Święta szarość życia

Andrzej Macura

dodane 15.12.2017 10:00

Garść uwag do czytań na Niedzielę Świętej Rodziny roku B (nowy lekcjonarz) z cyklu „Biblijne konteksty”.

Ot, gotowanie Roman Koszowski /Foto Gość Ot, gotowanie
Wielkie, mistyczne przeżycia, w przeciwieństwie do prozaicznych zajęć nie zdarzają się często. To jednak "tak" codzienności pozwala Bogu czynić dla nas wielkie rzeczy...

Wielkie Boże obietnice i proza życia. A może odwrotnie: proza życia i wielkie Boże obietnice? W każdym razie codzienność zazwyczaj jest dość odległą od tych wszystkich wielkich, Bożych spraw. Gdzie On jest? Czemu tak daleko? Czemu milczy? Czemu obietnice się nie spełniają? Spokojnie, Bóg się nie spieszy. Na pewno danych nam obietnic nie złamie. Chyba właśnie o tym są czytania tego święta.

No i małe wyjaśnienie. W 2015 roku nowy lekcjonarz wprowadził zmiany w czytaniach na to święto. W roku A, B i C różnią się już nie tylko Ewangelią, ale i pozostałymi czytaniami. Siłą rzeczy dwa pierwsze punkty przeznaczonych na ten dzień „Biblijnych kontekstów” trzeba było napisać na nowo. Trzeci i czwarty poddano jednak tylko kosmetycznym zmianom. Punkt piąty, „W praktyce”, też nie został napisany na nowo, a raczej tylko przepracowany tak, by odnosił się do nowego zestawu czytań.

 1. Kontekst pierwszego czytania Rdz 15, 1-6; 21, 1-3

Rzut oka na sigla tego czytania wystarczy by zauważyć, że wzięto je z dwóch różnych fragmentów Księgi Rodzaju. Zrobiono to jednak wyjątkowo zgrabne. Łączy ze sobą scenę obietnicy dane przez Boga Abramowi z opowiadaniem (a właściwie jego początkiem) o chwili, kiedy się ona spełniła. Przytoczmy może tekst czytania zaznaczając jedynie wyraźnie moment jego „pęknięcia”.

Pan tak powiedział do Abrama podczas widzenia: „Nie obawiaj się, Abramie, bo Ja jestem twoim obrońcą; nagroda twoja będzie sowita”.

Abram rzekł: „O Panie, mój Boże, na cóż mi ona, skoro zbliżam się do kresu mego życia, nie mając potomka; przyszłym zaś spadkobiercą mojej majętności jest Damasceńczyk Eliezer”. I mówił: „Ponieważ nie dałeś mi potomka, ten właśnie, zrodzony u mnie sługa mój, zostanie moim spadkobiercą”.

Ale oto usłyszał słowa: „Nie on będzie twoim spadkobiercą, lecz ten po tobie dziedziczyć będzie, który od ciebie będzie pochodził”.

I poleciwszy Abramowi wyjść z namiotu, rzekł: „Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić”; potem dodał: „Tak liczne będzie twoje potomstwo”. Abram uwierzył i Pan poczytał mu to za zasługę.

(...)

Pan okazał Sarze łaskawość, jak to obiecał, i uczynił jej to, co zapowiedział. Sara stała się brzemienną i urodziła sędziwemu Abrahamowi syna w tym właśnie czasie, jaki Bóg wyznaczył. Abraham dał swemu synowi, który mu się urodził, a którego mu zrodziła Sara, imię Izaak.

Który to już raz? Który raz Bóg obiecuje Abramowi, że będzie miał liczne potomstwo? Czwarty. Pierwszy raz, kiedy objawił mu się w Charanie i kazał iść do Kanaanu. Drugi, kiedy Abram przybył już do Kanaanu  i złożył Bogu ofiarę pod dębem More. Trzeci, po rozstaniu Abrama z Lotem. We wszystkich tych trzech scenach Bóg wyraźnie też obiecywał, że Abram otrzyma na własność całą tę ziemię, w tych czasach zamieszkaną jeszcze przez Kannanejczyków i różne inne ludy. I co?

Czas mijał i nic. Kiedy Abram zdecydował się na podróż do Kanaanu miał 75 lat. Od tamtego czasu musiało już dobrych parę lat upłynąć. Zdążył Abram przewędrować całą tę ziemię, udać się z powodu głodu do Egiptu, wrócić  z niego, stoczyć walkę z koalicją kananejskich władców...  Czy może dziwić, że do kolejnej Bożej obietnicy Abram podchodzi dość sceptycznie? „Po co mi Twoja nagroda”, „ponieważ nie dałeś mi syna moim spadkobiercą jest mieszkający w Damaszku Eliezer”... Z całym szacunkiem wobec Boga, ale i z trzeźwym realizmem. „Zbliżam się już do kresu mego życia”.

Mimo to Abram znów uwierzył.  Potem, po upływie kolejnych lat, dziewiećdziesięciodziewięcioletni już wtedy Abram usłyszy tę obietnicę raz jeszcze, a Bóg nazwie go Abrahamem. Ale upłynie jeszcze jakiś czas zanim obietnica się wypełni. I to nie do końca. Była wszak mowa o licznym potomstwie, czyż nie? I o tej ziemi na własność. A tu tylko jeden syn, Izaak. Bo Ismaela wraz z jego matką, niewolnicą Hagar Bóg nakazał oddalić. I małe skrawki ziemi wykupione od miejscowych....

Ale Abram ciągle wierzył. Nawet wtedy, gdy później Bóg nakazał mu złożyć Izaaka w ofierze. Tak, naprawdę był człowiekiem wielkiej i cierpliwej wiary. Cierpliwej, bo to wszystko było bardzo rozciągnięte w czasie. Między kolejnymi, ponawianymi przez Boga obietnicami była proza życia. A chwila spełnienia obietnicy odsuwała się w nieskończoność...

Abram – Abraham wierzył. I dlatego doczekał się... Może nie tyle nawet spełnienia całej obietnicy, ale przynajmniej tego, co było w perspektywie kończącego się życia najważniejsze: potomka, którego pojawienie się pozwalało odchodzić z tego świata z nadzieją. (Więcej na ten temat w tekstach naszego cyklu o Księdze Rodzaju, zwłaszcza w tym zatytułowanym „Niecierpliwość”). Bóg jest wierny. Skoro obiecał, to obietnicę wypełni. Nawet jeśli proza życia zda się krzyczeć, że trzeba dać sobie spokój z nadzieją,  że jej spełnienie jest już niemożliwe...

A następujący po tym czytaniu psalm (105) każe nam wychwalać Boga pamiętającego o swoim przymierzu i swoich obietnicach...

2. Kontekst drugiego czytania Hbr 11, 8. 11-12. 17-19

Fragment listu do Hebrajczyków czytany podczas tego święta pochodzi z tej jego części, w której autor listu podaje swoim czytelnikom przykłady autentycznej wiary wielu starotestamentalnych postaci. I wskazuje między innymi na Abrahama. Aż chciałoby się przytoczyć tu cały ten rozdział, ale... Może bez przesady, każdy może zajrzeć tam sam i przeczytać o wszystkich przypomnianych tam bohaterach wiary. Tekst wychwalający Abraham przytoczmy jednak bez opuszczeń. To co jest czytaniem tego święta – pogrubioną czcionką.

Przez wiarę ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł nie wiedząc, dokąd idzie. Przez wiarę przywędrował do Ziemi Obiecanej, jako ziemi obcej, pod namiotami mieszkając z Izaakiem i Jakubem, współdziedzicami tej samej obietnicy. Oczekiwał bowiem miasta zbudowanego na silnych fundamentach, którego architektem i budowniczym jest sam Bóg. Przez wiarę także i sama Sara, mimo podeszłego wieku, otrzymała moc poczęcia. Uznała bowiem za godnego wiary Tego, który udzielił obietnicy. Przeto z człowieka jednego, i to już niemal obumarłego, powstało potomstwo tak liczne, jak gwiazdy niebieskie, jak niezliczony piasek, który jest nad brzegiem morskim. W wierze pomarli oni wszyscy, nie osiągnąwszy tego, co im przyrzeczono, lecz patrzyli na to z daleka i pozdrawiali, uznawszy siebie za gości i pielgrzymów na tej ziemi. Ci bowiem, co tak mówią, okazują, że szukają ojczyzny. Gdyby zaś tę wspominali, z której wyszli, znaleźliby sposobność powrotu do niej. Teraz zaś do lepszej dążą, to jest do niebieskiej. Dlatego Bóg nie wstydzi się nosić imienia ich Boga, gdyż przysposobił im miasto. Przez wiarę Abraham, wystawiony na próbę, ofiarował Izaaka, i to jedynego syna składał na ofiarę, on, który otrzymał obietnicę, któremu powiedziane było: Z Izaaka będzie dla ciebie potomstwo. Pomyślał bowiem, iż Bóg mocen wskrzesić także umarłych, i dlatego odzyskał go, jako podobieństwo [śmierci i zmartwychwstania Chrystusa].

Tekst jest w zasadzie jasny. To pochwała wiary Abrahama. Zwraca jednak uwagę, że zdecydowanie nie była to wiara łatwa. Wymagało wiele samozaparcia i pójścia na przekór temu, co przynosiło życie. Niewiele zdawało się  trzymać w tym wszystkim  kupy. Bardziej niż wiarą statyczną, wygodną, była ciągłym zawierzaniem na przekór nadziei. Cóż... To chyba dość ważne, gdy patrzymy na naszą własną wiarę. Niewiele w niej pewnie chwil doniosłych, kiedy Bóg wydaje się bliski i namacalny. Więcej takich zwyczajnych, w których wszystko to wydaje się mieć średni sens, bo codzienność nie skłania do rozbudzania wielkich nadziei. Ale warto. Ciągła wierność, mimo braku wyraźnych, niepodważalnych znaków, doprowadziła w końcu do spraw naprawdę wielkich. W sumie.. To chyba tak jak w chwili narodzenia Jezusa. Ile czasu minęło, zanim te zaskakujące wydarzenia, jak wizyta aniołów czy słowa Symeona czy Anny zaczęły mieć sens?

3. Kontekst Ewangelii Łk 2,22-40

Czytany tej niedzieli fragment Ewangelii Łukasza pochodzi z jej pierwszej części: opowieści o dzieciństwie Jezusa. Scena rozgrywa się czterdzieści dni po narodzeniu Jezusa. Pokazuje jak Józef i Maryja, choć świadomi wielkości Syna, który im się narodził, bez szemrania wypełniają obowiązki przepisane przez prawo religijne ich środowiska. A jako że zawiera proroctwo Symeona i Anny odnośnie do Jezusa, można ją potraktować jako wyjaśnienie sensu Jego życia i misji.

Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.

A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:

„Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela”.

A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.

Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy.

A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

4. Warto zauważyć

Trochę wyjaśnień „technicznych”

Rodzice Jezusa wypełniają swoje religijne obowiązki. Choć są opiekunami Bożego Syna nie wywyższają się, nie stawiają ponad Bożym prawem. Pokornie wypełniają co ono nakazywało.

Po co rodzice przynieśli Jezusa do świątyni? Każdy pierworodny syn Izraelity musiał zostać wykupiony. To znaczy trzeba było zań Bogu (czyli kapłanom ;)) zapłacić. Pięć sykli, czyli 20 denarów. Czyli tyle, ile zwykły robotnik zarabiał w ciągu 20 dni. Czyniono tak na pamiątkę uratowania pierworodnych z Izraela w Egipcie. Pustosząca przed Nocą Wyjścia Egipt plaga śmierci pierworodnych nie dotknęła pierworodnych Izraela. Uratowała ich krew baranka, którą oznaczyli odrzwia domów. Dlatego każdy pierworodny miał być ofiarowany Bogu. Ale z czasem owych wszystkich pierworodnych zastąpili Lewici. Czyli mężczyźni z pokolenia Lewiego. Przy zdobywaniu Kanaanu pokolenie to nie otrzymało swojej ziemi (mieli wydzielone miasta we wszystkich innych pokoleniach), a przydzielono mu funkcje kapłańskie. Reszta Izraela zobowiązana była dawać im dziesięcinę z płodów ziemi, bydła i ze składanych Bogu ofiar (pokarmowych). Ów wykup pierworodnych też był przeznaczony dla lewitów.

Drugim powodem przybycia Józefa, Maryi i Jezusa w świątyni był obowiązek złożenia przez matkę ofiary za swe oczyszczenie. Wynikało to z przepisu Księgi Kapłańskiej (12, 1-5):

Dalej powiedział Pan do Mojżesza: «Powiedz do Izraelitów: Jeżeli kobieta zaszła w ciążę i urodziła chłopca, pozostanie przez siedem dni nieczysta, tak samo jak podczas stanu nieczystości spowodowanego przez miesięczne krwawienie. Ósmego dnia [chłopiec] zostanie obrzezany. Potem ona pozostanie przez trzydzieści trzy dni dla oczyszczenia krwi: nie będzie dotykać niczego świętego i nie będzie wchodzić do świątyni, dopóki nie skończą się dni jej oczyszczenia. Jeżeli zaś urodzi dziewczynkę, będzie nieczysta przez dwa tygodnie, tak jak podczas miesięcznego krwawienia. Potem pozostanie przez sześćdziesiąt sześć dni dla oczyszczenia krwi.

Co powinna złożyć w ofierze? Czytamy o tym w dalszej części Księgi Kapłańskiej (12, 6-8)

Kiedy zaś skończą się dni jej oczyszczenia po urodzeniu syna lub córki, przyniesie kapłanowi, przed wejście do Namiotu Spotkania, jednorocznego baranka na ofiarę całopalną i młodego gołębia lub synogarlicę na ofiarę przebłagalną. Kapłan złoży to w ofierze przed Panem, aby za nią dokonać przebłagania. W ten sposób będzie ona oczyszczona od upływu krwi. To jest prawo dotyczące tej, która urodziła syna lub córkę. Jeżeli zaś ona jest zbyt uboga, aby przynieść baranka, to przyniesie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie, jednego na ofiarę całopalną i jednego na ofiarę przebłagalną. W ten sposób kapłan dokona przebłagania za nią, i będzie oczyszczona».

Skoro Maryja składa dwa gołębie, a nie baranka i gołębia, znaczy była uboga….

W Niedzielę świętej Rodziny wyjaśnienia dotyczące proroctwa Symeona i Anny chyba nie są najistotniejsze. Ale skoro Kościół w ten dzień każe je czytać, to może pójdźmy dalej tym tropem. Choć już nie tak daleko, jak w święto ofiarowania Pańskiego :)

Teraz wyjaśnienia bardziej „teologiczne”

Starzec Symeon… Z natchnienia Ducha rozpoznaje w małym Jezusie Mesjasza.

Zwracają w nim uwagę dwie sprawy.

Po pierwsze wyraźne wskazanie, że Jezus będzie nie tylko Mesjaszem dla Izraela, ale też Zbawicielem dla całego świata. „Moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. Warto dodać, że np. Biblia Poznańska tłumaczy „Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś wszystkim narodom”. Użyte w tłumaczeniu Tysiąclatki „wobec” – zbawienie przygotowane wobec wszystkich narodów – nie należy więc rozumieć jako istnienia pewnej sceny, na której na oczach pogan (wszystkich narodów) dokonuje się zbawienie tylko Izraela. Zdecydowanie chodzi o zbawienie także pogan. Na chwałę Narodu Wybranego, któremu Bóg objawił się już znacznie wcześniej, niż innym narodom.

Po drugie… Bardzo ciekawa jest druga część proroctwa Symeona. Jezus ukazany jest jako ten, który dokona swoistej rewolucji. Wielu będzie się Mu sprzeciwiało. Wielu przez Niego upadnie – w domyśle, chodzi pewnie o tych, którzy są „wysoko” albo przynajmniej „stoją”. Ci zaś, którzy dziś są „nisko” albo nawet „upadli” – dzięki Jezusowi powstaną. Myśl podobna jak w Magnificat o Bogu: „strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych”… Zwraca też uwagę zapowiedź dana Maryi, o bólu, jakiego doświadczy z powodu Syna. Wszystko dlatego, że wielu sprzeciwi się Bożym planom…

Prorokini Anna… Uważny czytelnik ma tu dylemat. Anna „sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy”. O kim mówiła? „Nim” czyli Bogu czy „Nim” o Jezusie? Dylematu nie rozstrzygnięto też w Biblii Poznańskiej. Na szczęście w tłumaczeniu ekumenicznym mamy, że mówiła o „Dziecięciu”. Mesjasza rozpoznaje więc nie tylko Symeon, ale i Anna….

Wymowa tekstu jest więc jasna. Przyniesiony do świątyni Jezus to obiecany przez proroków Mesjasz. Czemu jednak takie akurat czytanie w święto Świętej Rodziny? Po co to przypominanie Abrahama?

Wydaje się, że zestawienie to świetnie odnosi się do życia rodzinnego. W nim też na spełnienie się różnych nadziei trzeba czekać. Nieraz bardzo długo. Po drodze bywa różnie. Przychodzą chwile zwątpienia i pytań czy to ma sens. Zdarza się, że czasem świat zdaje walić się na głowę. Warto jednak trwać w wierności Bogu. On ma swój plan. Co by się nie działo, jesteśmy w Jego ręku. Godząc się z Jego wolą, wiernie trwając przy Nim być może pozwalamy Mu uczynić rzeczy naprawdę wielkie.

5. W praktyce