Nikodem

Katarzyna Solecka

publikacja 04.03.2025 19:25

Bóg widzi nas i w dzień, i w nocy, młodych i starych, w chwilach radości i smutku, w mocy i bezsilności.

Nikodem Fr James Bradley from Southampton, via Wikimedia Commons / CC-SA 2.0

Słowo

Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Ten przyszedł do Niego nocą i powiedział Mu: „Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z nim”. W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego”. Nikodem powiedział do Niego: „Jakżeż może się człowiek narodzić, będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?”. Jezus odpowiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha”. Na to rzekł do Niego Nikodem: „Jakżeż to się może stać?”. Odpowiadając na to, rzekł mu Jezus: „Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie.  Jeżeli wam mówię o tym, co ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich?  I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.  Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione.  Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu” (J 3,1-21)

Medytacja

Sytuacja, wydawać by się mogło, zupełnie niesprzyjająca: niejeden autorytet byłby się obraził za ten brak uznania, bo jak to tak – przychodzić nocą, w ukryciu, jakby prowokując nieme pytanie w tle, czy okazywany szacunek jest rzeczywiście szacunkiem, czy ciekawością tylko… A jednak, kiedy nas coś poruszy, wybije z rytmu, to i zmusza do działania: do niepodejmowanych dotąd kroków, nieprzemyślanych do końca ruchów, do porzucenia sfery komfortu. Czujemy, że nie da się dłużej milczeć, trwać w zawieszeniu, że trzeba w końcu coś zrobić.

Sposób zachowania Nikodema – jakieś takie asekurowanie się, dyplomatyczny komplement w zagajeniu rozmowy – zdaje się Jezusowi nie przeszkadzać. Bo i nie przeszkadza: Bóg widzi nas i w dzień, i w nocy, młodych i starych, w chwilach radości i smutku, w mocy i bezsilności. Każda okazja jest tak samo dobra, aby się objawił, aby to, co nas nurtuje, znalazło w Nim odpowiedź.

Tak, Bóg nas przyjmuje z całym dobrodziejstwem inwentarza. Możemy przyjść bez podchodów, zbędnego krygowania się, piętrowych wstępnych analiz. Czy to sprawia, że każde pytanie jest tak samo ważne, że stawać można przed Nim byle jak, że nasza paplanina może wybrzmiewać nieustannie? To pytania retoryczne oczywiście, z definicji niewymagające odpowiedzi. Intuicyjnie wyczuwamy, o co chodzi: o to fundamentalne otwarcie człowieczego serca, o świadomość, że rzeczywistość nas porusza, że staje się dla nas znakiem.

O czym mówi Nikodemowi Jezus? Zostawmy na moment konkretne sformułowania, spróbujmy wyłapać ich podstawowy rys. Jezus wskazuje na Boży sposób patrzenia na świat, patrzenia na człowieka, na życie. Bo w tym, co nas nurtuje, tego właśnie ostatecznie szukamy. Prawdy. Sensu.

Czasem wydaje się, że słyszymy odpowiedź jakby obok postawionego pytania. My tu z wyważoną pochwałą, że i owszem, doceniamy, jesteśmy na odpowiednio wysokim poziomie, by docenić (w zasadzie kogo chwali Nikodem: Jezusa, bo znaki Bożą mocą czyni, czy siebie: bo umie rozstrzygnąć, kto działa z Bogiem, a kto nie). A Jezus odpowiada nauką o powtórnym narodzeniu i widzeniu Królestwa. O zbawieniu. O odwiecznym planie Boga (niczym w dobrze napisanym scenariuszu: jak spojrzymy dostatecznie daleko wstecz, lepiej zrozumiemy to, co dzieje się dzisiaj).

Nauczyciel pokazuje Nikodemowi, kim jest jako stworzenie, człowiek grzeszny, ale umiłowany, zbawiony. Nie jest kimś, kto wydaje sąd o rzeczywistości. Ale kimś osądzonym przez Boga.

Przed dzieleniem się tym, co nas porusza, czasem powstrzymuje nas strach, niepewność jak wypadniemy w oczach innych, czy odsłanianie się opłaci. Niekiedy jednak następuje sytuacja odwrotna: chodzimy od jednego autorytetu do drugiego, odsłaniamy się niemal przed każdym, nasza narracja się rozlewa, pytanie przestaje być pytaniem – jest tezą, która szuka potwierdzenia. A przecież właściwie cała ta biblijna rozmowa dokonuje się w przestrzeni dwóch założeń: że mamy prawo pytać, ale i mamy prawo otrzymać odpowiedź.

Jeżeli tajemnica się rozjaśnia to nie w tym sensie, że otrzymuje rozwiązanie, ale oświetla nam drogę.