„Człowiek, który był jak papież”

Modlitwa, nawet taka urywana… czasem przez zaciśnięte zęby, czasem jednosekundowa, staje się latarnią morską.

Reklama

Jest taka scena w filmie „Karol, człowiek, który został papieżem”, kiedy młody Karol Wojtyła pracuje w kamieniołomie. W czasie przerwy w pracy znajduje chwilę, by poczytać książeczkę „O prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”. Obraz ten został ze mną do dziś. Nie było w tej postawie nic z nachalności, nic z chęci „popisania się” przed innymi swoją pobożnością. Nic z wypełniania pustych rytuałów. Karol na moment zatapia się w innym świecie.

Nie zatracił nic z tego pragnienia i umiejętności także wtedy, kiedy został papieżem. Wiemy o tym z relacji bliskich mu osób. Wiemy z relacji telewizyjnych, kiedy w czasie pielgrzymki zatapiał się w cichej modlitwie pod okiem kamer, a przez nie i całego świata. Ku zgrozie realizatorów, bo jak w telewizji w atrakcyjny sposób pokazać ciszę. Miliony jednak patrzyły - bez dezorientacji i skrępowania - na modlącego się papieża. Bo ta modlitwa była spójna z tym, co mówił, z tym jak żył.

Kiedy odszedł do Domu Ojca... kiedy trwaliśmy w zadumie, w skupieniu, na modlitwie. Wtedy wielu z nas odpowiedziało spontanicznie na to wezwanie, które głosił swoim życiem.  Wezwanie, by być blisko Boga, cokolwiek się dzieje. By być jednym na modlitwie, ponad podziałami, sympatiami… W kościele, na ulicach, na placach, a już na pewno w dniu pogrzebu w Watykanie przelała się ogromna fala dziękczynienia.

Całe swoje nauczanie – encykliki, orędzia kończył zawsze modlitwą. Zawierzeniem, dziękczynieniem i pokorą. Żył tym, że każda praca powinna być dla Boga. Czy to praca robotnika w kamieniołomie, czy papieża piszącego encyklikę.

Kiedyś jeden powiedział mi z księży: wiesz, możesz w życiu robić różne rzeczy, schodzić na manowce, pewnie popełnisz niejeden błąd jeszcze, ale życzę ci, żebyś przy końcu następnego roku, dziesięciolecia i wreszcie życia mogła o sobie powiedzieć jedno – ze jesteś człowiekiem modlitwy. I przypominają mi się te słowa, czasami uwierając, w momentach, kiedy chciałoby się o nich zapomnieć. To znaczy wtedy, kiedy wiem, że modlitwa przypomni a może nawet wypomni, że robię właśnie coś głupiego. I widzę, że modlitwa, nawet taka urywana… czasami przez zaciśnięte zęby, czasami taka jednosekundowa, staje się latarnią morską. Staje się fundamentem dobrego życia, dobrych wyborów.

Nie trzeba wielkich słów. Trzeba oddania, zaufania… choćby najmniejszego na początek. A początek może być teraz. Może kiedyś zostanie wyreżyserowany film „(tutaj wstaw swoje imię), człowiek, który był jak papież”. Na pewno z chęcią obejrzę!


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Grudzień 2017
    N P W Ś C P S
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama