Pokusa liczenia strat. Materialnych i duchowych. Szukania wzrokiem zostawionej lisiej nory, opłakiwania skrywanej grobem miłości, lizania ran po upadku. A przecież Pan Bóg nie po to dał nam oczy z przodu głowy; nie da się jej odwrócić na karku o sto osiemdziesiąt stopni.
Z pokusą liczenia strat jest jak z lękiem. Paraliżuje, zatrzymuje człowieka w miejscu.
Można, jak żona Lota, zatrzymać się w miejscu, obejrzeć w tył i zamienić w słup soli. Można, jak Hiob, pogodzić się ze stratą wierząc, że Bóg przygotował coś lepszego, większego, piękniejszego. Choć, póki co, na horyzoncie jeszcze ciemno. Gdy On przechodzi, ale jeszcze Go nie widać, mija nas, choć Go jeszcze nie dostrzegamy. Być może dlatego, że w w momencie przejścia oglądaliśmy się wstecz.
Pierwsza w Polsce aplikacja liturgiczna. Ma ona służyć do formacji liturgicznej w Internecie.
Działanie Boga w każdym ochrzczonym i bogactwo Kościołów wschodnich.