Małżeńskie Drogi Krzyżowe

Panie, otwórz moje serce, bym raczej podnosił niż przygniatał, bym usprawiedliwiał zamiast potępiać.

Reklama

Wstęp

Panie Jezu, miłości moja! Nazywam Cię Panem, bo chcę, byś był Panem mojego życia. Jakże dziwne to Twoje panowanie – „przyszedłeś, aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,28b). Chcę dziś rozważać, jak bardzo mnie ukochałeś. Nie tylko w słowach i uczuciach, ale przede wszystkim Twoimi czynami. Oddałeś za mnie swoje życie, swoją godność. Cierpiałeś Ty i Twoi najbliżsi. Otwórz moje uszy, mój umysł i serce, bym mógł przyjąć Twoją łaskę i odpowiedzieć miłością.

Stacja I – Jezus na śmierć skazany

„Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich” (Iz 53, 7).

Jezu! Cóż za pokora! Ty się nie bronisz niewinnie sądzony przez wrogów. Chociaż znasz Prawo, bo sam je dałeś. Przecież racja jest po Twojej stronie.

Ja walczę o swoje zdanie nawet wtedy, kiedy nie mam racji. I nie z wrogami. Jak często odpowiadam nienawiścią wobec moich najbliższych? Trudno mi przyjąć drobne uwagi, chociaż na nie zasłużyłem. Jak można tak rezygnować z dochodzenia sprawiedliwości? Przecież wszyscy wejdą mi na głowę. Ale Ty na to pozwoliłeś i to Ty masz rację. Na sobie zatrzymałeś ten łańcuch zła. Ja walczę o swoje i przegrywam, bo na końcu jestem smutny i cierpię ja i moi najbliżsi.

Panie, daj mi serce zdolne kochać naprawdę, zamykać usta i rezygnować z siebie dla mojej żony, męża, dla Twojej miłości.

Stacja II – Jezus bierze krzyż na swe ramiona

„Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego” (Iz 53, 4).

Jezu, cóż za miłość! Ty dźwigałeś skutki moich grzechów, moje winy zaniosłeś na Golgotę. A przecież wiedziałeś, że wiele razy będę niewdzięczny, nie będę o Tobie pamiętał, wiele spraw postawię wyżej niż Ciebie.

Ja nie chcę przyjmować nawet drobnych cierpień. Bronię się, kiedy ktoś zabiera mi czas, pieniądze, święty spokój. Odrzucam własne problemy, uciekam w głupie rozrywki, telewizję, alkohol, grzechy. A cóż dopiero problemy żony, męża, dzieci? Dlaczego mam je dźwigać? Krzyż mojego charakteru, historii życia, wielu niepowodzeń, trudnych wydarzeń, także małżeństwa, rodzicielstwa, pracy. Całuję Twój krzyż w Wielki Piątek, ale swój najchętniej bym zostawił, zmienił.

Panie, otwórz moje oczy, abym mógł odkryć sens wydarzeń, które mi dajesz, bym przyjął Drogę Zbawienia, którą Ty dla mnie przewidziałeś – mój konkretny krzyż. Bym mógł doświadczyć, że dzięki Twojej ofierze, może się on stać „słodkim jarzmem”, które trzyma mnie na drodze ku Tobie i Ojcu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Wrzesień 2017
    N P W Ś C P S
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama