Początek nowej, przepięknej przygody

Przystanek ósmy. Zmartwychwstały Pan umacnia wiarę Tomasza.

Reklama

Niedowiarek z tego Apostoła Tomasza. Nie wystarczyło mu świadectwo innych uczniów, że widzieli Jezusa zmartwychwstałego, że rozmawiali z Nim, że nawet przy nich jadł. Tomasz wiedział swoje. «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę». Pewnie uważał się za twardo stąpającego po ziemi, co to na byle co złapać się nie da.

W sumie to chyba powinniśmy być mu wdzięczni. Jest wyrazicielem wątpliwości, jakie miewa wielu z nas. Jezus zmartwychwstał? Zdawało się wam. Mieliście omamy. Mnie byle co nie przekona! Ja się nabrać nie dam! Ale gdy zobaczył Jezusa natychmiast zmienił zdanie. On, sceptyk, nie miał najmniejszych wątpliwości. Mocny argument dla dziś jemu podobnych...

W całej tej scenie najpiękniejsze nie jest jednak to, że oto Zmartwychwstały Pan przekonał niedowiarka Tomasza. Raczej jak to zrobił.  Aż chciałoby się zobaczyć minę Didymosa, gdy Jezus mówi mu, że ma zrealizować swoje zapowiedzi i włożyć palce w Jego rany po gwoździach, a rękę w dziurę po włóczni. Aż chciałoby się zobaczyć tryskające wesołością oczy Jezusa, gdy patrzy na zakłopotaną i wystraszoną minę Tomasza. I usłyszeć uszczypliwe wobec tego Apostoła komentarze pozostałych uczniów. A wszystko to bez krztyny pragnienia, by Niedowiarka poniżyć. Wszak prawdziwi przyjaciele nawet jeśli się z kolegi śmieją, to przecież życzliwie, nigdy po to, by go podeptać...

Czy tak było? Nie wiadomo. Można sobie różnie tę chwilę wyobrażać, bo prosta relacja Jana nie pozwala zobaczyć takich szczegółów. Tyle że w jego Ewangelii wszystko zazwyczaj brzmi bardzo poważnie. Tą scenę zda się przenikać jakaś niesamowita, przeogromna radość. Wręcz wesołość. I dziecięca beztroska. Tak, Jezus naprawdę zmartwychwstał. Jeszcze nie bardzo wiadomo co dalej, ale oto wszyscy rozpoczynamy nową, przepiękną przygodę. I ty, niedowiarku Tomaszu, razem z nami. Nie wymigasz się.

Bywa że stwierdzenie „musisz uwierzyć” jest podawane jako recepta na wszelkie religijne wątpliwości współczesnych chrześcijan. Nawet te, na które rozum czy doświadczenie mogłyby rzucić nieco światła. Wiara rozumiana jako ślepe zaufanie czy bezwzględne posłuszeństwo zyskuje wówczas walor najwyższej cnoty. Reakcja Jezusa na niedowierzanie Tomasza pokazuje jednak, że uczciwe stawianie rodzących się w sercu pytań czy próba wyjaśniania wątpliwości niekoniecznie są Bogu niemiłe. Choć Jezus mówi Tomaszowi, że „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”, to przecież najpierw w spektakularny sposób te jego wątpliwości rozwiewa. Tomasz nie jest Judaszem. Niedowiarek nie jest zdrajcą. Nie opuszcza wspólnoty i nie przestaje być przyjacielem Jezusa. Podobnie i dziś każdy, kto ma wątpliwości. Ale prawdą też chyba jest, że nic wątpiącemu nie da szukanie poza Kościołem. Jezus przyjdzie do niego i przekona go we wspólnocie uczniów.

Tomaszowi winniśmy wdzięczność jeszcze za jedno. Za to jego zawołanie na widok zmartwychwstałego Jezusa „Pan mój i Bóg mój”. Nie mieści się niedowiarkom w głowie, że Jezus naprawdę mógłby być Bogiem, bo przecież On jest jeden. Brak sprostowania tego wyznania Tomasza trzeba jednak uznać za kolejny, wyraźny dowód, że ten, który swoją prawdomówność potwierdził niezwykłym cudem zmartwychwstania, naprawdę uważał się za Boga. Później, by jakoś ogarnąć rozumem ten problem dwoistości (i troistości) Boga chrześcijanie musieli stworzyć skomplikowaną konstrukcję myślową. Ale takie jest właśnie świadectwo Jezusa o sobie samym: Jedyny Bóg, mój Ojciec, jest w niebie. Ja, Bóg, jestem tu z wami na ziemi. I poślę wam Boga, Ducha Prawdy i Pocieszyciela.

Bóg  opuścił niebo, zniżył się do przebywania między ludźmi, pozwolił się umęczyć i zabić. Gdy powstał z martwych nie przestał kochać tych, którzy przez ostatnie lata wiernie mu towarzyszyli. Nie obrażał się za ich ułomności. Chyba zwyczajnie ich lubił. Takimi, jakimi byli. Czemu miałby nie lubić i nas, którzy mimo ułomności wiernie przez lata przy Nim trwamy, regularnie przyjmując zaproszenie na coniedzielną Ucztę?

Jak napisałem wcześniej to spotkanie Tomasza i pozostałych uczniów z Jezusem  przenika przeogromna radość i dziecięca beztroska. Rozpoczynali wtedy swoją nową, przepiękną przygodę. My też jesteśmy uczniami Jezusa, też jesteśmy Mu bliscy. I nasza przepiękna przygoda z Jezusem ciągle trwa.

Przeczytaj też: Pozostałe teksty z cyklu 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Lipiec 2017
    N P W Ś C P S
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 31 1 2 3 4 5

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama