20. Niedziela zwykła (C)

dodane 11.08.2016 11:04

Pięć homilii

Ogień i wymagania

ks. Leszek Smoliński

W czasie wizyty św. Jan Pawła II na Jasnej Górze w 1983 roku padły znamienne słowa, skierowane do młodzieży w czasie Apelu Jasnogórskiego: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Czemu ma służyć stawianie wymagań? Mądry wychowawca odpowie, że prawidłowemu rozwojowi, ponieważ każą one iść do przodu i pokonywać napotykane przeszkody i trudności.

Żeby wiara mogła zapłonąć żarem, płomień wiary musi być nieustannie podtrzymywany i podsycany. Pewną analogię możemy zobaczyć w ogniu olimpijskim, który jest wzniecany przy pomocy promieni słonecznych w ruinach świątyni Hery w starożytnej Olimpii na Peloponezie. Stamtąd sztafeta olimpijska przekazuje pochodnię olimpijską kolejnym biegaczom. Tradycja zapalania ognia sięga Igrzysk z 1928 roku, a jego przenoszenia w sztafecie – 1936 roku. Na koniec ogień niesiony w pochodni przybywa do miasta-gospodarza igrzysk. Tutaj w trakcie ceremonii otwarcia zapalany jest znicz olimpijski, który płonie przez cały czas trwania zawodów.

Płomień ognia olimpijskiego może zgasnąć, jak zdarzyło się to trzykrotnie wyniku oberwania chmury czy problemów technicznych. Podobne niebezpieczeństwo grozi płomieniowi wiary, który może zmniejszyć swoją intensywność lub zupełnie zagasnąć pod wpływem trudnych wydarzeń życiowych czy własnych zaniedbań, które mają wpływa na osłabienie wiary.

Wiara, która jest dynamizmem otrzymanym na chrzcie, nie jest wolna od znaków zapytania czy różnego rodzaju wątpliwości. Częsta bywalczyni jednego z forów internetowych napisała m.in.: „Niepokoi mnie jakość mojej wiary. To, że moja wiara jest słaba, że nie potrafię dawać świadectwa. Staram się kierować w życiu wiarą, ale widzę, że postępuję nie tak jak powinnam – jaka jest wola Boża, chociaż nie wiem często jak powinnam. Niepokoi mnie, gdy widzę, że ktoś czyni coś niezgodnego z przykazaniami, ale nie umiem podjąć tematu, porozmawiać z kimś o tym tak, aby go do Boga przybliżyć. Staram się kierować w życiu katolickimi zasadami, ale coraz wyraźniej widzę, że to, co dla mnie jest oczywiste, nie jest oczywiste dla innych, nawet dla tych, którzy chodzą do kościoła co niedzielę”.

Wiara domaga się od nas dociekliwości w poznawaniu, stawianiu pytań, jak i poszukiwaniu odpowiedzi. Ale człowiek wiary powinien mieć również odwagę i żar Ducha Bożego, aby żyć wiarą na co dzień. Andrea Bocelli, najpopularniejszy tenor świata a jednocześnie człowiek głębokiej wiary, wyznał w jednym z wywiadów prasowych: „Sądzę […], że każdy z nas ma wielki przywilej, ale i konkretny obowiązek bycia żywym, pulsującym i pełnym radości świadkiem wiary chrześcijańskiej. Mało tego, mamy ją nieść, gdzie tylko możemy, poprzez przykład życia i propozycję dzielenia się z innymi, dawania siebie”.

Nie da się żyć i rozwijać właściwie bez stawiania wymagań sobie i innym. Wzorem jest dla nas Syn Boży, który jako największe kryterium pozostawił nam miłość do końca. Uobecnia się ona w Eucharystii, jak również jest wezwaniem, by zapalać miłością spotkanych po wyjściu ze świątyni ludzi. Będzie to możliwe tylko wtedy, gdy każdego dnia będziemy pogłębiali naszą osobistą więź z Jezusem.

Ogień i rozłam?

Piotr Blachowski

Cóż można powiedzieć po przeczytaniu tych słów? Czy to zapowiedź walki o dobro? Czy wezwanie do zmiany systemu? To już u nas wszystko było, ale w życiu świeckim, w naszej przeszłości. Nam jednak chodzi o ogień Chrystusowy i walkę o Boga, Chrystusa jako naszego przewodnika, nasz priorytet w wierze.

