Boże Narodzenie w rodzinie Fryderyka Chopina

Sławny kompozytor i wirtuoz, jeden z najlepiej zarabiających Polaków, ulubieniec pierwszych salonów ówczesnej stolicy świata, „arbiter elegantarium” Paryża – w czasie Bożego Narodzenia uświadamia sobie pustkę i blichtr wielkiego świata.

Reklama

Lektura korespondencji Fryderyka Chopina z rodziną i z przyjaciółmi jest pasjonująca i może skłaniać do różnorakich spostrzeżeń. Listy napisane w okresie Bożego Narodzenia to nie tylko zapis pięknego obyczaju; to również źródło niewesołej refleksji, jak wielka historia nieuchronnie wpływa na sposób przeżywania przez nas tych najpiękniejszych, rodzinnych świąt. Jak wkracza do naszego życia i najczęściej jest gościem niepożądanym. Dotyczyło to również rodziny Chopinów.

Wigilie w „kraju lat dziecinnych”


Któż mógłby się spodziewać, że kiedy trzydziestopięcioletni Lotaryńczyk, nauczyciel domowy hrabiostwa Skarbków z Żelazowej Woli koło Sochaczewa zawierał w 1806 roku ślub z dwudziestoczteroletnią Justyną Krzyżanowską, ubogą szlachcianką, ochmistrzynią dworu nad Utratą, powstanie niezwykły dom, w którym wszystko będzie oddychało Polską ... W oficynie dworu przyjdzie na świat w 1807 roku Ludwika, zaś w trzy lata później - Fryderyk. Zbiegiem okoliczności pan Mikołaj uzyska posadę profesora języka francuskiego w Liceum Warszawskim. W pałacu Saskim, w którym przybysze z prowincji otrzymali lokum i założyli internat dla chłopców z dobrych, ziemiańskich rodzin, urodzą się jeszcze Emilia oraz Izabela.

Tam kilkumiesięczny Frycek po raz pierwszy usłyszy kolędy. O nich prof. Józef Reiss napisze, że „są muzyką najbliższą sercu polskiemu”. „Lulajże, Jezuniu” – intonowała pani Justyna rodzinne śpiewanie po kolacji wigilijnej

Żadnego święta nie obchodzono u Chopinów tak uroczyście, jak Boże Narodzenie. W salonie pojawiało się drzewko, nowość w polskich i katolickich domach na początku XIX stulecia przyjęta od Niemców – ewangelików. W rogach jadalni stawiano snopy niemłóconego zboża, pod śnieżnobiały obrus ścielono siano. Przy stole, nad którym lekko kołysały się, wycięte z bernardyńskich opłatków, gwiazda i kołyska, matka przełamywała się najpierw z ojcem, później z dziećmi, opłatkami zlepionymi miodem. „Bodajbyśmy znów za rok...” – dalsze słowa życzeń więzły w gardle... Powściągliwy zwykle pan Mikołaj nie wstydził się łez. Gdy zasiadano do stołu, zanim podano sakramentalne dwanaście przepisanych tradycją potraw, każdy z biesiadników znajdował pod obrusem jakiś podarunek. Po wieczerzy ojciec dawał znak, że można przejść do salonu, gdzie zaczarowany wieczór kolęd trwał prawie do północy, kiedy rodzina wybierała się na pasterkę do pobliskiego kościoła Wizytek. W źródłach pisanych nie znajdziemy informacji, czy maleńki Fryderyk w Wigilię Roku Pańskiego 1810 słuchał melodii kolęd granych na organach, przy których później zasiadał jako student Konserwatorium Warszawskiego.

Chopin zapamiętał na całe życie wieczory wigilijne w rodzinnym domu. Później, na emigracji, z każdą gwiazdką spędzoną z dala od bliskich, pamięć przywoływała tamten niezwykły nastrój i melodię kolędy – kołysanki nuconej przez matkę. Po latach wyraził to w sposób sobie właściwy – liryzm ojczystej kolędy „Lulajże, Jezuniu” przeciwstawił innym, burzliwym taktom „Scherza h – moll”.

Więcej na następnej stronie
«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Styczeń 2018
N P W Ś C P S
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

Reklama

Pobieranie...

Reklama