Powrócił z cmentarza

To nie wiara uczniów wskrzesiła z martwych Jezusa, ale Ten, który powstał z grobu, powiódł ich do wiary. Kościół nie tylko głosi, że Jezus niegdyś zmartwychwstał, ale sam jest dowodem, że On żyje i działa dziś.

Reklama

Można spotkać się dziś z tezami próbującymi interpretować zmartwychwstanie jako rodzaj teologicznego mitu – miałoby tu chodzić o wewnętrzną przemianę człowieka dokonaną pod wpływem wiary. Tymczasem mity nikogo nie wyciągną z cmentarza. Nie możemy sobie pozwolić na luksus wzruszenia ramionami i przejścia obok tego do porządku dziennego, bez zweryfikowania tej chrześcijańskiej wiadomości. Dobrze to wyczuł Ludwig Wittgenstein, pisząc: „Jeśli nie zmartwychwstał, rozłożył się w grobie jak każdy człowiek. Umarł i się rozłożył. Był nauczycielem jak każdy inny i nie może nam więcej pomóc, a my znów znaleźliśmy się w pustce i samotności. Możemy co najwyżej zadowolić się mądrościami i spekulacjami”.

Co się wydarzyło w Jerozolimie na trzeci dzień po śmierci Jezusa, owego – jak podają niektórzy – 9 kwietnia 30 roku o świcie? Jak rozwikłać tę sensacyjną fabułę, która rozegrała się pomiędzy piątkowym wieczorem, gdy zapieczętowano grób, a niedzielnym porankiem, zanim nadeszły do grobu kobiety?

Histeryczne kobiety, tchórze, zdrajcy

Ewangelie kompletnie milczą na temat owych trzydziestu kilku godzin, podając jedynie, że Jezus w tamten piątek był naprawdę martwy i że w niedzielny poranek odnaleziono Jego grób otwarty i pusty. Z jednym zastanawiającym szczegółem: płótna, które przylegały do ciała Zmarłego, pozostały w stanie nienaruszonym, sflaczałe jakby ciało wyparowało. Ponadto teksty Ewangelii zaświadczają, że Jezus żywy ukazał się potem uczniom i pozwalał się im dotykać. W relacjach ewangelistów spotkania te są aż nazbyt cielesne, nazbyt materialne, by miały oznaczać symbolikę czy figurę retoryczną. Jezus postanowił ukazać się po pierwsze kobietom, które w ówczesnym społeczeństwie nie były brane pod uwagę jako wiarygodni świadkowie. Gdyby chodziło o mistyfikacje, autorzy opowiadań zadbaliby o scenerię mniej dyskwalifikującą ich poziom wiarygodności. Celsus, najsłynniejszy pogański polemista z II wieku, wytykał, że „Galilejczycy wierzą w jakieś zmartwychwstanie, potwierdzone jedynie przez jakieś histeryczne kobiety”. Ponadto, gdyby chodziło tylko o wymysły, tak sprawny przeciwnik chrześcijaństwa jak Celsus mógłby obalić całą strukturę nauki pierwotnego Kościoła, wskazując na grób, w którym spoczywają szczątki jego założyciela.

Apostołowie po zmartwychwstaniu Jezusa nie stworzyli wcale żadnej doktryny czy systemu teoretycznego, lecz mówili wyłącznie o człowieku z krwi i kości, o tym, co tamten zdziałał i że On wciąż żyje, choć został stracony na krzyżu. Czy pozostawiliby swoje małe ojczyzny, swe rodziny, pracę i dobytek, gdyby miało chodzić jedynie o „zmyślone opowieści”, w uszach żydowskich brzmiące jak profanacja? W ich prawdziwym i żywym interesie byłoby raczej milczeć. Uciec z Jerozolimy, powrócić do swych łodzi i zająć się czymś pożytecznym. Skoro Chrystus skończył w tak haniebny sposób, wykończony pośród bandziorów, obłożony klątwą przez najwyższe autorytety, najlepszą rzeczą byłoby przerzucić stronicę i rozpocząć nowy rozdział życia. Przecież zdawali sobie sprawę z konsekwencji, na jakie się narażają. Przyglądali się rzezi, jaką sprawiono Jezusowi. Tymczasem byli gotowi zapłacić każdą cenę, w postaci utraty dóbr, więzi uczuciowych, dobrego imienia czy samego życia, za przywilej głoszenia innym wydarzeń związanych z Jezusem. Dodajmy, w których odegrali – jak choćby Piotr – nie najbardziej chlubną rolę tchórzy, zdrajców czy uciekinierów. Świadczyli o zwycięstwie Chrystusa nad śmiercią, nie bacząc na utratę swojej reputacji. Gdzie znaleźć mocniejsze dowody wiarygodności?

Świadectwo Całunu Turyńskiego

Wizerunek na Całunie Turyńskim nie został namalowany, bowiem płótno nie zawiera żadnego pigmentu, jaki mogłyby mieć farby. Nie stanowi odcisku samego ciężaru fizycznego ciała, a raczej odbicie pewnego rodzaju eksplozji nieznanej energii, która w rzucie prostopadłym pozostawiła na płótnie fotografię człowieka zawiniętego w całun.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • b
    05.05.2012 22:55
    "Potrzebuję odkupienia, bo inaczej jestem przegrany."
    Dziękuję! Dlaczego?
    Moje uszy usłyszały pewnego dnia słowa, które mnie przeraziły;"Przegrałaś życie!"
    No o i .. już w nie nie wierzę. Wierzę w Odkupienie!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Czerwiec 2017
    N P W Ś C P S
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama