Nie mamy wyrobionego, stałego stosunku do rzeczywistości. Nasze własne oczekiwania, presja zewnętrzna, potrzeby, pułapki intelektu, emocje – ech, długo by wymieniać, co nami targa, pcha czasem w zupełnie inną stroną niż trzeba! Dlatego tak uspokajające jest to, co słyszymy dzisiaj z Bożych ust: i w życiu, i w śmierci należymy do Niego.
Słyszysz, moja biedna, skołatana duszo? Niezależnie od, pomimo, a nawet wbrew – należysz do Boga, Chrystus jest uwielbiony w twoim ciele. Nie idzie nawet o niepokój czy strach, ale o to, że tutaj naprawdę są możliwe: wiara, nadzieja, miłość. Nie są zależne od ciebie, zakorzenione w tobie – ale w Nim.