy autorami? Nie, to nie była ucieczka, ale przetarcie szlaku, otworzenie nowych możliwości!

Bóg nie zainwestował w rekonstrukcję raju na skalanej ekologicznie ziemi, ale otworzył drogę do Nowej Ziemi i Nowego Nieba. Jezus, wstąpiwszy do nieba, nie zrzucił skóry człowieka z traumatycznym grymasem i politowaniem, ale podniósł ludzką naturę tam, dokąd nie sięgają ani nasze aspiracje, ani nawet nasza wyobraźnia. Jezus mówił niewiele o niebie nie dlatego, że jest ono iluzją, ale dlatego, że nie da się go wyrazić. Powierzamy się jego zapewnieniom o dostępności nieba dla nas wszystkich. Wstępujemy w niebo za Nim i Jego mocą, gdy zawierzamy Jemu.

Potrzeba oczyścić słowo „niebo” od archaicznych skojarzeń. Niebo nie jest miejscem geograficznym ani astronomicznym. Mówimy, że jest na górze w tym sensie, że jest nieosiągalne dla zwykłego śmiertelnika, ale zmartwychwstały Syn Człowieczy osiągnął je i w ten sposób udostępnił dla wszystkich, którzy z Nim mają jedność. Niebo to pełnia przyjaźni z Bogiem. Niebo już dziś jest pośród nas, jeśli tylko utrzymujemy się w przyjaźni z Chrystusem. Nie widzimy jednak Jego chwały i szczęścia, bo musielibyśmy się nauczyć patrzeć na wszystko niebem, któremu pozwolilibyśmy we wnętrzu zamieszkać.

Patrzeć niebem to zawsze wierzyć, dostrzegać demony, by je z innych wyganiać, a nie oskarżać innych z ich powodu, mówić językiem nieba, a nie wulgarnością piekła, panować nad wężami złych podszeptów i nie zatruwać siebie i innych tym, co jest trucizną nienawiści i kłamstwa, oraz nie kłaść łapy chciwości na wszystkim, tylko rękę hojnej dobroci po to, by uzdrawiać. Niebo to bliskość na podobieństwo owego zasiadania po prawicy Boga Ojca. Bo cóż innego znaczy, że Jezus zasiadł po prawicy Ojca? Oznacza to najbliższą zażyłość z Bogiem Ojcem. Niebo to bliskość Oblicza Ojca wobec Oblicza Syna. Niebo to tron, czyli panowanie nad sobą, a nie nad innymi, panowanie nad tym, co trujące, i nad tym, co chore.