Tak musiało być – tłumaczył Jezus swoim uczniom. Musiał przejść przed odrzucenie, mękę i śmierć. Żeby się wypełniły Pisma – mówił. To chyba skrót myślowy. Tak musiało się stać, żeby Jezus nas zbawił. Żeby potem Ewangelia było głoszona wszystkim, nie tylko Żydom. A Pisma tę drogę zapowiedziały... Co szeroko wyjaśnia Piotr w mowie, którą słyszę w pierwszym czytaniu...
Przejść przez odrzucenie i cierpienie, by stało się najlepsze. Tak było w życiu Jezusa. Czy w moim też? Czy te wszystkie kłody pod nogami posłużą dobru? Kiedyś zobaczę...
W całej tej ewangelicznej scenie najbardziej ujmuje mnie jednak to, co zrobił Jezus:
Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich.
Żeby ich przekonać, że nie jest duchem, jakąś zjawą... W ludzkim życiu też takie proste gesty, nie wielkie słowa, nawet nie wielkie dzieła, świadczą o życzliwości, w konsekwencji o miłości. Warto na te drobne gesty zwracać uwagę...