Pokora krzyża

III Niedziela Wielkiego Postu - Kazanie Pasyjne 2010

Reklama

W bolesnej męce i śmieci jak w soczewce skupiają się wszystkie trudne sprawy, z którymi przyszło się Jezusowi mierzyć. Dla nas, uczniów Chrystusa, krzyż jest podpowiedzią, jak żyć, gdy los kieruje nasze drogi tam, gdzie wolelibyśmy nie iść. Powiedzieliśmy już, że krzyż uczy pozostania na drodze powołania do miłości nawet wtedy, gdy okoliczności mocno to utrudniają. Powiedzieliśmy, że krzyż uczy przyjmować cierpienie, przed którym nie można się obronić. Dziś chcemy zatrzymać się nad inną płynącą z krzyża nauką. Krzyż jest szkołą pokory.

Zawsze walcz o swoje, nie daj się, należy ci się. A gdy przegrywasz, twoje racje są pomijane, uderz jeszcze mocniej. Pokaż światu co potrafisz. To postawa braku pokory. Jest i inna: wieczne ustępowanie, bojaźliwość i ciągłe pozwalanie, by inni mnie wykorzystywali. Jak znaleźć między tymi skrajnościami złoty środek zdrowej pokory?

Od aresztowania po skazanie zajmowały się Jezusem trzy sądowe instancje, władne podjąć decyzję co do Jego dalszych losów. Sanhedryn, czyli Wysoka Rada, Piłat i Herod. Wszyscy mieli nad Jezusem władzę. Przynajmniej tak im się wydawało. Przyjmowali różne postawy. A jak Jezus odnosił się do nich?

Od czasów niewoli babilońskiej historia Izraela to dzieje zależności od zmieniających się potęg ówczesnego świata. W czasach Jezusa ziemiami Izraela władali od prawie stu lat Rzymianie. Jako mądrzy okupanci pozwalali Żydom na daleko idącą samorządność. Pilnowali tylko, by się nie buntowali i płacili podatki. Sanhedryn, żydowska rada, miał wielkie uprawnienia. Także sądownicze. Tylko wymierzaną przez Sanhedryn  karę śmierci musiał zatwierdzić rzymski urzędnik. To oni - duchowi przywódcy Izraela, a nie okupacyjne władze rzymskie, z niepokojem patrzyli na działalność Jezusa. W ich mniemaniu naruszał podstawy przyjętego porządku. Dlatego postanowili się Go pozbyć.

Tak, pozbyć się Jezusa. Bo w tym pierwszym z trzech sądów nad Jezusem w najmniejszym stopniu nie chodziło o sprawiedliwość, ale o znalezienie pretekstu do skazania Go na śmierć. Przy zachowaniu pozorów praworządności. Dlatego przesłuchiwanych jest wielu świadków. Ale że ich zeznania nie były zgodne, nie można było Jezusa skazać. Dlatego inicjatywę przejmuje arcykapłan. Pyta Jezusa o Jego uczniów i naukę, a w końcu zadaje podchwytliwe jego zdaniem pytanie: czy jesteś Synem Bożym. Nie zależy mu na dogłębnym wyjaśnieniu sprawy. Chce znaleźć pretekst, by pozbyć się niewygodnego Jezusa raz na zawsze. Pretekst, który pozwoli mu zachować pozory praworządności i uspokoić sumienie.

A Jezus? Wobec oskarżeń fałszywych świadków milczał. Zapytany przez arcykapłana o swoją naukę, mówi: „Ja przemawiałem jawnie przed światem. Uczyłem zawsze w synagodze i w świątyni, gdzie się gromadzą wszyscy Żydzi. Potajemnie zaś nie uczyłem niczego. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem”. Uczciwa odpowiedź Jezusa uznana została przez niechętnych Mu świadków zdarzenia za hardość, więc Jezus sługa wymierzył Mu policzek. Za brak szacunku do władzy.  Jezus nie milczy.  Mówi: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?”

Jezus zna serca przesłuchujących Go. Wie, że szukają pretekstu do zgodnego z prawem zabicia Go.  Nie oburza się, nie rzuca gromów, nie wyzywa swoich sędziów-oprawców. Ale też im nie ustępuje. Twardo walczy słowem prawdy. Wykazuje, że jest traktowany niesprawiedliwie. Daje do zrozumienia, że proces, w którym nie chodzi o fakty, ale o pretekst, niezręczne słowo, nieprecyzyjne sformułowanie, jest farsą.  Gdy jednak arcykapłan zapyta Go, czy jest Synem Bożym, odpowie: tak, jestem Synem Bożym. Więcej, jestem następcą tronu Boga.  Dla Żydów to było bluźnierstwo. I wystarczyło, by zażądać Jego śmierci.

Jezus w scenie sądu przed Sanhedrynem uczy, że pokora to wierne trzymanie się prawdy. Czy jest wygodna, czy nie. Czy spowoduje ułaskawienie, czy doprowadzi do skazania. Nie próbuje przymilać się swoim oprawcom, przekonywać ich służalczością, ani nie unosi się dumą i nie rzuca gromami. Co Jego sędziowie  z prawdą, którą przedstawia zrobią, to już ich rzecz.

Potem Jezus stanął przed sądem rzymskiego prokuratora, Piłata. Po śmieci jednego z nieudacznych synów Heroda Wielkiego – także sługi Rzymu - sprawował on władzę w Judei. Piłat, inaczej niż Sanhedryn, nie jest do Jezusa negatywnie nastawiony. Szczerze chce sprawę wyjaśnić. Dlatego pyta, czy rzeczywiście Jezus jest buntownikiem, czy naprawdę uważa się za króla. I słyszy odpowiedź: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd”. Piłat zorientowawszy się, że nie chodzi o prawdziwy bunt, ale jakieś religijne przekonania, będzie dążył do uwolnienia Jezusa. Nawet okrutne biczowanie miało służyć temu, by ostudzić złość oskarżycieli. Ale w końcu ze strachu przed donosem do Cezara ustąpi. No bo jak by to wyglądało, że Żydzi sami wydali mu buntownika, a on go puścił wolno?

Przed wydaniem wyroku Piłat, świadom swoich kompetencji, usłyszy jeszcze od Jezusa: „Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry. Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie”. Jezus nie próbuje Piłata oczarować. Pytany, podobnie jak przed Sanhedrynem, świadom swojej godności, ale z pokorą wyznaje całą prawdę. Wyjaśnia, skąd wziął się zarzut buntu. Zwraca sędziemu uwagę, że nie jest on wszechmocnym władcą. I zdaje się na jego decyzję. Co sędzia zrobi, to już jego rzecz.

Trzecim sędzią Jezusa – między dwoma etapami procesu przed Piłatem – był Herod. Herod Antypas, po śmierci ojca sprawujący z nadania Rzymu władzę w innej części okupowanych ziem Izraela, Galilei. Do Jerozolimy, do Judei, przybył na święta. A jako że z Galilei pochodził Jezus, Piłat, namiestnik Judei, chcąc pozbyć się problemu, odesłał Jezusa do niego. O dziwo, z Herodem Jezus w ogóle nie rozmawia. Ewangeliści zanotowali, że milczał. Dlaczego? Herod spodziewał się, że zobaczy jakiś cud. Chyba traktował Jezusa trochę jak kuglarza, który zadziwia świat sztuczkami. Czy przy takiej postawie było sens rozmawiać. Herod z milczeniem Jezusa – podobnie jak Sanhedryn i Piłat ze słowami Jezusa – też zrobił, co chciał. Wzgardził Jezusem.  I odesłał Go do Piłata...

Trzy sądy, trzy różne scenariusze. Łączy je jedno: postawa Jezusa. Nie atakuje, nie grozi. Ale i nie zgadza się na to, by Nim pomiatano. Posługuje się prawdą. Tylko prawdą. Taką postawę winien przyjmować chrześcijanin. To jest prawdziwa, zdrowa pokora.  

Uczeń Chrystusa w swoim życiu nieraz staje przed ludzkimi trybunałami. Niekoniecznie oficjalnej władzy. Często przed trybunałami ludzkich języków, pomówień i oszczerstw. Czasem rodzi to pokusę wgniecenia przeciwników w ziemię: użycia mocnych słów, zastraszenia, szantażu. Innym razem biadolenia i przyjęcia postawy niesłusznie oskarżanego cierpiętnika. Jezus uczy, że w takich sytuacjach najistotniejsza jest prawda. Wyznana z prostotą i pokorą. Co ludzie z nią zrobią, to już ich rzecz.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Sierpień 2017
    N P W Ś C P S
    30 31 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama