„Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”. Czytam katolicki portal – czy to wystarczy, czy to jest już znak mojej przynależności, owo przyznanie się? Który z tych codziennych znaków wyznawanej wiary wystarczy? Wieczorny pacierz? Przyjście na mszę ślubną? Szacunek okazany innym?
Może to źle postawione pytania – może przyznanie się do Jezusa nie jest rodzajem jednorazowej składki (czymś co trzeba zrobić, by...), ani nie jest nawet tym nieuchwytnym „czymś”, po którym akceptują nas w jakimś towarzystwie, czymś, co sprawia, że do niego pasujemy. Może akcent pada tu raczej na owo „przed ludźmi”, na to, że nie żyjemy w próżni, że nie jesteśmy zbawiani sami. Przecież jeśli ktoś robi coś w naszej obecności, musimy się jakoś wobec tego określić – milcząco zaaprobować, skomentować, udać, że nie widzimy, zapytać o sens. Tak jak ludzie jakoś określają się wobec wyznawanej przez nas wiary – jeśli wiedzą o niej, widzą ją. Na tym polega nasze podobieństwo do Jezusa – On też swoją miłość do Ojca pokazał wśród nas, nam ją pokazał. To Jego mamy naśladować.
Czytania mszalne rozważa Katarzyna Solecka
Papieska Światowa Sieć Modlitwy powołuje się na dane Światowego Programu Żywnościowego.
Wszystkie komentarze »
Uwaga! Dyskusja została zamknięta.