2. tydzień zwykły

Przeczytaj i rozważ


Cudza zasługa (Iz 62,1-5; Ps 96; 1 Kor 12,4-11; 2 Tes 2,14; J 2,1-12)

W czasie wesela w Kanie Galilejskiej pan młody otrzymał niezasłużoną pochwałę. Starosta weselny pochwalił go za zachowanie dobrego wina aż do końca. Ciekawe, czy pochwalony przyznał się, że to nie jego zasługa. Ewangelista nic o tym nie wspomina. Ciekawe również, dlaczego słudzy, którzy na polecenie Jezusa napełniali sześć stągwi, nabrali wody w usta.

Lubimy przypisywać sobie cudze zasługi, podpinać się pod czyjeś sukcesy. Nie bez powodu powstało powiedzenie, że sukces ma wielu ojców, tylko porażka jest sierotą.

A wracając do cudu w Kanie Galilejskiej, to nie bardzo wiadomo, kto powinien przypisać sobie zasługę - Jezus czy Maryja. To Ona zauważyła, że są problemy z napojami. A zapisana przez św. Jana reakcja Jezusa na prośbę Maryi jest dla nas dziś niezrozumiała. Bibliści różnie ją interpretują.

„Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkim” - napisał św. Paweł. Ale kiedy przeszedł do szczegółów nie wymienił posługi robienia dobrych czynów, które przypiszą sobie inni. Zwrócił natomiast uwagę, że i tak wszystkie ludzkie dobre czyny mają swoje źródło w Bogu. No właśnie, każde dobro, które sobie przypisuję, jest przecież „cudzą zasługą”. Zasługą samego Boga.


Jeszcze większa dziura (Hbr 5,1-10; Ps 110; Hbr 4,12; Mk 2,18-22)

O rety, zrobiła się dziura w kurtce. A tu zaraz trzeba wychodzić. Szybko, szybko, nitka i jakoś trzeba to tymczasowo zaszyć. Tak, żeby nie było z daleka widać. Przychwycić brzegi rozdarcia i jakoś je nitką połączyć. Uff, już. Można iść... A za kilkanaście minut nowe przerażenie. Byle jak zrobiona naprawa nie tylko nie wytrzymała zbyt długo, ale rozdarcie stało się jeszcze większe.

Zwłaszcza ci, którzy nie za bardzo znają tajniki szycia, mają tego typu doświadczenie.

Wygląda na to, że Jezus znał się na szyciu. Wiedział nawet, że łatając ubranie nie można używać innej, nowiutkiej tkaniny, bo zamiast zlikwidować dziurę, tylko się ją powiększy. Dawniej, gdy kupowało się płaszcz, otrzymywało się kawałek materiału na łaty. Dziś raczej mało znana praktyka. A szkoda.

Naprawiania nie można robić na łapu capu. Także naprawiania Kościoła. Także naprawiania duchowieństwa. Trzeba pamiętać, z jakiego „materiału zrobieni” są księża, zakonnicy, siostry zakonne. Kapłan powinien „jak za lud, tak i za samego siebie składać ofiary za grzechy” - przypominał przed wiekami autor Listu do Hebrajczyków. Trzeba tę jego wypowiedź nieustannie przypominać. Nie tylko w kontekście „lustracji Kościoła”. Także w kontekście wszelkich wysoko podniesionych poprzeczek oczekiwań. Wszyscy jesteśmy załatani. I musimy uważać, aby dziura nie zrobiła się jeszcze większa.


Kto to może zmienić? (Hbr 6,10-20; Ps 111; Ef 1,17-18; Mk 2,23-28)

„To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu”. Jeden z tych cytatów biblijnych, który zdobył niesłychaną popularność. Znają go nawet ludzie, którzy w życiu nie przeczytali całej strony Biblii. I często się na ten cytat powołują. Jeżeli nie publicznie, to we własnym sumieniu. Bo to jedno zdanie Jezusa znakomicie nadaje się do zrelatywizowania wszelkich religijnych nakazów i zakazów. Skoro Jezus podważył jeden z najważniejszych żydowskich przepisów religijnych, to znaczy, że wszystko można podważyć - myślą sobie. Podważyć w imię człowieka! No bo zakazy i nakazy są dla ludzi, a nie ludzie dla nich - tłumaczą.

Gdzie jest haczyk? W oszustwie. W wyrwaniu jednego zdania z kontekstu, a starannym pominięciu zdania następnego: „Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu”.

Z tego dopowiedzenia jasno wynika, kto ma prawo dokonywać takich zmian - tylko Ten, kto ów przepis ustanowił, sam Bóg. Bóg i nikt więcej. Tak samo tylko Bóg ma prawo zmieniać Dekalog, z którego modne jest dzisiaj wybieranie niektórych przykazań „przyjaznych człowiekowi”.

Bóg zatroskany o człowieka daje mu wiele wskazań, jak powinien żyć, aby osiągnąć zbawienie. Tych wskazań nie da się zrelatywizować. Choćbyśmy nie wiem jak sprytnie wyrywali pojedyncze słowa z Pisma Świętego.


Złem za dobro (Hbr 7,1-3,15-17; Ps 110; Mt 4,23; Mk 3,1-6 (z dnia) lub Ef 6,10-13.18; Ps 34; J 8,31b-32; Mt 19,16-21)

„Nie rób drugiemu dobrze, nie będzie ci źle” - powtarzał kiedyś żartem pewien bardzo dobry człowiek. Sam nigdy nie stosował się do tego przewrotnego hasła, ale sobie i innym próbował nim „wyjaśnić” dość częste sytuacje, w których ktoś za dobro odpłaca złem. Albo w których za dobro wyrządzone jednym inni odpłacają złem.

Jezusa też coś takiego spotkało. Uzdrowił na przykład uschłą rękę jakiegoś nieboraka. Zrobił to synagodze i na dodatek w szabat. Co Go w zamian spotkało? „Faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić” - zanotował św. Marek.

Nie brak na świecie ludzi, którzy są przekonani, że jeśli komuś zrobią coś dobrego, to w odpowiedzi również otrzymają dobro. To nie jest takie proste. Szatan potrafi wszystko postawić na głowie. Nie zawsze dobro, które robimy, inni odbierają jako dobro. Bywa, że postrzegają je jako zło. A ponieważ odpowiadanie dobrem na zło jest dla nich za trudne, odpowiadają złem. Dopiero później (czasami znacznie później) dowiadują się, że odpowiedzieli złem na dobro.


Fanklub (Hbr 7,25-8,6; Ps 40; Mt 4,23; Mk 3,7-12)

Gdyby Jezus dzisiaj żył na ziemi i prowadził swoją działalność byłby niezwykle popularny. Nieustannie Jego śladem podążaliby dziennikarze, nieustannie opisywałyby Go gazety, zapraszano by Go do radia i do telewizji. Miałby tłumy wielbicieli, powstawałyby Jego fankluby. Zakładano by setki stron internetowych na Jego temat...

Niektórzy myślą, że chrześcijaństwo, Kościół, to taki fanklub Jezusa. Traktują Chrystusa jak idola, jak gwiazdę showbiznesu. Uważają, że ich „gwiazdor” powinien być taki, jakiego oni chcą Go widzieć. Chcą, aby się dostosowywał do ich oczekiwań.

Kościół to nie fanklub. Jezus to nie gwiazda estrady. Jezus to Boży Syn, który stał się człowiekiem nie dla kaprysu, zachcianki, ale dla zbawienia ludzi. A Kościół to wspólnota ludzi, których łączy wiara w Niego. Wiara trudna i wymagająca.


Kryteria wyboru (Hbr 8,6-13; Ps 57; J 15,16; Mk 3,13-19)

Bóg zadziwia swoimi wyborami. Dlaczego ze wszystkich narodów na świecie wybrał właśnie ten jeden, z Abrahamem, Izaakiem, Jakubem, Mojżeszem? Albo Apostołowie. Dlaczego właśnie ta dwunastka, a nie jacyś zupełnie inni, lepiej badający się do pełnienia tak trudnego zadania ludzie?

Zresztą, po co sięgać tak daleko w przeszłość. Ile razy spoglądając na księdza przy ołtarzu, widząc wszystkie jego słabości i niedomagania, zastanawiamy się „Dlaczego Bóg powołał do kapłaństwa właśnie jego?”. Podobno niejeden ksiądz patrząc w lustro też się zastanawiam, dlaczego to właśnie on jest tym, kim jest.

A rodziny? Małżeństwo to też powołanie. Dlaczego Bóg powołuje na mężów i żony, matki i ojców ludzi, którzy nie za bardzo się do tych odpowiedzialnych ról nadają? A potem rozwody, dramaty, problemy...

Boże kryteria wyboru nie dotyczą tylko fachowości, skuteczności, moralnej doskonałości. To widać gołym okiem. Nie potrafimy jednak ułożyć listy warunków, które trzeba spełniać, aby zostać przez Boga powołanym do konkretnego zadania. Dlatego z taką uwagą powinniśmy się przyglądać własnemu powołaniu.


Szaleniec? (Hbr 9,1-3.11-14; Ps 47; Dz 16,14b; Mk 3,20-21)

Musiały być jakieś naciski. Pewnie ktoś chodził do bliskich Jezusa i tonem „życzliwego” mówił: „Słuchajcie, ten wasz Jezusa znalazł się na niebezpiecznej dla siebie samego ścieżce. Musicie coś z tym zrobić. Musicie Mu pomóc. Może On ma jakieś problemy zdrowotne. Ja nie wiem. Ale musicie Go powstrzymać”.

To szokujące, ale święty Marek napisał dokładnie to - rodzina Jezusa chciała Go powstrzymać. Na pewno bardzo się martwili o Niego. Skoro rozpuszczano plotki, że „odszedł od zmysłów”... Kto je rozpuszczał? Z pewnością nie ci, którzy w Niego uwierzyli.

Bardzo łatwo przekreślić kogoś przylepiając mu etykietkę szaleńca. I robimy to bez szczególnego wysiłku z większością tych, których nie rozumiemy, którzy co prawda nie robią nic złego, ale na przykład drażnią nasze sumienie. Pukamy się znacząco w czoło i czasem ze współczuciem czasem ze złością mruczymy „Wariat”. I już czujemy się bezpiecznie. Do czasu, aż etykietka przyklejona fałszywym klejem odpadnie.

Warto „odejść od zmysłów”, aby pójść za Jezusem. I niech świat nas wytyka palcami. To jego problem.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Kwiecień 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
Pobieranie...