Może nie mam wiary jak Syrofenicjanka. Może w sercu dopuszczam się cudzołóstwa z obcymi bogami równie często jak stary Salomon. Ale jednego jestem pewny: mam więcej niż ona. Mam coś więcej niż okruszyny ze stołu. Mam Jego prawdziwe Ciało i Krew, broniące mnie nie tylko przed nadchodzącym gniewem. Także przede mną samym.
Ono sprawia, że w chwilach ciemności nie zamiera w sercu nadzieja, osłabione nogi nabierają siły, zniechęcenie ustępuje nadziei, a mające moc zbawić Słowo zakorzenia się w sercu z dnia na dzień coraz głębiej.