31. Niedziela zwykła B

dodane 01.11.2012 17:46

Cztery homilie

Miłości, miłości, miłości...

Piotr Blachowski

Czegokolwiek byśmy nie czynili, zawsze nasze działanie wynika z określonych motywów: albo działamy spontanicznie, albo z zamiłowania, albo z konieczności. Wszystkie motywy są w jakimś stopniu uwarunkowane miłością, chociaż niekoniecznie miłością do wykonywanej pracy.

Podejmowane działania nie zawsze dają się zrealizować, nie zawsze przynoszą dobre efekty, nie zawsze przyczyniają się do naszego rozwoju. Ale jest jedno działanie, które nas nigdy nie zawiedzie: zawsze możemy wzrastać w miłości, Bożej Miłości. To właśnie dzisiaj  Księga Powtórzonego Prawa mówi nam: „Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił.” (Pwt 6,4-6). Bóg jest Miłością, Miłością, którą nam daje, Miłością, którą od nas przyjmuje, Miłością, którą się z nami dzieli.

Ta wielka Miłość Boga dała nam kapłanów, dla których wzorem jest Najwyższy Arcykapłan. Słuchając słów: „Przeto i zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi. Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa, takiego, który nie jest obowiązany, jak inni arcykapłani, do składania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie.”(Hbr 7,25-27) możemy być szczęśliwi, że został nam dany udział w zbawczym planie Boga.

Wgłębiając się w teksty dzisiejszej Liturgii Słowa odkrywamy podstawową zasadę życia. Miłość Boża i nasza miłość do Boga to pierwsze i najważniejsze ze wszystkich przykazań – przykazanie, które wzywa nas do miłowania Boga całym sobą. Nie może być innej odpowiedzi człowieka na miłość Boga, który kocha nas miłością najczystszą, bezwarunkową, który akceptuje każdego człowieka w jego aktualnej rzeczywistości i kocha w sposób nieskończony. Naszą odpowiedzią może być tylko przyjęcie miłości Boga i odwzajemnienie jej. Zapyta ktoś, jak? Ano, słuchając Boga, dostrzegając Go i dając Mu pierwszeństwo we wszystkim. Nie wolno nam jednak zapominać, że Jezus Chrystus łączy przykazanie miłości Boga z przykazaniem miłości bliźniego i samego siebie, zaś chronologia rozwoju duchowego przyjmuje, że miłość bliźniego jest drogą do miłości Boga. Tak więc przykazanie miłości to dla nas i zadanie, i obietnica.  

PANIE JEZU – prosimy – obdarz nas łaską, która pomoże nam w naszym ziemskim życiu w pełni realizować przykazanie miłości.

Ochrona przed rozpadem


Augustyn Pelanowski OSPPE

Bywa tak, że dobrze znane prawdy poznajemy dogłębnie i olśniewająco w jakimś wyjątkowym momencie życia, który działa jak reflektor wydobywający z ciemności kształty słów i głębię ich treści. Kilka słów zamienionych z Jezusem przez uczonego w Piśmie było jak ów blask zrozumienia.

Kochać Boga sercem, to nie kochać Go w lęku, lecz kochać miłością. W tym przykazaniu nie jest napisane, że mamy Go kochać, ponieważ On nas kocha. Dlatego należy zrozumieć to przykazanie w ten sposób: kochaj Go, nawet wtedy, gdy wszystko wskazuje, że On nie ma dla Ciebie miłości. My kochamy tylko tych, którzy nas kochają, ale Bóg oczekuje od nas miłości bez interesu, bez wzajemności, miłości, która kocha zawsze. Owszem, On nas kocha nieporównywalnie wspanialszą miłością, ale kochać Go mamy nawet wtedy, gdy nic z tej miłości nie dostrzegamy na ścieżce naszego życia. Poza tym nakaz kochania nie dotyczy sfery odczuwania emocji, tylko dotyka naszej woli. Chodzi o to, byśmy chcieli Go kochać, a nie tylko czuli, że Go kochamy. Czy można sobie nakazać miłość? Tak, wtedy, gdy ktoś, kogo zamierzamy kochać, jest godny tej miłości, a nie dlatego, że nam się podoba lub jest dla nas wyjątkowo przychylny. Możemy nakazać sobie miłość w tym znaczeniu, że pragniemy poczynić wszelkie możliwe kroki, by osiągnąć szczyt miłości i nigdy nie zrezygnować z dążenia do umiłowania Boga jeszcze mocniej niż dotychczas. Całym sercem, całą duszą, całym umysłem, całą mocą! Całym, czyli całkowicie, każdym detalem naszej natury, krótko mówiąc: totalnie!

Jest w tym ukryta tajemnica również naszej integralności: kto kocha Boga tak całkowicie, sam jest zintegrowany, scalony w swej duchowości i cielesności, zharmonizowany psychicznie i fizycznie. Miłość porządkuje istnienie. Poszczególne sfery ludzkiej natury zaczynają chodzić jak w zegarku, choć człowiek nie jest maszyną! Każda sytuacja i każda chwila, każde słowo i każdy gest powinny być okazją do poszukiwania miłości Boga. Ponieważ większość ludzi tak nie żyje, dlatego większość ludzi żyje w rozsypce. Wyobraźmy sobie orła, który wpatruje się w szczyt góry, zrywa się do lotu, porzuca gniazdo, jego skrzydła harmonijnie podporządkowują się celowi lotu, podkurcza swoje szpony, by nie stawiały oporu powietrzu i ułatwiły lot, wytęża wszystkie siły, ciągle wpatrując się w cel. Wszystkie jego mięśnie i kości wykonują ruchy posłuszne jednej myśli. Jego lot jest majestatyczny, ponieważ wszystkie części jego natury mają jeden jedyny cel. Gdyby jednocześnie chciał osiągnąć szczyt góry i siedzieć w gnieździe albo polować na jakieś zwierzę, lub spać, każda z części jego ciała wykonywałaby inną czynność, niezharmonizowaną z celem. Skończyłoby się to tragicznie. Podobnie człowiek, który jest zapatrzony w szczyt miłości Boga, porządkuje każdy swój ruch i każdy zryw, by osiągnąć ten cel. Takie życie jest majestatyczne. Kiedy jednocześnie chce kochać Boga i siebie, albo zapatrzony jest w stworzenie czy też pragnie wielu obiektów na raz, upatrując w nich cel swojego życia, wtedy rozsypuje się wewnętrznie.

Zakochani w Bogu


ks. Stanisław Grzybek

Miłować (Boga) całym sercem... daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary. (Mk 12,33)

1. Jest jedna cnota, bez której nie można sobie wyobrazić ludzkiego życia, cnota, która łagodzi napięcia, rozwija inicjatywę, popycha ludzi do bohaterskich czynów, jest motorem wszelkiego ludzkiego działania. Cnota, która jednoczy ludzi i narody ze sobą, a tej cnocie na imię: miłość.

Jeśli Chrystus w dzisiejszej ewangelii na pytanie uczonego w Piśmie, które jest największe przykazanie, odpowiedział, że jest nim przykazanie miłości bliźniego i Boga, chciał przez to powiedzieć, że bez tego przykazania nie można sobie wyobrazić ludzkiego życia.

Ale właściwie, co to jest miłość? Najtrudniejsze do odpowiedzi pytanie. Można powiedzieć, że Chrystus odpowiedział na nie, nie tyle słowami, ile całym swoim życiem. Dlatego mógł pod koniec swojego życia powiedzieć że: „większej miłości nikt nie ma jak ten, kto życie swoje daje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Dlaczego mamy obowiązek kochać Boga?

2. Bo On nas pierwszy umiłował. Z miłości ku nam stworzył świat i oddał go człowiekowi pod panowanie. Człowieka uczynił swoim obrazem i wywyższył go ponad wszelkie stworzenia. Wysyłając go w drogę życia, wyposażył go w najwspanialszy dar: swoją boską przyjaźń. Ale człowiek nie docenił tego daru. Przez grzech zerwał tę przyjaźń i odszedł od Boga. Ale co ważniejsze, Bóg nie odszedł od człowieka. W trosce o jego zbawienie i szczęście, obiecał zesłać Odkupiciela. Jeszcze w raju go obiecał. A potem zapowiadał nieustannie jego przyjście przez patriarchów, proroków i mędrców. I kiedy obiecany Zbawca przyszedł, zaświadczył swoją nauką i swoim życiem o miłości Boga do człowieka. W rozmowie z Nikodemem, o czym pisze św. Jan Ewangelista, Jezus odkrył rąbek tajemnic bożych. Oświadczył mu otwarcie, że: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). W istocie rzeczy miłość Jezusa do człowieka nie miała granic.

Pragnąc podkreślić jej nieprzemijającą wartość, Jezus zalecił ją swoim uczniom, a przez nich nam wszystkim w swoim testamencie, tj. w swojej arcykapłańskiej modlitwie wygłoszonej na krótko przed swoją śmiercią w Wieczerniku. Oświadczył im wtedy: „Jako mnie umiłował Ojciec i ja was umiłowałem, trwajcie tedy w miłości mojej” (J 15,9). Prośbę tę Jezus wypowiedział we Wielki Czwartek wieczorem, a w Wielki Piątek już nie żył. Umierał świadomie. A kto umiera świadomie, ten przed śmiercią .nie porusza błahych spraw. Mówi o tym, co mu najbardziej leży na sercu. A co Jezusowi najbardziej leżało na sercu? O czym chciał, żebyśmy po Jego śmierci pamiętali? Chciał, byśmy zawsze pamiętali o tym, co ś w. Jan tak pięknie określił: „Bóg jest miłością”, a my mamy obowiązek wierzyć tej miłości. Mamy uwierzyć jej i żyć tą miłością do końca naszego życia, by kiedyś, po najdłuższym naszym życiu, tę Miłość własnymi oczyma oglądać w wieczności.

3. Uczony w Piśmie z dzisiejszej ewangelii, pytający Chrystusa o największe przykazanie dowiedział się od Niego nie tylko tego, że jest nim miłość, ale jeszcze usłyszał, jaką ona zajmuje rolę w hierarchii wszelkich wartości. Jezus powiedział mu, że „miłować Go (tj. Boga) całym sercem... daleko więcej znaczy, niż wszełkie całopalenia i ofiary” (w. 33).

Chrystus jakby chciał mu przez to powiedzieć, że dobrą rzeczą jest modlitwa, wspaniałą składanie ofiar, niezwykle ważną dobroć i życzliwość dla drugich, ale te wszystkie wartości bledną wobec jednej wartości, którą jest miłość Boga. Ona jest najważniejszą i najwspanialszą cnotą. Bez niej życie ludzkie nie miałoby najmniejszego sensu. Opromienione nią otwiera człowiekowi już tu na ziemi niebo.

Wiedział o tym dobrze św. Augustyn, dlatego snując na ten temat refleksje, postawił swoim słuchaczom pytanie? Powiedz mi, co ty miłujesz, a ja ci powiem kim jesteś. Jeśli niebo miłujesz, niebem jesteś, jeśli ziemię miłujesz, ziemią jesteś, jeśli Boga miłujesz, Bogiem jesteś.

Musimy sobie my dziś postawić takie pytanie: co my właściwie miłujemy, co nosimy w zakamarkach naszego serca? Jakie są nasze najskrytsze pragnienia i myśli, a sumienie, ten najlepszy sejsmograf naszej duszy udzieli nam na te pytania najlepszej odpowiedzi. Powie nam za św. Pawłem, że gdybym „mówił językiem ludzi i aniołów... i gdybym znał wszystkie tajemnice i posiadał wszelka wiedzę, i gdybym miał taką wiarą, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym...” Tylko miłość, tylko ona jedna coś znaczy, poza nią nic nie ma znaczenia, św. Paweł kończy swój hymn o miłości słowami: teraz trwają te trzy: wiara nadzieja i miłość, ale z nich największa jest miłość (1 Kor 13). Nie potrzeba więcej wyjaśnienia.

Potrzeba jednej rzeczy: potrzeba żyć miłością. Potrzeba wprowadzić ją we wszystkie detale naszego życia. W takim ustawieniu sprawy rozumiem pytanie Chrystusa skierowane do Piotra na krótko przed mianowaniem go pierwszym papieżem: „miłujesz mnie więcej aniżeli inni?” Piotr odpowiada: „tak Panie, Ty wiesz, że Cię miłuję”. A jeśli tak to: „paś baranki moje, paś owce moje, paś owieczki moje”. Chrystus przyjął wyznanie Piotra i stwierdził, że ono jest wystarczające, aby Piotr mógł Go godnie reprezentować na ziemi. Ono wystarczy za wszystko, bo miłość jest wszystkim.

4.. Moi Drodzy! W każdą niedzielę przychodzimy do kościoła. Przychodzimy tu, aby uczestniczyć we mszy św. Ale również przychodzimy i w tym celu, aby poznać jak wielka jest miłość Chrystusa do nas. Pragniemy od tej Jego miłości zapalić nasze serca i Jego miłością przepełnić całego siebie. Prośmy Go dzisiaj o to gorąco. Amen.

(Tekst pochodzi z książki "Wierzcie w Ewangelię. Homilie na rok B" wydanej przez Polskie Towarzystwo Teologiczne)

Będziemy sądzeni z miłości


Noel Quesson

We Francji po czterech latach katechizacji młodzi chrześcijanie składają swoje Wyznanie Wiary, to dzień wielkiego święta. Wierni Żydzi każdego dnia, rano i wieczorem czynią „Wyznanie Wiary”, które jest również „Wyznaniem Miłości”. To „SHeMa ISRAEL". Jezus odmawiał tę wielką modlitwę dwa razy na dzień, od najwcześniejszego dzieciństwa. Możemy ją także włączyć do naszej codziennej modlitwy. Wszyscy chrześcijanie, którzy uczestniczą dziś w niedzielnej Mszy świętej lepiej poznają tę modlitwę, ponieważ usłyszymy ją trzy razy: raz w czytaniu Księgi Powtórzonego Prawa i dwa w Ewangelii.

Bóg jest jeden i nie ma innego! Będziesz miłował Pana, Boga Twojego z całego swego serca, z całej duszy swojej ze wszystkich swych sił (Pwt 6,2-6)

SHeMa ISRAEL, wzięte z Księgi Powtórzonego Prawa, spontanicznie przychodzi Jezusowi na usta. Nie wystarczy jednak powierzchownie wysłuchać tej modlitwy. Ona zawiera głęboką duchowość, która jest zarazem bardzo konkretnym sposobem życia.

1. WIARA i MIŁOŚĆ praktykowana, realizowana w życiu. Rozważmy nagromadzenie wyrażeń, które przekazują to wymaganie. „Niech pozostają w twym sercu te słowa, które Ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się i wstając ze snu. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. Wypiszesz je na odrzwiach twojego domu i na twoich bramach”. Nasi bracia Żydzi tak troszczą się, by żyć zgodnie z tym wymaganiem swego Wyznania Wiary i Miłości, że stosują dosłownie te konkretne przepisy. „SHeMa Izrael” jest napisane na pergaminie i umieszczone w małym pudełeczku przywiązanym do lewej ręki i na czole, kiedy Żyd rano i wieczorem odmawia nakazaną modlitwę owinięty biało-czarnym szalem. To filakterie. A ponadto, owo Wyznanie Wiary i Miłości wypisane jest na odrzwiach domów. Każdy gdy modli się, gdy porusza drzwi swego domu czy bramę miasta, przypomina sobie, że historia ludu Bożego jest: „piękną historią miłości” PRZYMIERZA... które wypełnia nasze myśli (czoło), czyny (ręce) i całe nasze życie rodzinne i społeczne (drzwi).

2. To konkretne posłuszeństwo, to posłuszeństwo miłości. Nie chodzi o formalne posłuszeństwo, jak uległość prawu, które jest narzucone z zewnątrz lub z góry. Przeciwnie, to prawo „winno być wypisane w twym sercu”, a kochająca wierność nie akceptuje ni połowiczności, ni podziału: ,Będziesz miłował CAŁYM sercem, CAŁĄ duszą i z CAŁEJ mocy i ze wszystkich swych sił”. Wielu bożków (pieniądz, komfort, sport, itd.) zabiega o nas i nas przyciąga. Wiele innych miłości kusi do podziału serca. Nie! Miłość Boga żąda WSZYSTKIEGO! Musimy stale pamiętać o wyłączności, radykalizmie wyłączności Boga. Ten radykalizm wypełniał życie Jezusie aż do krzyża.

3. Zazwyczaj tej wyłączny wybór Boga jest źródłem rozwoju człowieka. Patrząc powierzchownie, to może wydawać się paradoksem: Bóg wymaga od nas miłości całkowitej nie po to, by nas przygnieść swoją władzą, ale by nas wypełnić swoją miłością i obsypać dobrodziejstwami. Obrazy są konkretne: „Jeśli to będziesz czynił, osiągniesz długie życie, szczęście, rozmnożysz się, wprowadzę cię do kraju mlekiem i miodem płynącym”.

Pierwsze przykazanie: Kochać Boga! Drugie: Kochać bliźniego (Mk 12,28)
Jest oczywiste, że istnieje łączność między judaizmem a chrześcijaństwem. Ewangelia dzisiejsza znajduje sposób, by powtórzyć nam dwa razy „SHeMa ISRAEL”, i dodaje dwa zdania, które są również zaczerpnięte ze Starego Przymierza.

1. Drugie przykazanie: „Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego”. To nic nowego. To powtórzenie, słowo w słowo, za Księgą Kapłańską (19,18). Miłość braterska to nic oryginalnego: to prawo Starego Testamentu, jak i wszystkich religii i wszystkich norm ludzkich. Tym, co właściwe chrześcijaństwu, jest powszechny wymiar miłości: Jezus domaga się rozszerzenia miłości, aż do miłości nieprzyjaciół (Łk 6,27). To również głęboka tajemnica miłości braterskiej: Jezus wprowadza równość między bratem, Chrystusem i „Ojcem, „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych... najmniejszych, Mnieście uczynili...” (Mt 25,40). A kto mnie przyjmie, przyjmie Tego, który mnie posłał. W chrześcijaństwie nie ma miłości powierzchownej, miłości bliźniego bez miłowania „JAK Ja was umiłowałem”, (J 15,12) - mówi Jezus. Ewangelia dodaje jeszcze inną cechę charakterystyczną.

2. „Kochać Boga i bliźniego „daleko więcej znaczy" niż wszystkie całopalenia i ofiary”. To też nic nowego. To było już w Księsze Ozeasza (6,6). Już w Starym Testamencie Bóg nie zadowala się samym sprawowaniem kultu, jakby czekał przede wszystkim na nasze gesty modlitewne; to, czego oczekuje, to nasze życie.

Jezus, nasz Arcykapłan, złożył jedną ofiarę za wszystkich ofiarując samego siebie (Hbr 7,23-28)

Drugie czytanie podkreśla absolutną więź między ofiarą a życiem. To nie zwierzęta oddał Jezus w ofierze kultowej w świątyni jerozolimskiej. Ofiarował się w całkowitym darze z siebie - całym SERCEM, całą DUSZĄ i całą MOCĄ - na Kalwarii! Powtórzmy jeszcze raz, nowość Jezusa to nie wezwanie do miłości Boga i bliźniego, zapisane już w Starym Prawie, lecz konieczność poznania Jego samego, jako jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi. „On ma kapłaństwo nieprzemijające. Przeto i zbawić na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nami”.

Powtórzmy, Jego Eucharystia nie jest dowolnym, drugorzędnym środkiem, przez który od czasu do czasu możemy wypełnić nasze obowiązki względem Boga. To konieczny przepływ miłości Boga i braci... który uobecnia nam dzisiaj Jego WIECZNE kapłaństwo i wieczną OFIARĘ. Chrześcijanie to nie tylko ci, którzy miłują bliźnich, ani nawet ci, którzy kochają Boga - tylu innych to czyni, na szczęście - ale to ci, którzy przechodzą przez CIAŁO Chrystusa dla tych dwóch absolutnych, podstawowych miłości.


(Tekst pochodzi z książki "Cztery myśli na niedziele rok B" wydanej przez Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej)