Gorzkie Żale

II Niedziela Wielkiego Postu

Reklama

Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju


Kazanie pasyjne 2006 - ks. Tomasz Jaklewicz

Kolejne słowo Jezusa z krzyża. Tym razem skierowane do konkretnego człowieka, do skazańca konającego na sąsiednim krzyżu. Historia nazwała tego człowieka Dobrym Łotrem. Jezus podarowuje mu słowo najwspanialszej obietnicy: „Dziś ze mną będziesz w raju”. „To słowo wnika w serce łotra i przemienia ogień piekielny jego konania w oczyszczający płomień Bożej miłości” (K. Rahner). Słowo Jezusa przemienia złoczyńcę w świętego.

To skandal!

Jezus konający na krzyżu, całkowicie opuszczony znajduje w sobie miejsce dla cudzego cierpienia. Wprowadza do nieba złoczyńcę. To co się wydarzyło między Dobrym Łotrem a Jezusem ukazuje nam ważną prawdę wiary. W niebie można się znaleźć tylko z Chrystusem i tylko przez Niego, tylko wtedy, kiedy jest się z Nim w jedności. Słowo Jezusowej obietnicy uświadamia nam raz jeszcze potęgę Bożej miłości, wszechmoc Bożej łaski. Dla Boga nigdy nie jest za późno, by uratować człowieka. Bóg nie chce zguby człowieka, chce jego ocalenia.
W historii Dobrego Łotra spełniała się Jezusowa przypowieść o robotnikach najętych do pracy w winnicy. Wszyscy oni otrzymali po jednym denarze zapłaty: i ci najęci z samego rana i ci, którzy załapali się do pracy dopiero wieczorem i przepracowali tylko godzinę. Po ludzku to niesprawiedliwe. Dlatego ci, którzy przepracowali cały dzień w skwarze, domagają się większej zapłaty. Właściciel winnicy odpowiada protestującym robotnikom: „Przyjacielu! Nie krzywdzę cię. Czy nie umówiłeś się ze mną o jednego denara? Weź więc swoją zapłatę i odejdź. Chcę zapłacić temu ostatniemu tyle samo, co tobie. Czy nie mogę uczynić ze woja własnością tego, co chcę? Dlaczego patrzysz zazdrosnym okiem na to, że jestem dobry?” (Mt 20,13-15).
Przyznajmy to szczerze. Nie podoba się nam wcale taka sytuacja, że za tak różną pracę właściciel winnicy daje taką samą zapłatę. Czy nie za łatwo dostał się do nieba Dobry Łotr? „Ktoś taki nie może się przecież dostać do nieba równie szybko jak wytrwali pokutnicy, jak święci, którzy nie robili nic innego jak tylko uświęcali swoje ciało i duszę i czynili je godnymi świętego Boga!” (K. Rahner) Czy po to staramy się żyć uczciwie, pracujemy, męczymy się, cierpimy, by w ostatecznym rozliczeniu zostać zrównanym z jakimś nawróconym rzezimieszkiem? Ewangelia bywa bulwersująca. Wywraca wiele ustalonych reguł. Burzy porządek naszego myślenia. „Ostatni będę pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” (Mt 20,16). W niebie spotkamy także złodzieja czy nawet mordercę.
Krzyż Jezusa obnaża wiele ukrytych ciemności, do których sami przed sobą nie chcemy się przyznać. Egoizm, zazdrość i zawiść, ukryte są często za fasadą domagania się sprawiedliwości. Tak zwana walka o sprawiedliwość bywa w istocie walką o więcej dla siebie! Domaganie się sprawiedliwej kary bywa podszyte pragnieniem zemsty, rewanżu, satysfakcji, że ktoś dostał wreszcie za swoje. Nieraz takiej właśnie sprawiedliwości oczekiwalibyśmy od samego Boga! Jednak myśli Jego nie są myślami naszymi. „Jak niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi” (Rz 11,33). „Miłosierdzie góruje nad sądem” (Jk 2,13).

Nic mi się nie należy

Nie zazdrośćmy Dobremu Łotrowi, niech nas nie oburza Boże miłosierdzie. Niebo jest nade wszystko darem Boga. Jeżeli postrzegamy wieczne szczęście w pierwszym rzędzie jako nagrodę za dobre sprawowanie, popełniamy błąd. Wchodzimy wtedy logikę handlu: „Ja Ci Boże daję tyle, a Ty mi za to dasz tyle”. Stąd już tylko krok do stwierdzenia, że to mi się właściwie należy. Zaczniemy jak pracownicy winnicy targować się z Bogiem o swoje.
Prawda jest taka, że nic mi się nie należy. Niebo, powtórzmy to raz jeszcze, jest nade wszystko łaską – łaską miłości darowanej człowiekowi przez Boga. Ta łaska została nam dana przez Chrystusa. On „otworzył” nam niebo przez swoją śmierć i zmartwychwstanie. Niebo jest łaską wspólnoty z Chrystusem, być w niebie oznacza być z Chrystusem. Ewangeliczny denar, zapłata za pracę w winnicy to nic innego jak właśnie miłość Boga podarowana nam w Chrystusie. A On kocha każdą i każdego całą mocą swojej miłości. Daje siebie całkowicie. Miłości nie da się przeliczać na pieniądze. W miłości nie ma handlu, nie ma targowania się, kto komu, ile dał czy ile komu się należy. Miłość daje po prostu wszystko. Tak właśnie kocha Bóg.
Jest taka współcześnie ułożona przypowieść o pewnej pani, która dostała się przed drzwi prowadzące nieba. Św. Piotr poinformował ją, że aby mogła wejść do środka musi zgromadzić 1000 punktów. Kobieta zaczęła wymieniać swoje zasługi. „Chodziłam co tydzień do kościoła”. Usłyszała: „należy się za to 5 punktów”. „Modliłam się codziennie” – „Pięć punktów”. „Pomagałam ubogim” – „Pięć punktów”. „Żyłam w zgodzie z mężem” – „Pięć punktów”. Po kilku minutach kobieta uzbierała ledwo 40 punktów. Przeraziła się. Kiedy już nie wiedziała, co powiedzieć zawołała: „Jezu, ratuj!”. I wtedy usłyszała: „1000 punktów”. Drzwi nieba otworzyły się przed nią.
Nie wyciągajmy stąd wniosku, że nasze uczynki są całkowicie nieważne. Wiara bez uczynków byłaby martwa. Dobry Łotr uznał własny grzech i zwierzył siebie Jezusowi – „Wspomnij na mnie”. To był jego największy uczynek. Tyle wystarczyło. Każdy z nas ma historię swojej wiary, ma swoją drogę do nieba. Niebo jest w tym sensie „nagrodą”, bo otrzyma je każdy, kto wejdzie na tę drogę, nawet w ostatniej chwili. Podstawowe drogowskazy są dwa: pokorne uznanie grzechu i całkowite zdanie się na miłosierdzie Boga. Niebo jest niepowtarzalną wspólnotą z Bogiem, komunią z Chrystusem. Ta wspólnota zaczyna się tu na ziemi, tu wrasta, dojrzewa. Nasze dobre uczynki są zawsze odpowiedzią na Bożą miłość. Są konsekwencją komunii z Chrystusem, otwarcia się na Bożą łaskę. Jego miłość jest zawsze pierwsza.

Nigdy nie jest za późno

Słowa Jezusa do Dobrego Łotra pokazują dobitnie prawdę, że dla Boga nigdy nie jest za późno. Nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma ludzi przegranych. Nie ma takiego dna, z którego Chrystus nie mógłby wyciągnąć człowieka. Prawosławny teolog Evdokimov pisze: „Niezależnie od tego, jak głębokie jest piekło, w którym ludzie się znajdują, jeszcze głębiej znajduje się oczekujący Chrystus. Tym czego wymaga od człowieka nie jest cnota, moralizm, ślepe posłuszeństwo, ale krzyk zaufania i miłości z głębin jego piekła. Człowiek nie powinien nigdy popadać w rozpacz, może wpadać tylko w Boga, a Bóg nie rozpacza nigdy”.
Prawosławni mówią nieraz o szalonej miłości Boga do człowieka. Benedykt XVI pisze w swojej pierwszej encyklice o tym, że Jezus kocha człowieka z całą pasją właściwą prawdziwej miłości. Ta miłość jest niestrudzona w docieraniu do człowieka. Niestrudzona w poszukiwaniu zagubionej owcy, utraconej drachmy, w wyczekiwaniu na syna marnotrawnego.
Słowa Jezusa wypowiedziane do nawróconego łajdaka, pobudzają do refleksji, jak często przekreślamy innych ludzi. Nieraz już sam wygląd sprawia, że myślę o kimś, jeśli nie z pogardą, to przynajmniej z lekceważeniem. Ilu ludzi ja sam uważam za przegranych? Ile razy powiedziałem komuś „nie masz szans, nie uda ci się, daj sobie spokój”. Ile razy moje docinki, żarty, kpiny, szyderstwo zabiły w kimś nadzieję? Zwróćmy uwagę, Jezus mówi: „będziesz ze mną”. Akcentuje prawdę o relacji z człowiekiem, o więzi. Jestem z tobą i pozostanę z tobą, wyprowadzę cię z tego dna. Naśladować Jezusa, oznacza więc budowanie więzów z tymi, którzy po ludzku przegrali. Nie da się tego robić w białych rękawiczkach, z bezpiecznego dystansu. Trzeba zejść na poziom odtrąconych, osądzonych, wyrzuconych na margines. Że sam jest sobie winien, że zasłużył itd.? Być może tak, być może nie miał tych szans, co ty. To wszystko jednak nie ma znaczenia. To nie miało znaczenia dla Jezusa. Dla Niego liczyło się tylko to, że człowiek na dnie nadał sygnał SOS. Wokół nas żyje wiele łotrów. Mogą odrzucić podaną dłoń, to prawda. Jak ów drugi łotr. Ale tego nie można z góry zakładać, tego nikt z nas nie wie. Do nas, uczniów Jezusa należy próbować docierać do nich z współczuciem, z nadzieją, z obecnością, ze słowem: jestem z tobą, możesz wygrać jeszcze swoje życie.
Bywa i tak, że człowiek przekreśla sam siebie. Że sam na siebie wydaje wyrok skazujący. Powodów może być wiele. Cierpienie ponad siły, utrwalony grzech, nałóg, brak miłości, samotność nie do wytrzymania. Kiedy lecisz na dno, pamiętaj, że nie jesteś sam. Jezus jest z tobą, przybity do krzyża obok. Właśnie dlatego współcierpiący, aby mógł nieść ci pomoc. Wystarczy tylko spojrzeć na Niego, wyszeptać: Jezu, ratuj! „Nie takiego bowiem mamy najwyższego kapłana, który by nie mógł współczuć nam w słabościach. Przeciwnie, podobnie jak my doświadczył On wszystkiego – prócz grzechu. Śmiało więc zbliżmy się do tronu łaski, aby otrzymać miłosierdzie i znaleźć łaskę w stosownej chwili” (Hbr 4,15-16).
Ta chwila stosowna dla spotkania z Bożą łaską, to nieraz chwila po ludzku najgorsza, najbardziej przeklęta. Chwila, w której ludzka pycha zostaje starta, kiedy człowiek sam nie potrafisz już nic. Wtedy zostaje tylko Chrystus, czyli niebo się otwiera.
Modlitwa: Drogi Jezu! Nędzny złoczyńca prosi Cię pomoc. Obiecujesz mu raj. Jesteś sam bezgranicznie opuszczony, a jednak zajmujesz się innymi. Twoje słowo przemienia złoczyńcę w świętego. Panie! Daj mi zrozumieć, że dla Ciebie nigdy nie jest za późno. Nie wolno mi ani siebie, ani innych uważać za przegranych. Chcę pamiętać, że niebo jest bardziej Twoim darem niż moją zasługą. Oby w chwili mojej śmierci był przy mnie Twój krzyż. Obym usłyszał: „będziesz ze Mną”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Marzec 2017
N P W Ś C P S
26 27 28 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8

Reklama

Pobieranie...

Reklama