Święty Paweł, w drugim czytaniu, kieruje dzisiaj nasze spojrzenie na Pana Jezusa, będącego dla nas wzorem, który mamy w ciągu naszego życia naśladować. Pan Jezus, aby wypełnić wolę Ojca „przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę”. Jego życie na ziemi wyznacza kierunek naszego życia i działania: służyć Bogu i sprzeciwiać się wszystkiemu, co może nas odciągać od całkowitej wierności względem Boga.

Słowa dzisiejszej Ewangelii w pierwszej chwili szokują nas. Pan Jezus wyjaśnia, wprost, że przyszedł rzucić ogień na ziemię, mówi także, że nie przyszedł po to, by dać ziemi pokój, lecz rozłam. Trudne to dla nas do przyjęcia i zrozumienia. Ogień i rozłam. Żywioł ognia budzi w nas lęk i przerażenie. Znamy jego niszczycielską moc. Zostawia zgliszcza i popioły. Rozłam budzi także negatywne skojarzenia. Wiemy jednak, że nie o taki ogień tu chodzi.

Nauka Kościoła wyjaśnia nam, że ten „ogień” jest zapowiedzią ofiary Chrystusa na krzyżu. To „ogień” miłości, który ma zapalić i oczyścić nasze serca. A pokój, pokój wewnętrzny – dar od Pana Jezusa dla Jego uczniów, jako znak zgody między człowiekiem a Bogiem – ten dar nie został nam cofnięty. Jest on znakiem naszego przylgnięcia do woli Boga, jednak nie uwalnia on nas od walki, od sprzeciwiania się wszystkiemu, co w naszym własnym wnętrzu – jak namiętności, pokusy, grzechy – lub w naszym środowisku, sprzeciwia się woli Boga albo zagraża wierze i wypełnianiu Bożych przykazań.

Zadaniem naszym, zadaniem każdego, kto chce być uczniem Pana Jezusa, jest budowa domu, czyli wspólnoty opartej na miłości wzajemnej. Należy się jednak liczyć z tym, że w takim domu zamieszka np. zazdrość i ona boleśnie podzieli domowników. Idąc za Chrystusem, napotykać będziemy nierzadko na drwiny, uśmieszki, wyzwiska i obmowy. Ale to nic, bo cel szczytny, bo gdy będziemy przy Chrystusie, nic nam nie będzie grozić, Chrystus nas umocni.

Pociski zazdrości to najgorszy rodzaj broni. One trafiają zawsze w dwa serca – strzelca i ofiary. Powstaje gorzki rozłam. Jest on krzyżem uciążliwym, bo wymaga tego, aby oprzeć się nawet najdroższej osobie, jeśli ona przeszkadza wyznawać wiarę, wypełniać powołanie, czy też wykonywać wolę Boga.

SERCE JEZUSA, GOREJĄCE OGNISKO MIŁOŚCI – zmiłuj się nad nami i obdarz nas łaską, która sprawi, że życie nasze będzie wypełnione miłością i wiarą.

Dojrzewanie przez podział

 

Augustyn Pelanowski OSPPE

Jednym z najboleśniejszych cierpień, jakim płaci się za przylgnięcie do Jezusa, bywa wrogość najdroższych nam osób: rodziców, rodzeństwa, dzieci, męża, żony, krewnych. W chwili, gdy postanowimy wybrać Jezusa na swojego osobistego Pana, lub oddamy Mu nasze życie, najczęściej zaczyna się fala ironii, złości, osądów, dokuczliwości, a nawet zagrożenia życia.

Bez podziału nie ma dojrzewania. Przypomnijmy sobie, jak powstaje człowiek. Po zapłodnieniu zarodek zagnieżdża się w macicy. Zygota dzieli się nieprzerwanie w procesie bruzdkowania, tak, że po 30 godzinach istnieją już dwie pierwsze komórki, po 50 godzinach są już 4, a po 70 godzinach jest już 8 komórek. Życie tworzy się przez dzielenie, a nie przez pochłanianie komórek! Nie da się pogodzić dwóch światów. Ciągle kontynuuje się ten rozdział, który wtedy – u zarania – nastąpił. Gdy tylko spotykam ludzi, którzy chcą mnie na nowo wchłonąć w świat naturalnych relacji, stworzyć mi zastępczą rodzinę i uczynić mnie prywatnym księdzem na każde życzenie, dochodzi do rozdziału. Nawet osoby, którym starałem się przybliżyć Jezusa, starały się niekiedy odwieść mnie od Niego. Zdaję sobie sprawę, że jestem jak koryto rzeki, przez które ma tylko przepływać fala ludzi. Jeśli ktoś będzie chciał się na mnie zatrzymać, tak jak to się dzieje w małżeństwie lub zwykłej ludzkiej miłości, nastąpi zatamowanie i robi się błoto.

Jeremiasz wolał siedzieć w błocie cysterny niż w błocie moralnym, schlebiając Sede-cjaszowi. Człowiek Du-cha Świętego nie jest od spełniania ludzkich oczekiwań, ale od głoszenia prawdy o królestwie Boga i Jego przebaczeniu. Jeśli ktoś naprawdę poddaje swoją duszę Duchowi Świętemu, jest jak wiatr – wieje, kędy chce, przychodzi i odchodzi. Pochyla drzewa, oczyszcza je z zeschłych liści pozorów i zakłamań, zrzuca zgniłe owoce grzechów, ożywia i wieje dalej. Wiatr jest tylko przez chwilę przy każdym drzewie. Gdyby zamieszkał w drzewie, przestałby być wiatrem. Ogień, który się nie roznosi, gaśnie.

Niektórzy się dziwią, że tak rzadko odwiedzam mój rodzinny dom i moją matkę. Ktoś, kto ciągle wraca do dzieciństwa, nigdy nie dojrzeje! Ktoś, kto ciągle jest synem, nigdy nie stanie się ojcem. Zdarza się coraz częściej, że słyszę płacz żon, które doznają rozłamu w domu tylko z tego powodu, że ich mąż każdego dnia telefonuje do swojej mamy albo nazbyt często ją odwiedza. Nie może dojrzeć do roli ojca i męża, bo ciągle sobie przedłuża dzieciństwo i gdy ma się zmierzyć z małżeńskimi trudnościami, ucieka pod fartuch opieki mamusi. Jezus nie zamieszkał w Betanii, choć miło Mu zapewne było odwiedzić Marię, Martę i Łazarza. W Nazarecie nie przyjęto Go jako Mesjasza, bo znano Go jako kuzyna! Nie uzależnił od siebie ani Piotra, ani Jana, ani nawet tej kobiety, której przebaczył grzechy na uczcie u faryzeusza Szymona. Pokazał się Magdalenie po zmartwychwstaniu, ale jej też powiedział: „Noli me tangere!” (nie zatrzymuj mnie).

 

Trudne wyzwania naszych dni

 

Ks. Tomasz Horak

Granice dobra i zła
Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Trudne i niepokojące są słowa Jezusa odczytane przed chwilą. Pokój wydaje się człowiekowi dobrem nieomalże najważniejszym. Jezus o pokoju nieraz mówił. Nie tylko w pozdrowieniu „Pokój wam” czyli „Szalom” – to pozdrowienie po dziś dzień jest w krajach Orientu życzeniem powtarzanym codziennie. Skąd więc słowa Jezusa: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię? Dlaczego stawia nam niepokojące pytanie: Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Jeszcze bardziej niepokoi odpowiedź: Nie, powiadam wam, lecz rozłam. I mówi, że linie podziału przebiegać będą nawet między ludźmi najbliższymi sobie – dziećmi, rodzicami, małżonkami.

Jezusową Ewangelię trzeba odczytywać w całości – jak zresztą każde przesłanie. Pokój dla Jezusa jest czymś bardzo ważnym. Niemniej jest wartość od pokoju ważniejsza. Tą wartością jest dobro – szczególnie dobro miłości i miłosierdzia. Pokój i dobro nie sprzeciwiają się sobie. One się dopełniają. Więcej – dobro i pokój wzajemnie od siebie zależą. To znaczy, że nie może być pełni dobra bez pokoju, ale też pokój bez poszanowania dobra istnieć nie może. W dokumentach soboru watykańskiego jest taki ważny zapis: „Pokój nie jest prostym brakiem wojny ani też nie sprowadza się jedynie do stanu równowagi sił sobie przeciwstawnych... Jest on owocem porządku nadanego społeczeństwu ludzkiemu przez boskiego jego Założyciela... Pokój jest także owocem miłości, która posuwa się poza granice tego, co może wyświadczać sama sprawiedliwość” (KDK 78). Zatem Jezusowe słowa o ogniu i rozłamie wskazują na fundamentalną potrzebę poszanowania granicy dobra i zła. Bez tego pokój jest niemożliwy.

Po której stronie jest dobro?
Pokój za wszelką cenę? Pokój dla świętego spokoju? Nie. Ani jedno, ani drugie nie ma sensu. Taki pokój zawali się któregoś dnia, jak domek z kart. Czy to będzie w sprawach rodzinnych, czy politycznych. Myślę, że właśnie dlatego w Polsce rozsypał się w gruzy chwiejny układ polityczny, bo był budowany bez dostatecznego poszanowania granicy dobra i zła; bo był pokojem za wszelką cenę. Okazał się pokojem pozornym. Nie mogło być inaczej. Wielu z nas stawia sobie trudne pytanie: Po której stronie jest dobro? Po której stronie politycznych granic, wyznaczanych przez ludzi znanych nam z telewizyjnego ekranu? Nie potrafimy na to pytanie odpowiedzieć bez reszty. Widzimy dobro po jednej i drugiej, a może i po innych jeszcze stronach. Ale i zło widzimy po każdej stronie. Czy zatem nie ma wyraźnej granicy pomiędzy dobrem i złem? Jak się więc zachowywać w politycznym życiu? Jeśli będą wybory, na którą partię głosować, aby nie stanąć po stronie zła? A może niczym się nie przejmować, niech się świat kręci, jak chce?

Nie, tak nie wolno, bo wtedy światem zacznie kręcić diabeł – nie zapominajmy o tej opcji. A prostych odpowiedzi nie ma. Warto posłuchać ostrzeżenia apostoła z drugiego czytania. Napisał tak: Grzech łatwo nas zwodzi. I to jest prawda. Grzech innych ludzi, grzech we własnym postępowaniu, grzech utrwalony w strukturach społecznych i prawnych – powtórzę: także grzech utrwalony w strukturach prawnych zwodzi nas. To znaczy oszukuje, wprowadza w błąd, mami pozorami prawdy, pozorami dobra, pozorami sprawiedliwości, a nawet pozorami miłości. To nasz wielki i trudny problem. I wyzwanie jakie staje przed każdym – z jednej strony dobro i prawda, z drugiej zaś zło i pozory dobra.

Nie myślmy, że to tylko nasze problemy. Dlatego Kościół kazał nam dziś sięgnąć do księgi proroka Jeremiasza. Wieki przed Chrystusem. Jeremiasz miał rację – a bynajmniej nie chodziło o sprawy religijne. Ważyły się problemy polityczne i wojskowe. Nie tylko mu nie wierzono, ale miał zażartych wrogów. Człowiek ten nie szuka pomyślności ludu, lecz nieszczęścia! Było odwrotnie. To właśnie on szukał pomyślności ludu, a jego wrogowie szukali własnego interesu. Oby za naszych dni podobne pomieszanie ocen nie doprowadziło do tragedii takiej, jaka rozegrała się wtedy. A obawiam się, że głośniej krzyczą ci, którym na własnych interesach zależy.

Świadkowie Jezusa
Jak powinien zachować się chrześcijanin – czyli każdy z nas? Apostoł zachęca: Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi. To pierwszy warunek naszej obecności w życiu społecznym i politycznym: patrzyć na Jezusa. Czyli wciąż stawiać sobie pytanie, jakby On zachował się w mojej sytuacji. A Jezus nie wchodził w wielką politykę. Gdy usiłowano Go wciągać w jakieś rozgrywki, zręcznie się wycofywał. A równocześnie wszędzie mówił o sprawiedliwości i do sprawiedliwości zachęcał. I do dobra. I do wierności swoim obowiązkom. Wszyscy mu byli bliscy – i prości robotnicy, i zamożni urzędnicy, i znienawidzeni poborcy podatkowi, i dziewczyny z ulicy. I właśnie o to chodzi, byśmy nawzajem dla siebie byli ludźmi, bliźnimi. Nie krzywdzą nas zaborcy, nie obawiamy się faszystowskich łapanek i komunistycznych zsyłek. Dziś najwięcej zła naród cierpi przez takich, którzy jeszcze wczoraj mieli po dziewięć stów na miesiąc i z dnia na dzień stali się biznesmenami; przez takich, którym jeszcze wczoraj wystarczała zawodówka albo lada jakie technikum, a chcieliby kierować całymi obszarami życia kraju. Nie urządzimy na nich obławy, ani szturmu na żaden pałac nie będzie. Ale nie zapominajmy, że wciąż musimy być dla siebie ludźmi. Właśnie tego uczył Jezus. Zauważcie, że ówcześni wielcy tego świata takiej Jego postawy się obawiali, choć był robotnikiem żyjącym z dniówkowej pracy.

Za stroną www.tohorak.opole.opoka.org.pl

 

Kto da ziemi pokój, a kto rozłam?

 

ks. Artur Stopka

Niemal każdego dnia środki społecznego przekazu przynoszą wiadomości o konfliktach między ludźmi, o rozłamach, wojnach. Według dziennikarskich relacji niektóre z nich mają podłoże religijne. Czy rzeczywiście kwestie wiary mogą być przyczyną tak ostrych podziałów między ludźmi, prowadzących aż do zabijania?

„Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu...”. To słowa Jezusa. Tego samego Jezusa, który przed swoją męczeńską śmiercią na krzyżu modlił się o to, aby Jego uczniowie stanowili jedno. W mowie pożegnalnej podczas Ostatniej Wieczerzy powiedział „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam” (J 14,27).

Ojciec Święty Jan Paweł II w Liście Apostolskim «Tertio millennio adveniente», przygotowującym Kościół do Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 napisał, że „wśród grzechów domagających się szczególnego wysiłku pokuty i nawrócenia trzeba z pewnością wymienić te, które zaszkodziły jedności, jakiej Bóg pragnął dla swego Ludu”. Papież dodał: „W tysiącleciu dobiegającym końca, jeszcze bardziej aniżeli w pierwszym milenium, wspólnota Kościoła ‘często nie bez winy ludzi z jednej i drugiej strony’, doświadczyła bólu podziałów, które są zdecydowanie przeciwne woli Chrystusa i stanowią okazję do zgorszenia dla świata. Nadal, niestety, odczuwamy brzemię tych grzechów przeszłości, które przetrwały do dziś jako wciąż aktualne pokusy. Trzeba koniecznie naprawić ich skutki, prosząc usilnie Chrystusa o przebaczenie” (TMA 34).

Dlaczego kwestie religii, wiary, stają się powodem rozbicia między ludźmi? Dlaczego Pan Jezus zapowiedział, że nawet w jednym domu nastąpi „rozdwojenie”, że nawet najbliżsi będą występować przeciwko sobie: „ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu, matka przeciw córce, a córka przeciw matce, teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”?

Już wtedy, gdy Chrystus chodził po ziemi i nauczał, wywoływał kontrowersje i podziały między ludźmi. Jedni wierzyli w przyniesioną przez Niego Dobrą Nowinę o Zbawieniu i szli za Nim, inni nie tylko odrzucali Jezusową naukę, ale także starali się zniszczyć Jego samego. Wobec Chrystusa nie można być obojętnym. Trzeba się opowiedzieć za Nim lub przeciw Niemu. Także ci, którzy deklarują obojętność, w istocie zajmują jasne stanowisko – nie idą za Jezusem.

List do Hebrajczyków przypomina, że chrześcijaństwo jest trudną drogą życia. Chrystus spotkał się z wrogością, a więc także jego uczniowie i naśladowcy czasami muszą przeciwstawiać się złu i dawać świadectwo swej wierze „aż do przelewu krwi”. Również dzisiaj wielu ludzi na różnych kontynentach oddaje swe życie za wiarę w Chrystusa. Dwudzieste stulecie jest wiekiem męczenników.

Podziały wywołane kwestiami wiary mają miejsce także w naszej Ojczyźnie, w różnych grupach, środowiskach, nawet w rodzinach. Czasami konflikty dotyczą najprostszych spraw. Wystarczy, że ktoś w rodzinie dla korzyści materialnych postanawia zlekceważyć któreś przykazanie, a inni nie chcą się na to zgodzić. Wystarczy, że ktoś chce iść w niedzielę na Mszę Świętą, a ktoś inny w tym samym czasie woli robić zakupy lub opalać się nad rzeką.

Podczas każdej Mszy Świętej prosimy Jezusa Chrystusa, aby dał nam dar pokoju. Śpiewamy „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, obdarz nas pokojem”. Kapłan modli się: „Wybaw nas, Panie, od zła wszelkiego i obdarz nasze czasy pokojem”.

To nie Jezus wprowadza podziały między ludźmi. Prawdziwą przyczyną rozłamów jest brak wiary, brak miłości. Chrystus nieustannie jest dawcą pokoju. Jednak sam powiedział: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” (J 14,27). Nie wszyscy są gotowi, by ten Jego pokój przyjąć.