Mistyka potoczności

Gdy w czasie świąt śpiewamy: „Bóg się rodzi, moc truchleje”, niekoniecznie zdajemy sobie sprawę z tego, że słowa te napisał wybitny poeta. Twórczość Franciszka Karpińskiego, autora tekstu najpiękniejszej polskiej kolędy, bywa lekceważona. Niesłusznie.

Reklama

Otóż Franciszek Karpiński był według mego głębokiego rozeznania poetą wielkim – mówi o nim Zbigniew Herbert w jednym ze swoich ostatnich tekstów, napisanym dwa miesiące przed śmiercią. Nazwisko Karpińskiego autor „Pana Cogito” wymienia obok najważniejszych, jego zdaniem, twórców polskiej liryki: Kochanowskiego, Słowackiego, Norwida, Gajcego i Baczyńskiego. „Materią jego słów jest szelest spadającej o zaranku rosy/ delikatna mowa strumienia (…)/ i to przeraźliwe milczenie księżyca i słowika” – pisze Herbert wierszem. I prozą już dodaje: „Karpiński zna te głosy jak nikt, posługuje się nimi surowo i wylewnie, sentymentalnie i z klasyczną powściągliwością zarazem, znamieniem mistrza bowiem jest boska równowaga”.

Odporny na sławę

Kim był ten, nieco zapomniany dziś, poeta? Urodził się w 1741 r. w Hołoskowie, niedaleko Lwowa. Wykształcenie zdobywał w kolegium jezuickim w Stanisławowie, a następnie na lwowskim uniwersytecie. Uzyskał tam tytuł doktora filozofii i nauk wyzwolonych oraz bakałarza teologii. Na egzaminie obecny był arcybiskup Lwowa Wacław Sierakowski, który namawiał poetę, by przeszedł do stanu duchownego. Bezskutecznie jednak. Karpiński wybrał wyjazd do Wiednia, gdzie doskonalił znajomość języków obcych i słuchał wykładów wybitnych przyrodników. Tak wykształcony mógł podjąć pracę nauczyciela na magnackich dworach. Jako poeta debiutował późno, bo w wieku 40 lat. Jego pierwszy tomik nosił tytuł „Zabawki wierszem”. Pewnie przeszedłby bez echa, gdyby Karpiński nie przesłał go księciu Adamowi Czartoryskiemu – wielkiemu mecenasowi sztuki. W odpowiedzi książę napisał list do autora zbiorku, wzywając go do Warszawy i proponując stanowisko sekretarza interesów politycznych. Wkrótce został przedstawiony królowi i zlecono mu opiekę nad biblioteką Czartoryskich.

Dzięki jego pracy zbiory zostały uporządkowane i oznakowane. W tym czasie wydał trzy kolejne tomy wierszy, zyskując dużą popularność. Nie interesowało go jednak korzystanie z uroków sławy. Mierziły go konflikty i obłuda stołecznych elit. Wrócił na Ruś Czerwoną, znajdującą się już wtedy pod zaborem austriackim. Znów nauczał na dworach magnackich, utrzymywał się też z dzierżawy różnych majątków. Wielokrotnie jednak zaglądał na dłużej do Warszawy i bywał gościem podczas słynnych obiadów czwartkowych. Na kilka lat osiadł we wsi Kraśnik w powiecie prużańskim, którą otrzymał od króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w pięćdziesięcioletnią dzierżawę. Od swego nazwiska nazwał ją Karpinem.

Typ sentymentalny

Najczęściej kojarzony jest z sentymentalizmem, bo ten właśnie nurt zaszczepił w polskiej liryce takimi wierszami jak „Laura i Filon” czy „Do Justyny. Tęskność na wiosnę”. „Justynami” nazywał trzy kolejne wybranki serca, nigdy się jednak nie ożenił. Przypominał w tym trochę sentymentalnego bohatera, u którego czułość często przechodziła w egzaltację. Sentymentalne było też jego umiłowanie wsi i wiejskiej przyrody. Ucieczka Karpińskiego ze stolicy dobrze wpisuje się w ten nurt. Poeta fascynuje się kulturą prowincji, a w jego wierszach pobrzmiewają echa ludowych pieśni.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Luty 2018
    N P W Ś C P S
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama