Pobożność, która gorszy

WIARA.PL |

dodane 09.10.2019 00:00

Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą. Taka pobożność nikogo nie przyciągnie. Dziś w dwugłosie.

Różaniec zaciśnięty w dłoni Roman Koszowski /Foto Gość Różaniec zaciśnięty w dłoni
Modlitwa na pokaz nie przyciąga. A gdy nie przeszkadza zaciskać pięść by uderzyć - nawet gorszy

Na wiara.pl o byciu misjonarzem w Nadzwyczajnym Miesiącu Misyjnym

Głos pierwszy

Bądźcie jak sól, bądźcie jak światło – mówił Jezus swoim uczniom. I wskazując na ideały, także ostrzega. Przed byciem solą, która nie ma smaku, przed byciem światłem, które jak blask świętojańskiego robaczka – żadnego sensownego kierunku nie wyznacza ani tym bardziej niczego nie oświetla.

Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Modlitwa na pokaz? Dziś w pewnych kręgach wydaje się to mało prawdopodobne. Trzeba w nich odwagi, by tak się narazić. Nie brakuje jednak i takich środowisk, w których chodzić do Kościoła – przynajmniej na pasterkę – po prostu trzeba. Żeby ludzie nie gadali. Ile w takim wypadku zgorszenia przynieść może ten, kto do Kościoła owszem, przychodzi, ale nie ma zamiaru kierować się zasadami Ewangelii?

Nagroda za chodzenie do Kościoła od ludzi jest. Zacny parafianin – uzna ten i ów. Tyle że Bóg usłyszy też tego, którego „zacny” krzywdzi. I widzi, ze nagradzać nie ma za co. Że z tej modlitwy na pokaz więcej niż dobra jest zgorszenia.

Głos drugi

Różaniec w intencji misji, spotkanie modlitewne zespołu ewangelizacyjnego, wreszcie niedzielna Eucharystia. Za każdym razem na widoku publicznym. Za każdym razem we wspólnocie. Za każdym razem przy otwartych drzwiach. Jak to się ma do wskazań Jezusa z Kazania na Górze:

„Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani” (Mt 6,5-7).

Kluczem wydają się być dwa sformułowania: „obłudnicy” i „zamknij drzwi”.

Ulica jest miejscem, gdzie panuje chaos i hałas. Ulica w sercu ma podobne cechy. Nie na próżno psalmista, wołając do Pana o ratunek, wskazuje na ludzi, mówiących „kłamliwie do bliźniego, mówią podstępnymi wargami i sercem obłudnym” (Ps 12,3). Zejść z ulicy znaczy wyzbyć się kłamstwa i podstępu, by serce człowieka stało się czyste. Póki nie stanie się takim, nie nadaje się do zamieszkania przez Boga i człowieka. Wspomniany chaos i hałas to także gniew. Święty Bazyli Wielki przestrzega przed modlitwą w takim stanie. Człowiek gniewający się – twierdzi – podobny jest do dziurawego garnka, który na próżno ktoś usiłuje napełnić wodą. „Wejdź do swej izdebki”, czyli miejsca wymiecionego i przyozdobionego (por. Łk 11,25) i zamknij drzwi na wszystko, co nie jest Bogiem. A ten, „który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6,6). Izdebka nie jest stanem fizycznym. Jest stanem ducha.