Jedna z próśb Modlitwy Pańskiej: „Chleba powszedniego daj nam dzisiaj”. Czyli daj nam to, co w życiu niezbędne. Reszta, czyli na przykład masło do chleba, coś do tego... I wiele innych, bez których, już przecież nie biedacy, nie wyobrażamy sobie życia...
Nie chodzi o to, że o te inne prosić nie wolno. Ani o to, że te inne do życia niepotrzebne, więc powinniśmy się ich pozbyć. Dobre, spokojne życie, nie szarpiące niepewnością o to, czy jutro też będę mógł coś włożyć do garnka i czy będę miał gdzie to do garnka włożyć (dach nad głową), to wielki skarb. Chodzi bardziej o zaufanie; tę wiarę, że skoro co dzień prosimy Boga o chleb powszedni, to nam go nie zabraknie. Że nawet jeśli przyszłość maluje się pod tym względem w czarnych barwach, to jakoś to będzie, bo Bóg o nas nie zapomni...
Nikt z nas nie wie co przyniesie jutro. Pamięć o tym, że jesteśmy w Bożych rękach pozwala patrzyć na jutro bez lęku. Albo przynajmniej bez większego lęku...