Ojcze, święć się imię Twoje

Dotknąć Modlitwy Pańskiej. Rozdział drugi.

Reklama

To była fajna robota. Nie tak jak zwykłe roboty wysokościowe. Dostęp do malowanych przez nas rur zapewniał ciągnący się na całej ich parosetmetrowej długości wygodny podest. Pracowaliśmy akurat niedaleko szkoły. Przerwa. W zaułek nad którym siedzieliśmy na rurach zmierzają podekscytowani chłopcy. Wyraźnie uciekają przed wzrokiem nauczycieli.  Zanosi się na bójkę. Co robić? Raczej nie damy rady szybko zejść, by ich rozdzielać. Dwóch wojowników staje naprzeciw siebie, sekundanci/gapie (*niepotrzebne skreślić) stają wokół bohaterów zajścia. My w loży honorowej. Zaczyna się... 

I zaraz kończy. Jeden z oponentów, wyraźnie już po pięciu sekundach uznający swoją porażkę, siedzi na ziemi.  Drugi triumfuje, otoczony kadzidłem uznania. Honorowe chłopaki – zauważa mój kumpel, Rysiek. No, honorowe. Zwycięzca zadowala się pokonaniem przeciwnika, nie zamierza go masakrować. Nagle ktoś z gapiów podchodzi do siedzącego na ziemi, zaczyna na niego wrzeszczeć i próbuje kopać. O, tego za wiele! „Zostow go! Mom ci tam zlyść?” - krzyczy kolega. W tłumku konsternacja: słychać głos, ale nie wiadomo skąd dochodzi. Kopać, nie kopać? –myśli pewnie winowajca; co się dzieje? Dopiero po chwili nas dostrzegają. I szybko uciekają....

A ja zastanawiałem się, o ile lepszy byłby świat, w którym przestrzegano by tego honorowego, choć niepisanego kodeksu, że przeciwnika wystarczy pokonać i nie trzeba zaraz zniszczyć. Z dzieciństwa pamiętałem wiele takich sytuacji. Chodziło o pokazanie kto mocniejszy, kto kogo ma słuchać albo kto ma rację, a nie o pokiereszowanie przeciwnika. Przecież byliśmy kolegami. Uderzenie w twarz było uważane za niebezpieczną eskalację przemocy, a za wyjątkowo niebezpiecznych łobuzów uważaliśmy takich (na szczęście nielicznych, których ze strachem pokazywaliśmy sobie na ulicy palcami), którzy jak zaczęli bić, to bili bardzo mocno i tak łatwo nie przestawali. 

Święć się imię Twoje...  Ci chłopcy mieli niepisaną zasadę: pokonać, ale niekoniecznie zniszczyć. A gdyby wszyscy ludzie – tak jak w Modlitwie Pańskiej prosimy – uznawali zasadę, że Bóg jest święty? To znaczy że przewyższa wszystko? Podejrzewam, że od tego wcale nie zniknąłby zaraz grzech. Ludzie dalej mieliby swoje słabości. Myślę jednak, ze częściej byłoby ich stać na hojny gest uczczenia Boga jakimś dobrym czynem. Może nawet na rozrzutność w dobroci. Wszak dla świętego Boga coś stracić, to zaszczyt. Na pewno zaś uznanie, że Bóg jest święty powstrzymuje człowieka przed najgorszymi podłościami. Stop, nie godzi się, On widzi. I On osądzi. Możemy się kłócić, naskakiwać na siebie, ale nie wolno nam przekraczać pewnych granic. Ze względu na Boga. Ze względu na szacunek dla Niego do pewnych szczególnie złych czynów już się nie posuniemy. 

Myślę o szacunku dla życia. Przecież Bóg nie może puścić płazem morderstwa czy znęcania się nad bliźnim. Myślę o uczciwości w sprawach finansowych. Czy Bóg pochwali mnie za zaradność, jeśli sobie wypłacam wielotysięczne nagrody, a tym, z których pracy (w przypadku przedsiębiorstw) czy pieniędzy (w przypadku banków) korzystam, rzucam ochłapy? Albo gdy pławię się w luksusie, gdy inni nie zawsze mają co zjeść? I to nie na drugim końcu świata, ale mieszkający obok mnie? Myślę też o prawdomówności. Czy godzi się, żeby osiągać swoje drogą rzucania fałszywych podejrzeń?

Jeśli Bóg jest dla mnie święty to wiem też, że przenigdy nie powinienem Go używać w swoich rozgrywkach przeciwko innym. Nawet jeśli uważam się za świątobliwego i pobożnego, Bóg jest Ojcem zarówno moim, jak i tych, których uważam za swoich przeciwników. Tak, staje po stronie uciskanych. Jeśli sam chce. Bo wiedząc wszystko potrafi sprawiedliwie spojrzeć na wszystkie sprawy. Ale nigdy nikomu nie wolno przedstawiać Go jako tylko swojego sojusznika. Bo On chce zbawić wszystkich. I jest sojusznikiem każdego z nas. 

Święć się imię Twoje... Tak, ta prośba to oddanie Bogu czci; uznanie że jest święty,  że jest tej czci godzien. Ale jednocześnie jest to prośba o lepszy świat. Świat, w którym dla wszystkich On jest święty. Świat, w którym obowiązuje zasada: ze względu na Niego większe podłości  w ogóle nie wchodzą w rachubę. 

Zobacz też

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Grudzień 2017
    N P W Ś C P S
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama