Wielki Czwartek - epizod z misą i prześcieradłem

Za każdym razem myślimy o drodze przebytej niegdyś przez Naród Wybrany, o Jezusowej drodze Męki, Krzyża i Zmartwychwstania, i o wiodącej przez sakramentalne znaki drodze Kościoła.

Reklama

Pascha. „Jedni wyprowadzają pesah od czasownika pasah, który posiada znaczenie: utykał, kulał, skakał, podskakiwał (…). Inni zaś wywodzą pesah  również od pasah, który to termin w znaczeniu dalszym tłumaczą przeszedł.” Bez względu na przyjęty odcień znaczeniowy zawsze chodzi o bycie w drodze, ruch, przemieszczanie się. Bez względu na to, czy będzie to ucieczka, miarowy marsz, utykanie poranionych drogą nóg bądź radosne podskoki na pograniczu ziemi obiecanej. Za każdym razem myślimy o drodze przebytej niegdyś przez Naród Wybrany, o Jezusowej drodze Męki, Krzyża i Zmartwychwstania, i o wiodącej przez sakramentalne znaki drodze Kościoła. Te wątki w tajemniczy sposób krzyżują się, splatają, wzajemnie przenikają, a w naznaczonym ciągłą zmianą konfiguracji miejscu ich spotkania widzimy siebie. Wędrujących po drodze albo niesionych przez drogę. Bo czasem droga sama człowieka niesie.

Jak w ów dzień sierpniowy. Gdy zapłakana matka z pośpiechem niosła ledwo tlące się życie do świątyni, a wezwany z posługą kapłan przeprowadził je przez czerwone wody morza chrztu (misa starej chrzcielnicy z miedzi była wykonana). Wracając w myślach do tej historii nie sposób nie widzieć podobieństwa do tamtej ucieczki z ziemi niewoli i do drogi, niosącej człowieka tam, gdzie ona chce go zanieść. To wtedy zaczęło się moje wyjście, przejście. „Idź do kraju, który ci wskażę.” Więc poszedłem, jeszcze nie wiedząc, że idę. Doświadczyłem po drodze pragnienia, poznałem co znaczy błądzić, patrzyłem z Góry Nebo na ziemię obiecaną. Te biblijne i poetyckie metafory oczywiście trzeba przełożyć na fakty, daty, ludzkie twarze, jednym słowem to wszystko, co może się dziać i co spotyka kogoś w drodze.

Jestem wielkim szczęściarzem. Nie musiałem się przepychać, by zobaczyć z bliska to, co inni oglądali z większej odległości. Pamiętam te dziecięce Wielkie Czwartki. Po kazaniu tłum dzieciaków i nie tylko tłoczył się przy balustradzie, by zobaczyć biskupa, obmywającego nogi klerykom. Stałem w tym czasie w drzwiach zakrystii i wszystko miałem jak na dłoni. Zafascynowany tym niecodziennym widowiskiem marzyłem, by kiedyś zasiąść na ich miejscu. Dziś wiem, że niewiele zrozumiałem z uprzedzającej obrzęd Ewangelii i wygłoszonego po niej kazania. Może nawet nie słuchałem, czekając na to, co bardziej widowiskowe i emocjonujące. Ale to niezrozumienie znów stawia mnie we wspomnianym wyżej miejscu spotkania dróg i ludzi. Czyż rozumieli Piotr i inni, gdy przepasany prześcieradłem umywał im nogi?

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Październik 2017
    N P W Ś C P S
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama