23. tydzień zwykły (2004)

Przeczytaj i rozważ

Reklama

Niedziela (23. zwykła)


Wyrzec się wszystkiego (Mdr 9,13-18b; Ps 90; Flm 9b-10.12-17; Łk 14,25-33)

„Wyrzekł się wszystkiego. I cóż z tego? Mimo to nie zrobił ani kroku naprzód.” Przeczytałem i zacząłem się zastanawiać. Kiedy wyrzeczenia przybliżają mnie do Boga, a kiedy oddalają od Niego? Pogubiwszy się w dżungli pytań i wątpliwości wróciłem do znalezionej przed laty opowieści. O spotkaniu ubogiego derwisza z bogatym księciem.

Właściwie nie są ważne szczegóły. Ani opis bogactwa księcia. Ani argumenty, jakich użył derwisz, by go przekonać, że tylko wyrzeczenie wiedzie do najwyższej szczęśliwości. Istotny jest końcowy dialog.

- „Panie, wytłumacz mi proszę, jak to możliwe, że potrafiłeś tak łatwo zrezygnować z bogactwa?”

- Wbijałem złote kołki w ziemię, a nie w swoje serce” – odpowiedział książę spokojnie.

Brak mi spokoju księcia. Nie mam złotych kołków do namiotu. Robię jednak wszystko, by wypracować najlepszy wizerunek swojej osoby. Cierpię, gdy słyszę złe opinie o sobie. Jestem wewnętrznie zdruzgotany, gdy ktoś podkopuje mój autorytet. Burzę się, bo udowodniono, że nie mam racji. Cieszę się, gdy do mnie należało ostatnie słowo. Więc to już dzisiaj wiem, że łatwiej oddać całą pensję na pomoc ubogiej rodzinie niż wyrzec się ostatniego słowa. Tymczasem...

...ostatnie słowo będzie należało do Niego. Tylko On, na samym końcu, będzie mógł powiedzieć: „wejdź do radości twego Pana”.

Myśl dnia

„Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23). Słowa te wyrażają pewien radykalizm wyboru, który nie dopuszcza zwłoki i odwrotów. To twardy wymóg, który zrobił wrażenie nawet na samych uczniach, a w ciągu stuleci powstrzymał wielu mężczyzn i kobiet od naśladowania Chrystusa. Lecz właśnie ten radykalizm przyniósł również cudowne owoce świętości i męczeństwa, które umacniają na przestrzeni czasu drogę Kościoła. I dzisiaj słowa te wydają się być jeszcze skandalem i szaleństwem (por. 1Kor 1,22-25). A jednak to z nimi należy się skonfrontować, skoro droga, którą wyznaczył Bóg dla swojego Syna, jest tą samą, którą winien przebyć uczeń decydujący się Go naśladować. Nie ma dwóch dróg, ale tylko jedna: ta przebyta przez Mistrza. Uczniowi nie wolno wyszukiwać innej.

Jezus kroczy na czele i żąda od każdego, aby czynił dokładnie to, czego On dokonał. Mówi: ja nie przyszedłem, aby mi służono, lecz aby służyć; tak więc kto chce być taki jak ja, niech się stanie sługą wszystkich. Ja przyszedłem do was nie posiadając niczego; tak więc mogę żądać od was pozostawienia wszelkiego typu bogactwa, które utrudnia wejście do Królestwa niebieskiego. Ja przyjmuję niezrozumienie, odrzucenie przez większość mego ludu; mogę więc żądać i od was, abyście przyjmowali niezrozumienia i odrzucenia, z którejkolwiek strony by przychodziły.

(Jan Paweł II)

Poniedziałek


Zawsze winny (1 Kor 5,1-8; Ps 5; Łk 6,6-11)

Śledzą Go, żeby znaleźć powód do oskarżenia.

Wyciągnięta w szabat ręka stała się zdrowa. – Winny.
Legion złych duchów wyszedł z opętanego i wszedł w świnie. – Winny.
Będąc głodni, jedli kłosy w szabat. – Winny.
Kazał chromemu nieść łoże. – Winny.
Zamiast pościć jedli i pili. – Winny.
Odpuścił paralitykowi grzechy. – Winny.
Zasiadał przy stole z celnikami i grzesznikami. – Winny.
Pozwolił, by jawnogrzesznica włosami ocierała Mu stopy. – Winny.
Czynił siebie równym Bogu. – Winny.
Nie zstąpił z krzyża. – Winny.

Śledzą Go, żeby znaleźć powód do oskarżenia.

