Rok liturgiczny czy kościelny?

dodane 05.08.2006 15:20

Jak liczono czas?


Do wieku VI po Chrystusie nie było właściwie ustalonej, wspólnej formy liczenia czasu. Najdawniej znano rok księżycowy, ale już starożytni Egipcjanie i Babilończycy znali również dokładniejszy rok słoneczny i posługiwali się nim. Tych dwóch sposobów liczenia lat używano na różnych obszarach ziemi i przez różne narody: od Ameryki Południowej poprzez Europę, Afrykę, po daleki wschód Azji.

Większa jeszcze rozbieżność panowała w datowaniu wydarzeń historycznych. Najczęściej posługiwano się liczbą lat panowania poszczególnych dynastii czy też władców. Izraelici prowadzili chronologię od biblijnego opisu stworzenia świata (pierwszy rok naszej ery przypadał w 5199 roku), Grecy starożytni od pierwszej olimpiady (776 przed Chr.), Rzymianie od założenia Rzymu (753 przed Chr.).

Dionizy Exiguus, mnich (w. VI), wpadł na pomysł, aby lata nowej ery obliczać od narodzenia Pana Jezusa. Wyliczył on, że przypada ono 25 grudnia 753 roku od założenia Rzymu. Od czasu panowania cesarza Teodozjusza Wielkiego (379-395) religia chrześcijańska została uznana za panującą w imperium rzymskim. Nie było więc trudno w wieku VI wprowadzić datę przyjścia Chrystusa Pana na ziemię jako pierwszy rok i początek liczenia nowej ery, tym bardziej, że cesarstwo zachodniorzymskie przestało istnieć, a faktycznymi władcami i przywódcami duchowymi zachodniej Europy byli papieże. Za cesarza Karola Wielkiego (+ 814) sposób liczenia lat ustalił się ostatecznie i tak pozostało dotąd.

Tak więc rok obecny, który mamy, jest w założeniu obliczany od narodzenia Jezusa Chrystusa. Rok kalendarzowy, słoneczny przechodził jeszcze dalsze reformy. I tak Juliusz Cezar w roku 46 przed Chrystusem, czyli przed naszą erą, wprowadził pierwszą korektę. Stąd nazwa "kalendarz juliański". W 1582 roku papież Grzegorz XIII wprowadził nową konieczną korektę, stąd nazwa "kalendarz gregoriański". Kościół prawosławny trzyma się dotąd kalendarza juliańskiego, który jest o 12 dni późniejszy od kalendarza Kościoła katolickiego. Te same więc święta i uroczystości w Kościele Prawosławnym przypadają o 12 dni później niż w Kościele Katolickim.

Wyraz kalendarz wywodzi się ze słowa łacińskiego. Najstarszy kalendarz chrześcijański, jaki przetrwał do naszych czasów jako dokument, pochodzi z wieku VI (mozarabski). Ma on już także świętych Pańskich.

Zwykle kalendarz podaje nam: rok, miesiąc, tygodnie i dni. Potem zaczęto dodawać czasy wschodu i zachodu słońca, faz księżyca, patronów przypadających na poszczególne dni, rocznice wielkich wydarzeń, przysłowia ludowe związane z pogodą, tak ważne dla rolników, itp.

Kościół Katolicki traktuje każdy rok, dany mu od Boga jako pamiątkę pobytu Chrystusa Pana na naszej ziemi i dokonanego przez Niego dzieła zbawienia rodzaju ludzkiego (memoria Domini). Kościół też stara się każdym dniem, a zwłaszcza przez niedzielę i dni święte przypomnieć swoim wiernym ważniejsze wydarzenia z dziejów Jezusa Chrystusa i przez to utrzymać wśród nich żywą wiarę w Niego (pronuntiatio Domini). Wreszcie pragnie przygotować swoich wiernych na powtórne przyjście Chrystusa Pana na ziemię; które On w sposób tak uroczysty zapowiedział, aby na wieki połączyć się z Nim w chwale wiecznej (adventus Domini).

Rok liturgiczny Kościoła


Rok kościelny nie pokrywa się z rokiem kalendarzowym. Chociaż bowiem liczy prawie tyle samo dni i tygodni (52), to jednak rozpoczyna się pierwszą niedzielą Adwentu (koniec listopada lub początek grudnia), a kończy się ostatnią niedzielą uroczystości Chrystusa Króla. Rok kościelny jest liturgiczny, a więc wchodzi w służbę Bożą, należy do istotnych funkcji Kościoła, chwały Bożej i uświęcenia wiernych. Ma też rok kościelny własną strukturę, podziały i święta. Kanwą zaś jest dzieło zbawienia dokonane w czasie i dokonujące się stale każdego dnia w sercach wiernych. Możemy rok liturgiczny porównać do rzeki, która wywodzi swój początek z drobnego strumienia - źródła, w miarę czasu ogarniając swoimi dobroczynnymi wodami łaski coraz większe obszary dusz ludzkich. W miarę wieków rośnie także i bogaci się w nowe zlewiska. Dlatego rok kościelny bywa przedmiotem ciekawych studiów: historyków, teologów, socjologów itp.

Słońcem zaś Roku kościelnego jest sam Jezus Chrystus: historyczny - w przeżywanych tajemnicach pobytu Jego na naszej ziemi, w dziele zbawienia; mistyczny - poprzez łaskę i słowa swojej Ewangelii, którą rozdziela; eucharystyczny - kiedy na naszych ołtarzach składa się za rodzaj ludzki jako żertwa ofiarna; nieustannie ponawiając ofiarę Golgoty. Dlatego każdy dzień liturgiczny koncentruje się przy stole ofiarnym ołtarza. Tam się wypełnia codzienna liturgia Kościoła.

Struktura roku kościelnego


Myliłby się jednak, kto by sądził, że rok kościelny, liturgiczny, powstał w jednym dniu, zaplanowany w każdym szczególe przez jakiś sobór czy któregoś z papieży. Powstał on drogą powolnego "rozwoju; procesu, który trwał przez wieki i nie został jeszcze zakończony".

Ostatnio przeprowadzona reforma (w 1969 roku) jest tego najlepszym przykładem. Zawiązkiem roku liturgicznego Kościoła Katolickiego i całego chrześcijaństwa stała się najpierw niedziela. Miała ona być radykalnym odcięciem się do mozaizmu, który za dzień święty uważał sobotę (szabat). Niedziela, zwana "dniem Pańskim" była obchodzona jako "mała Wielkanoc" ku uczczeniu Zmartwychwstania Pana Jezusa. W niedzielę gromadzili się chrześcijanie na odprawianie liturgii tygodniowej pod przewodnictwem Apostoła, a potem biskupa. On jako przełożony gminy przewodniczył wspólnocie w obrzędach świętych, na które składały się zasadniczo: modły i pieśni, nauka i ofiara eucharystyczna, połączona nierozdzielnie z Komunią świętą. Początkowo zebrania te i spotkania liturgiczne odbywały się w domach prywatnych, a po ustaniu prześladowań (w. IV) w osobnych budynkach (bazylikach), które stały się równocześnie pierwszymi świątyniami chrześcijaństwa.

Kiedy od czasów cesarza Konstantyna I Wielkiego (306-337) niedziele zostały przez państwo prawnie uznane, nabrały z wolna charakteru obowiązujących dni świętych.

Z całą pewnością od wieku II datuje się zwyczaj obchodzenia w Kościele pamiątki Zmartwychwstania Pańskiego jako osobnego święta, przypadającego w rocznicę tego wydarzenia. Z biegiem lat uroczystość ta staje się centralną w roku liturgicznym Kościoła. Bardzo wcześnie, bo już w wieku III i IV powstaje triduum przygotowawcze do obchodu Wielkanocy, rozszerzone niebawem (wiek IV-V) o cały okres Wielkiego Postu. Rozszerzony także znacznie zostaje czas wielkanocny o dni następujące po uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego aż po Pięćdziesiątnicę, czyli do uroczystości Zesłania Ducha Świętego, którą zaczęto wprowadzać już w wieku IV.

W tym samym wieku IV wprowadzona zostaje z wolna do roku kościelnego uroczystość Narodzenia Pana Jezusa, do której także niebawem dojdzie okres przygotowania, rozbudowany zwłaszcza pięknie na Zachodzie w cztery niedziele Adwentu. Tak więc powstały dwa okresy roku kościelnego: wielkanocny i Bożego Narodzenia, organicznie ze sobą związane, bo dotyczące tej samej osoby Jezusa Chrystusa i tej samej tajemnicy - zbawienia rodzaju ludzkiego. Kiedy pierwsza jest tej tajemnicy zapowiedzią i zapoczątkowaniem, to druga jest jej dopełnieniem i ukoronowaniem. Od wieku VII wprowadzono oktawę świąt Bożego Narodzenia.

Niedziele tak zwane zwykłe, istniejące poza tymi dwoma okresami, których jest zawsze 34, nie stanowią osobnego okresu, chociaż niektórzy dawni liturgiści tworzyli z nich okres "po Zielonych Świętach", dlatego, że największa ich liczba po tym święcie przypada. Stanowią one wszakże dopełnienie dwóch wspomnianych okresów przez to, że w swoich czytaniach i modlitwach dają nam pełny obraz życia, działalności i nauki Jezusa Chrystusa.

Kiedy już od wieku I zaczęła się lać nader obficie krew męczeńska, spontanicznie wyłaniać się zaczął w roku Bożym cykl drugi, równoległy: świętych męczenników — Apostołów, biskupów, kapłanów, diakonów i wiernych. Groby tych męczenników zaczęto wyróżniać pieczołowitą troską, tak, aż stały się one z czasem sanktuariami, do których zaczęli wierni pielgrzymować. Co roku zbierano się na tym miejscu spoczynku ich śmiertelnych szczątków dla obchodu wspomnień zmarłych; na grobach ich odprawiano Mszę świętą; od wieku IV zaczęto stawiać im świątynie. Dzień ich bohaterskiej śmierci obchodzono jako dzień ich narodzin dla nieba, pamiątkę odniesionego przez nich zwycięstwa.

Od wieku IV rozpoczyna się również kult świętych wyznawców, a więc tych, którzy całym życiem swoim świadczyli godnie o Jezusie Chrystusie. W tym też czasie wyjątkowo bujnie zaczyna się rozwijać kult Najświętszej Maryi Panny, Matki Zbawiciela świata. Do głosu dochodzi także angeologia, czyli nauka o aniołach i ich kult.

Treść dogmatyczna roku kościelnego


Rok kościelny ma swoje silne uzasadnienie dogmatyczne. Daje bowiem hierarchii i wiernym okazję do przypomnienia i przeżywania wszystkich ważniejszych tajemnic wiary katolickiej. Centralną postacią i słońcem roku kościelnego jest Jezus Chrystus jako Syn Boży, który z woli Ojca, a za sprawą Ducha Świętego stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia i zmartwychwstał. Przez to stał się głową nie tylko rodzaju ludzkiego, ale wszechstworzenia, jak to pięknie uzasadnia Apostoł Narodów: "On jest obrazem Boga niewidzialnego - Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi; byty widzialne i niewidzialne; czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. On jest Głową Ciała — Kościoła. Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. Zechciał bowiem (Bóg), aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać ze sobą wszystko: przez Niego — i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża".

Kościół wprowadził kult świętych i ich cykl jedynie dlatego, że wypełnili oni wolę Jezusa Chrystusa: "będziecie moimi świadkami" konsekwentnie aż do przelania krwi. Nadto święci Pańscy całym życiem swoim pokazali przykładowo, jak można i należy wypełniać ewangeliczne nakazy Jezusa Chrystusa w każdym stanie, wieku i okolicznościach życia.

Tak więc chrystocentryzm roku kościelnego, liturgicznego, swoją oczywistością narzuca się w każdym swoim dniu i we wszystkich obrzędach.

Znaczenie duszpasterskie roku kościelnego


Rok liturgiczny to nie tylko przypomnienie hierarchii Kościoła i wiernym tajemnicy Odkupienia, życia i nauki Jezusa Chrystusa; to nie tylko jakaś historyczna, święta pamiątka. Byłoby to stanowczo za mało. Kościół przeżywa co roku Chrystusa i pragnie, aby przeżywali Go także wierni. Chodzi również o to, aby obficie czerpali ze zdrojów łaski, jakie Chrystus Pan wysłużył swoją śmiercią krzyżową i które zostawił do dyspozycji swojego Kościoła. Żyć Chrystusem to znaczy przeobrażać się w Niego tak, by każdy mógł powtórzyć za Apostołem: "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus". "I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko (czyńcie) w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego".

Aby nam silnie wprowadzić w pamięć osobę Jezusa Chrystusa i Jego zbawcze dzieło, Kościół misterium odkupienia rodzaju ludzkiego podaje nam do przeżywania kolejno, seryjnie, scenami, w postaci plastycznych obrzędów liturgicznych, działających bogactwem i barwą szat, świateł, symboliki na wzrok; pięknym śpiewem i grą na słuch, na pamięć a nawet na wyobraźnię. Przedstawia nam do rozważania swoje tajemnice w postaci jakby udramatyzowanych obrazów. Dopuszcza przy tym pierwiastek ludowy, wciąga do współpracy plastyków z arcydziełami malarstwa i rzeźby. Jednym słowem angażuje w służbie kultu wszystko, co może przyczynić się do głębszego zrozumienia i przeżycia Bożych i ludzkich tajemnic.

Z poszczególnymi okresami i świętami synchronizuje Kościół również nauczanie: w homilii i w katechezie.

Wreszcie warto zwrócić uwagę i na ten szczegół, że każda epoka, nawet wiek wnoszą w rok kościelny nowe święta i nowych świętych; wyciskają na liturgii własne piętno. I tak trwać będzie do końca świata. Kościół bowiem to twór żywy, idący stale ku dojrzewaniu i doskonaleniu się, do pełnego rozwoju. Cechuje go więc nie statyczność, ale dynamizm; nie zastój, ale życie i ruch. Stąd powstawanie także i w kulcie Bożym coraz to nowych form.

Uwzględniając te właśnie nowe potrzeby Kościół Rzymski raz po raz dokonuje rewizji i reformy w swojej liturgii i w kalendarzu. Tak było np. za czasów papieża: św. Grzegorza I Wielkiego (+ 604), św. Piusa V (+ 1572) i św. Piusa X (+ 1914). Ostatniej reformy w kalendarzu liturgicznym dokonał papież Paweł VI dnia 14 lutego 1969 roku.

Źródła tekstów liturgicznych


Kościół czerpie pełną dłonią najpierw ze skarbca Pisma świętego. Jest ono źródłem pierwszym i zasadniczym jako objawione słowo Boże. Wszystkie czytania liturgiczne, śpiewy nawejście kapłana, śpiewy między lekcyjne i pokomunijne są oparte na tekstach ksiąg natchnionych.

Kościół czerpie również wiele z tradycji zwłaszcza w oficjum codziennym kapłanów. Jest życzeniem Kościoła, by w każdej Mszy świętej była krótka homilia odnośnie tekstów Pisma świętego i charakteru dnia. Bogatych przykładów dostarczają co do tego pisma Ojców Kościoła.

Przysłowiem się stało: "Lex orandi, lex oredendi". Liturgia jest wykładnikiem teologii Kościoła. Nie ma prawdy wiary, która by nie miała swojego odbicia w liturgii.

Komentarz


W liturgii Kościoła trzeba wyróżnić element Boski i ludzki. Pierwszy jest stały i niezmienny. Należą do niego obrzędy, które ustanowił Chrystus, jak np. Ofiara Mszy świętej i obrzędy sakramentalne. Tych Kościół zmienić nie może ani też nawet zastąpić ich obrzędami nowymi nie myśli. Ma jednak pełne prawo do tych obrzędów, które w ciągu wieków sam wprowadził. Stanowią one jakby oprawę do obrzędów Chrystusowych, którą Kościół stara się stale upiększać, nadawać jej nowy blask, zdobić ją coraz misterniej, by w ten sposób podkreślić wagę i unaocznić wiernym znaczenie obrzędów, które ustanowił Jezus Chrystus.

Nie trzeba się przeto dziwić ani gorszyć, wpadać w sceptycyzm, kiedy zauważamy wprowadzane zmiany również do roku kościelnego i liturgii. Są one zjawiskiem zupełnie naturalnym, potrzebą rozwoju, nowego zapotrzebowania czasów. Bez tych zmian Kościół popadłby w stagnację i w zastój.

Rozwój obserwujemy wszędzie, na wszystkich odcinkach życia ludzkiego. Styl życia, ubioru, posiłków, mieszkania, języka itp. I nikt by nie chciał chyba do dawnych form powrócić. Ewolucję przechodzi: architektura, muzyka, pieśń, malarstwo, rzeźba, i to właśnie warunkuje postęp i rozwój. Upieranie się przy dawnych formach znaczyłoby zubożać i cofać się aż do pierwotnego prymitywizmu. Podobnie jest i w liturgii. Słusznie papież Pius XII zbyt daleko posunięty konserwatyzm, zachowawczość nazwał „herezją starożytności”.

Długa historia potwierdza, że Kościół kierując się jakimś zmysłem powszechnym (sensu communis) unikał biegunów sobie przeciwnych: skostnienia i wybujałości. Szedł zasadą "złotego środka". Odczuwał również nieustannie przy sobie obecność Założyciela, który go zapewnił: "A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata".

Życzeniem Kościoła jest, aby rok liturgiczny nie był jedynie przeżywaniem pamiątki zbawienia, ale owocowaniem stałym tego zbawienia w nas. Nie chodzi więc jedynie o dokumentację wydarzeń historycznych, ale to, by się pełniło Chrystusowe życzenie, "aby owce miały życie i miały je w obfitości". Skoro Bóg wszedł w nasz czas, na ziemski nasz padół, to dlatego, by przez zbawczą łaskę każdego z nas uczynić uczestnikami życia Bożego, by z dzieci ziemi uczynić nas dzieci Boże, a w ten sposób uczynić nas swoimi współdziedzicami w wieczności. Kto by o tym zapomniał, zmarnowałby daną mu szansę, sprzeniewierzyłby się swojemu celowi ostatecznemu.

Ilekroć w pierwszą niedzielę Adwentu otwieram pierwsze strony mszału i czytań liturgicznych, ogarnia mnie dziwne wzruszenie. Z jednej strony wdzięczność dla Pana Boga, że dozwolił mi spotkać nowy rok Boży. Ale też i niepokój mąci tę radosną chwilę: Czy do mnie także należeć będzie zamknięcie ostatnich kart mszału? Czy tego nie uczyni już za mnie ktoś inny?

Zdarzyło się naprawdę


Kiedy aresztowano św. Tymoteusza, wezwano jego małżonkę, aby usiłowała skłonić męczennika do zaparcia się wiary w Chrystusa. Kiedy ta poczęła go faktycznie namawiać by ratował swoje życie, na to Tymoteusz z oburzeniem: "Ty chcesz, bym ja za krótkie życie doczesne utracił wieczne?". To przekonało małżonkę, że razem z mężem również poniosła śmierć (ok. 304 roku).

W Sewilli (Hiszpania) na jednym z placów stoi stara wieża, a na niej jest zegar z dawnych wieków. Ma on tę osobliwość, że wskazuje czas zawsze o 10 minut później. Oto właśnie na tym placu przed laty wymierzano skazańcom karę śmierci, tu dokonywano egzekucji. Pewnego razu skazaniec czekał na ułaskawienie. Jednak przyszło ono o 10 minut za późno, gdyż skazany został stracony. Wydaje się, że 10 minut nic nie znaczy, a jednak zadecydowały o życiu ludzkim.

Przy koronacji papieża palono wiązkę włosów, a ceremoniarz śpiewał: "Ojcze święty, oto tak przemija wielkość na tym świecie". Miało to być dla papieża przypomnieniem, że chociaż piastuje najwyższą godność zastępcy Chrystusa na ziemi, i on kiedyś z niej zejdzie.

Kiedyś miał Krezus, słynny król Lidii (Mała Azja), pokazać swoje bogactwo filozofowi Solonowi. Powiedział wtedy z dumą: "Czy jest ktoś szczęśliwszy ode mnie? Na to filozof: Przed śmiercią nie można nikogo nazwać szczęśliwym". Słowa filozofa miały się rychło sprawdzić. Pobity przez Cyrusa II Wielkiego, stracił Krezus wszystkie bogactwa, a według podania miał nawet zginąć tragiczną śmiercią (560 przed Chr.).

Na podłodze mennicy państwowej, gdzie wyrabiają złote monety, są specjalne urządzenia do przechwytywania pyłu złotego. Szczęśliwy, kto umie zbierać cenne pyłki czasu.

Napoleon przegrać miał bitwę pod Waterloo dlatego, że jeden z jego marszałków, Grouchy, spóźnił się kilka godzin z odsieczą.

Car Piotr Wielki miał wstawać z łóżka jeszcze przed świtem. Mawiał: "Chcę swoje życie uczynić jak najdłuższym".

Polskie nazwy miesięcy i tygodnia


Są one odbiciem tego, co się dzieje w przyrodzie w poszczególnych okresach czasu; styczeń od styku dwóch lat - starego i nowego roku; luty, czyli srogi, bo jest to najzimniejszy miesiąc; marzec, gdyż rozmazana jest przyroda, koniec zimy, początek wiosny; kwiecień, gdyż pojawiają się kwiaty; maj, gdyż kwiaty są wszędzie, szczyt wiosenny; czerwiec - od chrząszczyka czerwca, z którego wyrabiano czerwony barwnik; lipiec, gdyż kwitną lipy; sierpień, gdyż skończono żniwa sierpami; wrzesień - od kwitnącego wrzosu; październik od paździerzy, gdyż był to miesiąc obróbki lnu i konopi; listopad, opadają liście; grudzień od grudy, czyli zmarzniętej ziemi. Inne narody przyjęły nazwy miesięcy od dawnych Rzymian.

Dni tygodnia liczono od niedzieli, której znowu nazwa polska wywodzi się od słowa "nie działać", gdyż zakazana jest w niedzielę ciężka praca. Nazwy inne są jasne: poniedziałek - pierwszy dzień po niedzieli; wtorek drugi (wtórny); środa środkowy; czwartek - dzień czwarty; piątek - dzień piąty; nazwa soboty wywodzi się z hebrajskiego sabat (szabat). Tak więc i w nazwach dni tygodnia niedziela jest dniem centralnym.
Tagi: