Gorzkie Żale

III Niedziela Wielkiego Postu

Reklama

Miłość i życiowe konkrety


Medytacja 2009
Ks. Leszek Smoliński


1. Chrystus frasobliwy zatrzymał się, przysiadł przy drodze wielkopostnej, zmierzającej w kierunku wielkanocnym. I patrzy na ludzkie zakłopotania, smutki i bezradność. Co widzi? Tłumy pozbawione miłości, ręce wyciągające się w błagalnym geście i miliony szeptów: „chcę być kochany”, „może wreszcie mnie ktoś dostrzeże i pokocha”. Dlaczego miłości tam nie ma? Przecież niemal wszyscy chcą kochać i być kochani… Nie można jej kupić ani sprzedać. Można nią obdarować kogoś i samemu od kogoś przyjąć. Miłość jest nie tylko „przykazaniem”, ale stanowi skierowane przez Boga do każdego z nas zaproszenie do odpowiedzi. To nam wyjaśnia jej naturę, jej paradoks: prawdziwa miłość nie cofa się przed ofiarą, towarzyszy także w drodze na krzyż, pozostaje wierna do końca. Potrafi czuwać przy chorym dziecku, cierpliwie znosić niedogodności życia codziennego, przebaczyć po raz siedemdziesiąty siódmy… Wreszcie woła o bezinteresowność, której coraz mniej w naszym codziennym życiu.

2. Miłość związana jest z odpowiedzialnością, o którą coraz trudniej w życiu codziennym. Jezus frasobliwy patrzy na tych, którzy uciekają przed miłością, szukając jedynie chwilowych uciech czy namiastek prawdziwego spotkania z kimś innym. Jest więc ktoś „do zabawy” na jeden wieczór, „przyjaźń” na chwilę czy „małżeństwo” kończące się w momencie pierwszego kryzysu. Jezus patrzy na nasze rany duchowe, emocjonalne, na zapłakane oczy, złamane serca, rozdygotane ręce. Patrzy na tych, którzy nie mogą zasnąć, bo gdzieś głęboko w sercu wierzą, że współmałżonek powróci, przestanie pić i nękać najbliższych i będzie jak dawniej. Dostrzega tych, którzy nie umieją dzielić się miłością, bo sami nie czuli się nigdy kochani, zostali poranieni przez nieodpowiedzialność rodziców czy tych, którym zaufali. Dlatego niszczą życie swoje i innych według zasady: ja nie otrzymałem, więc się z nikim nie będę dzielił.
Niewielu ludzi potrafi określić konkretne granice miłości: mam nadmiar, oddam potrzebującemu, pomogę komuś godnie żyć, dostrzegę w drugim swojego brata. To nie jest tylko i wyłącznie kwestia materialna. To taka „zaraźliwa” dobroć.

3. Patrząc na siedzącego przy drodze wielkopostnej Jezusa często dochodzimy do wniosku, że kochamy wciąż za mało i ciągle za późno. Jakbyśmy dokonywali nieustannego rachunku zysków i strat, patrząc na innych jako na tych „obcych”. Nawet jak czuje suszę emocjonalną i brak miłości, to ten brak mogę wypełnić drobnymi gestami życzliwości. Jest to ważne szczególnie dla tych, którym trudno jest kochać kogoś uciążliwego, sprawcę cierpienia czy krzywdy. Tego uczy mnie Jezus, który jak cichy Baranek był prowadzony na zabicie za to, że „do końca umiłował”. Pokazał, że najwięcej miłości ma ten, który potrafi życie swoje oddać, czyniąc miłość. Tak robi wielu młodych ludzi, którzy jeszcze nie dysponują środkami materialnymi. Jeśli ktoś mówi, że wszyscy młodzi są źli, to bardzo poważnie mija się z prawdą. Wystarczy spojrzeć, ilu młodych ludzi jest zaangażowanych w wolontariat, służbę na rzecz potrzebujących. Powstają koła wolontariuszy, którzy są obecni w szpitalach, domach pomocy, pogotowiach opiekuńczych czy hospicjach. Poświęcają swój czas, aby pomagać.

4. W naszej wielkopostnej „drodze miłości” z Jezusem mijamy kolejne osoby, robimy przystanki. Błądzimy myślami gdzieś daleko, stajemy się marzycielami, a na miłość czekają najbliżsi: mąż, żona, dzieci. Wspólna modlitwa, rozmowa, poszukiwanie rozwiązań życiowych problemów. To sprawia, że obszar duchowej pustyni pozbawionej miłości zmniejsza się, świat staje się miejscem przyjaznym dla każdego, staje się domem. Nie wystarczy zbudować dom, pięknie go wykończyć i zamieszkać. Najważniejsze jest, by ten dom wypełnić wzajemną miłością.

Wydaje się, że jako chrześcijanie bardziej zwracamy uwagę na „caritas”, organizowanie różnych szczytnych akcji. Zapominamy jednak, że na pierwsze miejscu Jezus stawia „miłość wzajemną”, która dopiero otwiera nasze serce i poszerza. Zanim więc zobaczymy, że wsparcie jest potrzebne gdzieś blisko, za ścianą mieszkania, w którym żyjemy, to najpierw zobaczmy, czy nasi bliscy zostali przez nas obdarowani. Czy czasami nie jest tak, że stanowimy odwrotność wspólnot pierwotnego Kościoła? Kiedy próbowani charakteryzować postępowanie i relację w pierwszych gminach chrześcijańskich, mówiono: „zobaczcie, jak oni się miłują” i wielu zbliżało się w ten sposób do Boga. Dziś dzieje się często tak, że patrząc na wyznawców Chrystusa, ciśnie się na usta stwierdzenie: „zobaczcie, jak oni się nienawidzą”. I wielu odchodzi od Chrystusa i Kościoła.

5. Bóg żywy mieszka tam, gdzie znajdujemy choćby okruchy miłości, życzliwą dłoń, mały gest dobroci… Gdzie jeden dla drugiego poświęca czas, dzieli się pieniędzmi, okazuje cierpliwość, zrozumienie, delikatność… Taki gest nigdy nie traci swojej wartości. Możemy go uczynić w tym Wielkim Poście razem z Jezusem, w myśl słów św. Teresy z Avila, hiszpańskiej mistyczki, która mówiła: „Sama Teresa – to nic, ale z Chrystusem – Teresa może wszystko”.

«« | « | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Maj 2017
N P W Ś C P S
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

Reklama

Pobieranie...

Reklama