Ojcze nasz, któryś jest w niebie

Dotknąć Modlitwy Pańskiej. Rozdział pierwszy.

Reklama

Zbliżał się wieczór. Plecak nie ciążył, ale połamane kiedyś nogi nie chciały już nieść. Może to ta noc w pociągu? A może wykończyły mnie dwie burze, które przeszły tego dnia nad połoninami? Po drugiej nie zdążyłem się jeszcze wysuszyć. Zwłaszcza te buty.  Może trzeba było odżałować i zmienić skarpety, ale czy to by wiele dało? A to dopiero pierwszy z planowanych wielu dni wędrówki. Więc jak najszybciej do schroniska. Zrobić z sobą porządek. A gdy w końcu doszedłem...

To było podobno ostatnie wolne miejsce. Stare metalowe łóżko w zatłoczonym pokoju.  W porządku. Tylko nie było gdzie rozwiesić mokrych rzeczy. Wszyscy zmokli, teraz wszyscy się suszyli. Wszędzie coś wisiało. W pierwszej chwili zupełna bezradność.  Potem myśl, że trzeba się jakoś zebrać. I przede wszystkim przed suszeniem wyprać te mokre skarpety, zabłocone ochraniacze. I umyć buty. Przecież jeśli tego nie zrobię, jutro będzie jeszcze gorzej. A przede mną daleka droga...

W pokrytej szpitalnie białymi kafelkami łazience, stojąc nad umywalką z brudnymi skarpetami uświadomiłem sobie, że te wszystkie niedogodności to tylko mała przygoda. Gdzieś tam, gdzie właśnie zaszło słońce, trzy tygodnie wędrówki przez góry stąd, mam swój dom. Dom, w którym mogę brudne rzeczy wrzucić do pralki, porządnie się wykąpać, a potem wyciągnąć w łóżku nie zastanawiając się, czy obróceniem się na drugi bok kogoś przypadkiem nie zbudzę. Jeśli w ogóle miałem na tę przygodę ochotę to tylko dlatego, że wiedziałem: mam kochającą żonę, mam dom, mam dokąd wracać. Co by się złego nie działo, to tylko drobna niedogodność w fascynującej wędrówce.

Zapytany przed kilkunastu laty o Modlitwę Pańską rozpocząłbym od wykładu na temat „Ojcze”. Wiadomo kto to: to ten, który dał życie, kto się troszczy, opiekuje, nosi na rękach... I nieuchronnie stanął bym przed dylematem: czy też bije i wrzeszczy, kiedy za dużo wypije? Albo sfrustrowany, bo w życiu niewiele mu się udało, marudzi, że dziecko nie spełnia Jego oczekiwań? Ojcowie bywają przecież bardzo różni....Pewnie bym sobie poradził tłumacząc, że chodzi o ojca idealnego. Jakkolwiek ludzie taki ideał sobie wyobrażają...

Potem zacząłbym mówić o konsekwencjach wypływających ze słowa „nasz”. Nie mój, nas wszystkich; Bóg  chce nas przecież zbawić we wspólnocie. Zbawić nas, porządnych (hahaha, grunt to dobre samopoczucie) razem z największymi draniami. O niebie w tym swoim wykładzie oczywiście też bym wspomniał, wyjaśniając, że jest stanem szczęśliwej wspólnoty z Bogiem i świętymi  (wszystkimi, tymi bezimiennymi też), że zrealizujemy tam wszystkie swoje godziwe marzenia. Tym, którzy zapytaliby o czerwone ferrari albo własny jacht pewnie powiedziałbym, że w niebie oczyszczony umysł nie będzie pragnął byle czego... Tak, przed kilkunastu laty rozebrałbym to pierwsze wezwanie modlitwy „Ojcze nasz” na części. Dziś widzę to już inaczej. Dziś wiem, że pierwsze zdanie Modlitwy Pańskiej to przede wszystkim przypomnienie, gdzie tak naprawdę jest nasz dom.

Życie na tym świecie bywa fascynującą przygodą. Czasem tylko trudną i męczącą. Świadomość, że co by się nie działo, jest dla mnie jeszcze bezpieczne i miłe miejsce w domu Ojca, na pewno pomaga. Pozwala zachować zdrowy dystans do codzienności, pomaga nie załamywać rąk, gdy ubranie przemoczone, buty ubłocone, ludzie źli  i w ogóle świat się wali. A gdy tych porażek już zbyt wiele, gdy sił za mało i wszystko już z powodu wieku nie takie, daje powód, by się uśmiechnąć. Nie będę się tułał bezdomny, nie zgniję bezpowrotnie w ziemi. W lepszym świecie czeka na mnie miejsce w domu dobrego Ojca.  

Zobacz też:

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Grudzień 2017
    N P W Ś C P S
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama