06.11.2011

Mądrość dla głupców

Dla uczciwego poznania prawdy nie trzeba posiąść nie wiadomo jakiej wiedzy.Trzeba ją najpierw pokochać, trochę poszukać, ale nie jest trudno ją znaleźć, bo „uprzedza tych, co jej pragną wpierw dając się im poznać”...

Dziś Ewangelia o pannach mądrych i nierozsądnych. A ja zatrzymuję się na pierwszym czytaniu: „Mądrość jest wspaniała i niewiędnąca:  ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, i ci ją znajdą, którzy jej szukają”... Nie jestem przyzwyczajony do takich dywagacji w Biblii. Nawet Księga Koheleta, Mądrości Syracha czy Psalmy są jednak zupełnie inne...

Trochę bezradny wczytuję się w jej słowa. „Kto dla niej (mądrości) wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich”. Przed moimi oczyma staje obraz szkolnych dyskusji. Kościół to, Kościół tamto. Bóg to, Bóg tamto. Sprowadzanie wszystkiego do z góry ustalonej tezy: Bóg jest zły, a Kościół jeszcze bardziej. Jak można nie zauważyć niesprawiedliwości takich ocen? Jak można nie zauważyć, że złośliwe interpretowanie tej czy innej sprawy ma się nijak do prawdy?

Tak. To głupota. Ta głupota, którą wymienia się czasem w katalogach grzechów. Bo dla uczciwego poznania prawdy nie trzeba posiąść nie wiadomo jakiej wiedzy. Wystarczy chcieć posiąść mądrość. Tę, którą trzeba najpierw pokochać, tę, której trzeba trochę poszukać, ale której znalezienie nie jest trudne, bo „uprzedza tych, co jej pragną wpierw dając się im poznać”, bo "co ranka siada w progu ludzkich domów"...

Wystarczy uczciwie używać swojego rozumu. Wtedy sprawy Boże stają się, jak na wielkie tajemnice, jasne i zrozumiałe. Wtedy świętość i grzech w Kościele nabierają właściwych proporcji...