Gorzkie Żale

V Niedziela Wielkiego Postu

Reklama

Ból pojednania


Kazania pasyjne 2003

Dając możliwość zapoznania się z ubiegłorocznymi rozważaniami, proponujemy w tym roku w ramach kazań pasyjnych spojrzenie na cierpienie z innej strony. Zatytułowaliśmy cykl rozważań pasyjnych „Ból pojednania”. Ich głównym wątkiem będzie sakrament pokuty i pojednania.


Oczyszczanie rany


Nie brak ludzi, którzy po prostu nie są w stanie tego zrobić. Dlatego nie chodzą do spowiedzi. Czasami wynika to z błędów, które ktoś (najczęściej rodzice, czasami katecheta lub na przykład babcia) popełnił w czasie ich dzieciństwa, uwypuklając element wstydu. A wstyd boli. Bardzo boli. Jeden z rekolekcjonistów tłumaczył zdumionym słuchaczom, że szatan, gdy człowieka kusi do grzechu, zabiera mu wstyd, a gdy człowiek wybiera się do spowiedzi, on ten wstyd, wstyd nie przed Bogiem, ale przed drugim człowiekiem, oddaje.

Być może gdyby ci niezdolni do uklęknięcia u kratek konfesjonału mieli okazję zająć choć raz miejsce spowiednika i przekonali się, jak bardzo anonimowy zwykle bywa penitent, a przede wszystkim jak bardzo na zachowaniu tej anonimowości grzesznika zależy na ogół księdzu, łatwiej pokonaliby wstyd.
Wyznanie grzechów to czwarty krok. Nie można do niego przystąpić pominąwszy poprzednie: rachunek sumienia, żal za grzechy, postanowienie poprawy. W czym tkwi jego istota?

„Na spowiedzi penitenci powinni wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, których są świadomi po dokładnym zbadaniu siebie” – postanowił przed wiekami Sobór Trydencki. Nie brzmi to zachęcająco. Człowiek zaczyna się czuć jak ktoś, kto popełnił przestępstwo i teraz dobrowolnie biegnie do sądu albo na policję, żeby się przyznać. To przecież sprzeczne z pewnymi powszechnie funkcjonującymi wśród ludzi (niezależnie od wyznawanej religii) mechanizmami. Jeśli coś zrobimy źle, to w pierwszym odruchu staramy się to ukryć przed wszystkimi. Dlaczego Kościół domaga się czegoś, co przypomina samooskarżenie lub znane w ustrojach totalitarnych samokrytyki? Dlaczego nagle mamy osamotnieni stanąć z naszymi winami niemalże w świetle reflektorów?

„Gdy idziemy do spowiedzi, powinniśmy postawić sobie pytanie: co ja właściwie chcę uczynić? Trzeba też sobie przypomnieć, w jaki sposób Pan ustanowił spowiedź i jaką za to zapłacił cenę. Jest ona darem dla każdego grzesznika, ale przede wszystkim dla całego Kościoła. Dlatego spowiadamy się jako członkowie Kościoła-społeczności. I ta społeczność ma nam towarzyszyć w spowiedzi, w swoją spowiedź mamy ją włączać” – wyjaśnia Adrienne von Speyr. Nie jesteśmy w czasie spowiedzi zostawieni sami sobie. Jesteśmy we wspólnocie Kościoła. Przede wszystkim jednak nie stajemy wobec człowieka, lecz wobec Boga. Człowiek jest po to, aby rzecz ułatwić, a nie utrudnić. Ci, którzy sądzą, że łatwiej byłoby spowiadać się bezpośrednio Bogu, tkwią w wielkim błędzie. Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie wyznać popełnionych bezpośrednio Bogu. To naprawdę nas przerasta. Nie mamy dość siły, aby czynić to raz po raz. Dlatego uczynimy to dopiero na końcu, stając przed Bogiem w chwili sądu.

Niejednokrotnie przystępującym do spowiedzi towarzyszy... pokusa. Pokusa, aby wymienić tylko niektóre grzechy, a o innych milczeć. „Gdy wierni Chrystusa starają się wyznać wszystkie grzechy, które sobie przypominają, niewątpliwie przedstawiają je wszystkie Bożemu miłosierdziu. Ci, którzy postępują inaczej i świadomie ukrywają niektóre grzechy, nie przedkładają dobroci Bożej tego, co mogłaby ona odpuścić za pośrednictwem kapłana” – poucza Katechizm Kościoła Katolickiego. A święty Hieronim z wielką dobrocią tłumaczy: „Jeśli chory wstydzi się odkryć ranę lekarzowi, sztuka lekarska tego nie uleczy, czego nie rozpozna”. To dobre porównanie. Wyznawanie swych grzechów podczas spowiedzi przypomina dotykanie rany. Czasami wydaje się, że to niedobrze, bo rana wygląda na zabliźnioną, człowiek jakoś nauczył się żyć z popełnionym złem, oswoił je, wkomponował w swoją egzystencję. Jednak ta rana nie przestaje być groźna. Jest nieustannym źródłem zakażenia. Dlatego trzeba jej dotknąć, otworzyć, po to, by oczyścić. Dopiero wtedy naprawdę się zamknie i przestanie być niebezpieczna.

„Wyznanie grzechów (spowiedź), nawet tylko z ludzkiego punktu widzenia, wyzwala nas i ułatwia nasze pojednanie z innymi. Przez spowiedź człowiek patrzy w prawdzie na popełnione grzechy, bierze za nie odpowiedzialność, a przez to na nowo otwiera się na Boga i na komunię Kościoła, by umożliwić nową przyszłość” – przypomina Katechizm.

Można jednak dostrzec różne postawy przyjmowane przez wyznających grzechy. Niektórzy wymieniają grzechy mechanicznie i bez osobistego zaangażowania. Tak, jakby mówili w czyimś imieniu, jakby byli posłańcami, recytującymi wyuczoną na pamięć informację. Inni znów do konfesjonału próbują przenieść modną w niektórych środowiskach manierę „chwalenia się” popełnionym złem. Nie mogąc imponować dobrem, starają się zwrócić na siebie uwagę (kogo, spowiednika czy Boga?) mówiąc „Popatrz, jaki jestem wstrętny, okrutny, wredny. Jestem po prostu wyjątkowy”. Sprawia to wrażenie, jakby nie żałowali, chociaż to najczęściej tylko poza. Są również tacy, którzy klęcząc w konfesjonale nie tyle wyznają grzechu, ile starają się za wszelką cenę wybielić, znaleźć okoliczności usprawiedliwiające, wytłumaczyć. Nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności.

„Wyznanie ma się dokonywać nie w nastroju radości z uczynionego postanowienia poprawy i oczekiwanego rozgrzeszenia, lecz w poczuciu upokorzenia. Tak, to niestety prawda: to zrobiłem, taki rzeczywiście jestem. W wyznaniu kapłan powinien rzeczywiście odczuwać, że ma do czynienia z grzesznikiem, a nie tylko z kimś z drugiej strony kratek. W świetle powziętych postanowień tak łatwo jest uważać swoją przeszłość za odległą i już się nią nie przejmować” – wyjaśnia Adrienne von Speyr.

Święty Augustyn, który napisał książkę,mogącą służyć za wzór dobrze pojętego pojętego wyznania grzechów podkreśla, że ten, kto wyznaje swoje grzechy, już działa razem z Bogiem. Bóg osądza jego grzechy. Jeśli człowiek także je osądza, jednoczy się z Bogiem. Człowiek i grzesznik to w pewnym sensie dwie rzeczywistości - gdy jest mowa o człowieku, uczynił go Bóg, gdy mowa jest o grzeszniku, uczynił go człowiek. „Zniszcz to, co ty uczyniłeś, aby Bóg zbawił to, co On uczynił... Gdy zaczynasz brzydzić się tym, co uczyniłeś, wówczas zaczynają się twoje dobre czyny, ponieważ osądzasz swoje złe czyny. Początkiem dobrych czynów jest wyznanie czynów złych. Czynisz prawdę i przychodzisz do Światła”...
 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Czerwiec 2017
N P W Ś C P S
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Reklama

Pobieranie...

Reklama