Wybuchła kolejna wojna. – Winny.
Kilkaset osób umarło z głodu. – Winny.
Ktoś zdetonował bombę w samolocie. – Winny.
Matka umarła przy porodzie dziecka. – Winny.
Bezdomny zamarzł pod mostem. – Winny.
Prasa ujawniła kolejne zgorszenie. – Winny.
Nie ułożyło mi się życie. – Winny.
Zamiast oczekiwanego cudu kolejna bezsensowna śmierć. – Winny.
Nieszczęśliwych ludzi oszukuje wizją szczęśliwego nieba. – Winny.
Krzyża lęków, ciemności, niepewności, samotności i niezrozumienia. – Winny.

Zawsze winny.

Błogosławiony Ten, który bierze na siebie wszystkie nasze winy.

Myśl dnia

Kto odsuwa się od zła tylko powierzchownie, nie wyrywając go z korzeniem, ten niewiele postąpi; pokusy powrócą, a nawet silniej i bardziej natarczywie w niego uderzą.

Powoli, przy wielkiej cierpliwości, wytrwałości i przy pomocy Bożej, pewniej zwyciężysz niż przez gwałtowność lub własną nierozwagę.

W pokusie szukaj często rady, a z cierpiącym pokusy nie obchodź się trwardo, lecz pocieszaj go tak, jakbyś pragnął, by ciebie pocieszano.

(Tomasz a Kempis)

Wtorek


Dotknięcie (1 Kor 6,1-11; Ps 149; Łk 6,12-19)

Pełne czci i miłości pocałunki na relikwiarzu Krzyża, jabłka świętej Agaty, świece świętego Błażeja, gałązki zerwane z ołtarza na Boże Ciało, gromnica w szafie schowana, gałązki palm za obraz zatknięte... Ileż krytyki słyszałem. Narzekania na pogaństwo. Zarzutów bałwochwalstwa. Utyskiwania na pobożność ludową: taką prymitywną i nie pogłębioną. Oskarżeń o medialny show nad Lednicą. Przerost formy nad treścią liturgicznych zgromadzeń.

A przecież wystarczyło jedno Jego słowo, by głusi słyszeli, niewidomi odzyskali wzrok, chromi zaczęli chodzić. Mogło obyć się bez wkładania rąk, śliny na oczach, dotykania szaty. Tak jak dziś mogłoby obyć się bez chleba, wina, wody czy oleju.

Więc może to nie pogaństwo i bałwochwalstwo, nie show i przerost formy nad treścią. Może to mój lęk i brak pokory. By nie stanąć między takimi jak ja, chorymi jak ja. By nie przyznać się przed innymi, że ja też potrzebuję dotknięcia.

Myśl dnia

Początkiem wszystkich złych pokus jest niestałość umysłu i mała ufność w Boga.

Albowiem jak łodzią bez steru fale miotają na wsze strony, tak człowiek opieszały i w postanowieniach swych niestały często bywa kuszony.

W ogniu doświadcza się żelazo(Syr 8,19), a człowieka sprawiedliwego w pokusach.

Często nie wiemy, co możemy, lecz pokusa ujawnia, czym jesteśmy.

(Tomasz a Kempis)

Środa


Karmić się Matką Bożą (Mi 5,1-4a albo Rz 8,28-30; Ps 96; Mt 1,1-16.19-23 albo Mt 1,18-23)

Na Matkę Bożą Siewną szła pielgrzymka do Skępego. W gronie pątników, odkąd pamiętam, zawsze była Gienia. Nikt nie wiedział, jak się nazywała. Wszyscy mówili jej po imieniu, bo tak kazała. Z lekkim upośledzeniem. Na nogach nigdy nie miała skarpet. Buty co najmniej dwa numery za duże. W ręku niewielka torba, której nigdy nie oddawała na wóz z bagażami. Po drodze jadła tylko raz. U proboszcza w Lipnie. Od czasu do czasu z końca kolumny dobiegał jej donośny głos. „Panie, czemu nie śpiewają: ‘Matko Boska Skępska, ratuj nas w potrzebie’? Przecież my po to tam idziem, by nas ratowała.” Nigdy też nie szukała miejsca na kwaterze. Pod chórem barokowej świątyni rozkładała swój ortalionowy płaszcz i na nim trwała do końca odpustu. Kiedyś, bojąc się, że nie będzie miała sił w drodze powrotnej, zapytałem ją, czy coś jadła. Nie zwracając uwagi na modlących się ludzi, swoim charakterystycznym, podniesionym głosem wykrzyknęła: „Panie, ja tu nie przyszłam obżerać się. Ja tu przyszłam karmić się Matką Bożą.”.

Minęło przeszło trzydzieści lat, a słowa – jak mawiano – „głupiej Gieni” idą za mną. Do dziś nie rozumiem ich sensu. Wiem tylko jedno. Bóg wybiera małych, słabych, głupich, niepozornych i nieznanych, i przez nich przygotowuje drogi Temu, który ocala. Dlatego dalej będę się zastanawiał, co znaczy karmić się Tą, której narodziny stały się początkiem naszego zbawienia.

Myśl dnia

Czuwać zaś należy zwłaszcza na początku pokusy, gdyż łatwiej pokonać nieprzyjaciela wtedy, kiedy wszelkimi sposobami wzbrania się mu dostępu do duszy i zabiega mu drogę, gdy do wrót kołatać zaczyna.

Stąd powiedziano: „w początkach zlemu zaradzaj; na próżno używasz leków, kiedy przez długą zwlokę choroba się wzmogła” (Owidiusz, Księga o lekarstwach 91).

Albowiem najpierw pojawia się prosta myśl, potem żywe wyobrażenie, następnie upodobanie, złe poruszenie serca, wreszcie przyzwolenie.

Tak powoli wkracza całkowicie wróg niegodziwy, gdy na początku nie stawia mu się oporu.

Im kto dłużej zwleka z wewnętrznym oporem przeciw pokusom, tym co dzień staje się słabszy, wróg zaś coraz mocniejszy.

(Tomasz a Kempis)

Czwartek


Miłujcie nieprzyjaciół (1 Kor 8,2-7.11-13; Ps 139; Łk 6,27-38)

Podobno jest to bardzo trudne. Niektórzy twierdzą, że wręcz niemożliwe. W refleksji nad przykazaniem miłości nieprzyjaciół sięgam do wydanej przed prawie dwudziestu laty książki Urszuli Wińskiej „Zwyciężyły wartości”, Wspomnienia z Ravensbruck. Na stronie 99 czytam:

„I wyszłam z bunkra cało, przygotowawszy się w nim na śmierć, poprzez rachunek sumienia i wybaczenie wszystkim, którzy mnie skrzywdzili, łącznie z dozorczynią Grawe, która mnie niesłusznie pobiła. (...) Prócz modlitw i różnych dobrych uczynków wobec bliźnich, praktykowałyśmy też w różnej formie ofiarę i wyrzeczenie na rzecz jakiejś bardzo ważnej intencji. Próbowałyśmy w największe święta (Boże Narodzenie, Wielkanoc)zachować ścisły post, nie biorąc nawet wody do ust.”

Tyle świadectwa z miejsca, o którym napisano, że było przedpiekłem piekła. Krótkiego, ale wystarczająco przekonującego, by przestać myśleć kategoriami: możliwe – nie możliwe. Aby na tym nie poprzestać piszę na własny użytek mini program dla maxi sprawy. Na dobry początek:

1. Przestań użalać się nad sobą.
2. Nie informuj całego świata o doznanych krzywdach.
3. Nie zatrzymuj się na swoim cierpieniu. Idź dalej. Kontempluj miłosierdzie Boże.
4. Im bardziej czujesz się niewinny tym więcej modlitwy, postu, dobrowolnych wyrzeczeń.

Reszta to dzieło Boże.

Myśl dnia

Jedni doznają cięższych pokus na początku swego nawrócenia, inni przy końcu.

Niektórych trapią one niemal przez całe życie.

Jeszcze innych nawiedzają mało kiedy i niezbyt dokuczliwie; a to wszystko dzieje się według zrządzenia mądrości i sprawiedliwości Bożej, która zważa na stan i zasługi każdego człowieka, a wszystko prowadzi ku zbawieniu wybranych.

(Tomasz a Kempis)

Piątek


Zbratasz się ze mną? (1 Kor 9,16-19.22-27; Ps 84; Łk 6,39-42)

Późnym wieczorem na czat przychodzi glebon. Wita wszystkich gości pokoju zawsze tym samym pytaniem. „Kto chce zbratać się ze mną?” Wróciło ono do mnie po odczytaniu Ewangelii o pokusie wyjmowania drzazgi z oka brata. A właściwie przypomniało mi pewne wydarzenie sprzed lat, gdy w gronie przyjaciół brataliśmy się w słabości. Wracam do niego, bo w pewnym sensie stanowiło przełom w naszym życiu duchowym.

Więc na początku było pokazywanie, kto jest lepszy. Dopasowywanie masek, by wypaść jak najkorzystniej. Wybuchy złości, gdy ktoś obnażył swoją słabość. Z czasem, zwłaszcza przy okazji wspólnych wypadów w góry, udawanie przychodziło coraz trudniej. Zaczynaliśmy coraz uważniej przyglądać się sobie. Aż wreszcie któregoś wieczoru, przy ognisku, ktoś zaczął tę przełomową rozmowę. Powiedzieliśmy sobie to, o czym wiedzieliśmy od dawna. Że męczy nas to udawanie. Że przecież mamy te same problemy. Że bardziej od wyścigów w maskach potrzebujemy wzajemnego wsparcia.

Skoro wsparcie, to jak? Ustaliliśmy reguły. Cztery zasady braterskiej pomocy:

1. Nie bać się mówić otwarcie o przeżywanych problemach;
2. W chwilach kryzysu możesz liczyć na pomoc przynajmniej jednej osoby z grupy;
3. Spotykamy się raz w miesiącu, by dzielić się swoimi zwycięstwami i porażkami, służyć radą i życzliwym słowem;
4. Codziennie modlimy się za siebie nawzajem (jedna tajemnica różańca).

Po latach widzimy, jak błogosławionym okazało się to doświadczenie. Uporaliśmy się z problemami, których nie potrafiliśmy rozwiązać samotnie. Nikt z nas nie wykoleił się na życiowych zakrętach. Stawaliśmy się coraz bardziej odpowiedzialni już nie tylko za siebie, ale i za różne dzieła apostolskie w Kościele. (Chociaż tylko jeden z grupy jest księdzem.) I – co najważniejsze. Rzadko kiedy ulegamy pokusie wyjmowania drzazgi z oka brata. Po prostu lepiej się z nim zbratać.

Myśl dnia

Nie powinniśmy przeto rozpaczać w pokusach, lecz tym goręcej prosić Boga, aby nas raczył wspierać w każdym ucisku: On na pewno, według słów św. Pawła, „nie dopuści kusić nas nad to, co możemy, i taki da obrót pokusom, abyśmy je zwyciężyć mogli” (1 Kor 10,13).

W każdym więc utrapieniu i pokusie „uniżajmy dusze nasze pod mocną ręką Boga (1 P 5,6), bo On wybawi i wywyższy pokornych duchem.

(Tomasz a Kempis)

Sobota


Założył fundament (1 Kor 10,14-22; Ps 116B; Łk 6,43-49)

Zapytaliśmy przed laty naszego rektora, czy ksiądz może improwizować na kazaniu. Owszem – odpowiedział – pod warunkiem, że jest bardzo dobrze przygotowany. I natychmiast przytoczył historyjkę o kapłanie, który miał na ambonie mówić to, co mu Duch Święty podpowie. Po uczynieniu znaku krzyża długo zastanawiał się, aż wreszcie wydusił z siebie jedno zdanie. „Duch Święty podpowiada mi, że jestem nieprzygotowany.”

Gdy w wakacje szliśmy z młodzieżą z Ochotnicy na Lubań, ktoś powiedział, że przyszedł mu do głowy świetny pomysł na powieść. Napisz, a my umieścimy w dziale „Internauci piszą”, zaproponowałem. Gdy przed kilkoma dniami zainteresowałem się, na jakim jest etapie, stwierdził ze smutkiem: zabrakło tego, o czym kilka dni później pod Mogielicą. Czyli warsztatu.

Historia duchowości zna wiele opowieści, przestrzegających młodych adeptów przed zbyt szybkim uniezależnieniem się od swojego duchowego przewodnika i zdawaniem się na tzw. intuicję, lekceważącą doświadczenie innych. Jak choćby ta o pustelniku, który kolejno kupował krowę, pole, dom, pojął żonę. A wszystko po to, by mieć więcej czasu na modlitwę.

Jezus zaprasza mnie do założenia głębokiego i mocnego fundamentu. Zatem muszę nauczyć się czytać projekt, ustalić kolejność prac, zgromadzić odpowiednie materiały. Gdy zaś zacznę kopać i nade mną przygrzeje słońce, i intuicja podpowie: dosyć, wystarczy, architekt przesadził – nie mogę dać się jej zwieść. Bo to nie będzie dobra intuicja. To będzie zwykłe lenistwo.

Myśl dnia

Do prawdziwego zjednoczenia kontynentu europejskiego droga jest jeszcze daleka. nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha. Ten najgłębszy fundament jedności przyniosło Europie i przez wieki umacniało chrześcijaństwo, ze swoją Ewangelią, ze swoim rozumieniem człowieka i wkładem w rozwój dziejów ludów i narodów. Nie jest to zawłaszczenie historii. Jest bowiem historia Europy wielką rzeką, do której wpadają rozliczne dopływy i strumienie, a różnorodność tworzących je tradycji i kultur jest jej wielkim bogactwem. Zrąb tożsamości Europy jest zbudowany na chrześcijaństwie. A obecny brak jej duchowej jedności wynika głównie z kryzysu tej chrześcijańskiej samoświadomości.

(Jan Paweł II)
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Listopad 2017
N P W Ś C P S
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

Reklama

Pobieranie...

Reklama