Być księdzem. Jak to jest, jak ma być?

Kilka myśli Benedykta XVI o kapłaństwie i kapłanach. Nie tylko dla kapłanów.

Reklama

Benedykt XVI ukończył 86 lat. Jest ponoć zupełnie schorowany? (pyta hiszpańska dziennikarka spod znaku Zapatero, ze słabo skrywaną nadzieją). Nie, jest zupełnie zdrowy (zaprzecza rzecznik watykański, z pojednawczym uśmiechem i odwrotną do tamtej nadzieją). Spaceruje, czyta, modli się. Może pisze.

My też: modlimy się za niego, dziękujemy Bogu za dar jego świętego ojcostwa. Czytamy, co napisał; piszemy o tym, czego nas uczył.

Dziś kilka jego myśli o kapłaństwie. Maj jest w Polsce miesiącem święceń kapłańskich w wielu diecezjach i zakonach. Może więc ten tekst pomoże jakiemuś prymicyjnemu kazaniu. A może – na czym mi najbardziej zależy – trafi do któregoś z moich braci w koloratkach, do kogoś, kto ma już wszystkiego dość, a o kim prawie 60 lat temu mówił 27-letni Ratzinger w Berchtesgaden podczas kazania na Mszy prymicyjnej swojego 24-letniego kolegi:

„Ludzi, którzy stawiają opór i zamykają się w ułudzie pozornego szczęścia, masz wyciągać z powrotem na brzeg wieczności. Będziesz to robił w posępną noc wielu niepowodzeń. Będziesz to robił niestrudzenie i bez szemrania, również w gorzkich godzinach dnia, w których wszystko wyda ci się niepotrzebne, a dzieło twojego życia zmarnowane”.

Dodajmy po 60 latach: a wrogowie Boga i Kościoła – otwórz byle gazetę, wejdź na byle portal – będą walić w twoje najczulsze i słabe miejsca jak w bęben. Déjà vu: medialny salon Europy ma nareszcie nowego żyda. Może tamten, o kogo mi chodzi, to przeczyta i uwierzy, że nie jest sam.

Godzić się na udrękę codzienności. Każdy ksiądz wie, o czym tu mowa: „pozwolić się dogłębnie przemienić przez to, co przychodzi do nas z wymaganiami: przez próby Boga, Jego dary, przez żądanie, dobro i trudności, którymi ludzie nas obciążają. I w tym procesie dojrzewania wzrastać – odnawiać się. To znaczy przyjąć słońce Boga i wodę ziemi, pozwolić, by w nas siłą Ducha sfermentowały, abyśmy mogli stać się dobrym chlebem Chrystusa. To znaczy przyjąć rozżarzony piec – także problemów – i zostać przemielonym w udrękach codzienności. Albo inny obraz: aby z winogrona powstało dobre wino, musi ono wypić dużo słońca. To jest nasze zadanie: (…) wypić dużo słońca, aby stać się dobrym winem. Stale wystawiać się na działanie słońca Bożego słowa, Bożych wezwań, ale także na działanie burzy, wiatru i wody, dzięki którym staniemy się takim gronem, które jest dojrzałe i daje dobre wino do picia” (wielkoczwartkowa Msza Krzyżma w monachijskiej katedrze, rok 1981).

Nadzieja, bo moc Pana jest z nami, mimo wszystko, nad wszystkim… Do księży z 40-letnim stażem, święconych w 1939 roku (Hitler i nazistowskie pangermańskie Niemcy mówiły im: „w nowej Rzeszy księża nie będą już potrzebni!” – czy tego faszystowskiego apelu nam coś nie przypomina?): „Podobnie jak Piotr odważyliście się wypłynąć na ocean powołania, do świata, który zamyka się przed Chrystusem (…) W takiej wędrówce są godziny ciemności, lęku przed samym sobą, obawy przed wielkością tajemnicy, przed bezsilnością naszego działania. Ale jest też zrozumienie tego, że moc Chrystusa jest większa niż nasza bezsilność, a Jego miłosierdzie większe niż nasza porażka. Gdy dziś popatrzymy wstecz, możemy chyba wszyscy powiedzieć, że w tej przygodzie ze słowem, w tym wyruszeniu ku temu, co wydaje się niemal absurdalne (…) otrzymaliśmy nowych siebie, że Pan woła nas nowym imieniem, a my stale na nowo możemy uświadamiać sobie Jego wielkość. (…) Wiemy, że Jego łaska również w przyszłości będzie silniejsza niż wszystkie moce, które się jej sprzeciwiają” (Fryzynga, 1979 rok).

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Październik 2017
    N P W Ś C P S
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama