Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko jest marnością. Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?
Wystarczy krótki spacer po cmentarzu. I daty na grobach. Ci ludzie kilkanaście, kilkadziesiąt lat wcześniej byli tymi, do których ten świat należał. Mieli rodziny, domy, odnosili sukcesy, tworzyli. Dziś zostały tylko te nagrobne pomniki. Jaki sens, że się starali, troszczyli, walczyli?
Nie, ich działania nie były całkiem bez sensu. Tyle że prawdziwym dobrem, niezniszczalnym, które, ufamy, pozwoliło im osiągnąć szczęśliwą wieczność, okazały się ich dobre czyny. Przewijanie i karmienie niemowlęcia, czas dla rodziny, służba bliźniemu. Nie pięknie urządzone mieszkania, drogie zegarki czy szpanerski samochód.
Ta zasada odnosi się też do całej wspólnoty Kościoła. Budynki, dzieła... Cóż, po wielu z nich, zbudowanych przed laty, już nawet gruzy nie zostały. Prawdziwe dobro... Wiadomo.