Jak się dobrze spowiadać

Kto boi się sakramentu pokuty, boi się własnego uwolnienia.

Święty Jan Maria Vianney miał charyzmat czytania w duszach. Spowiadał całymi dniami, a nieraz i nocami. „Dlaczego nieczuli jesteśmy na dobrodziejstwa płynące z sakramentu pokuty?” – pytał ze łzami w oczach podczas jednego z kazań. I odpowiedział: „Dlatego, że nie poszukujemy tajemnicy miłosierdzia Bożego, które nie ma granic w tym sakramencie”. Spowiedź jest sakramentem uzdrowienia, a nawet wskrzeszenia – gdy człowiek wstaje z grzechowej śmierci do życia. Żeby jednak to się stało, spowiedź musi być dobra. Kościół wylicza pięć warunków, których spełnienie gwarantuje owocność sakramentu.

Rachunek sumienia

„Córko moja, jak się przygotowujesz w mojej obecności, tak się i spowiadasz przede mną” – mówił Jezus św. Faustynie. Przygotowanie polega na rachunku sumienia, czyli na spojrzeniu na siebie w prawdzie w blasku Bożej miłości. To nie tylko szukanie swoich upadków, ale też próba dostrzeżenia dobra, jakiego się doświadczyło od ostatniej spowiedzi. Kapłani polecają różne metody, które mogą być w tym pomocne.

– Święty Paweł mówi: „Wszystko, co się czyni niezgodnie z przekonaniem, jest grzechem” (Rz 14,23b). Na początku dobrze jest więc zapytać siebie, co robiłem bez przekonania, nieszczerze, wbrew sobie – z powodu ludzkiej opinii, presji środowiska, z powodu strachu czy niepokoju – mówi ks. Stefan Czermiński, doświadczony spowiednik i kierownik duchowy. – Trzeba uważać na mechanizm samousprawiedliwienia, który sprawia, że sumienie odzywa się dopiero wtedy, gdy podpadam ludziom. Gdy nie podpadam – siedzi cicho. Przy takim nastawieniu rachunek sumienia zamienia się w roztrząsanie, czy dobrze wypadłem. To zahacza o faryzeizm, o moralność zewnętrzną, która każe człowiekowi dziękować za to, że jego łajdactwo nie wyszło na jaw. Ktoś taki działa na zasadzie: głupi nie ten, kto grzeszy, ale ten, co daje się złapać – zauważa.

– Następnie można przyjrzeć się swojemu postępowaniu, zadając sobie trzy pytania: czym zasmuciłem Boga, jak obraziłem ludzi, jak skrzywdziłem samego siebie – proponuje duszpasterz.

Popularne są też rachunki sumienia według Dekalogu albo według siedmiu grzechów głównych. Niektórzy sięgają też do formuły modlitwy powszechnej, pytając siebie, jak zgrzeszyli myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Można także analizować swoje postępowanie według schematu: praca zawodowa, życie rodzinne, życie wewnętrzne. Jeszcze inni robią to na podstawie katalogu grzechów głównych: czy byłem pyszny, czy byłem chciwy, czy zgrzeszyłem nieczystością, zazdrością, obżarstwem, czy zawiniłem gniewem lub lenistwem.

– Warto też czasem spojrzeć na siebie nie od strony grzechów, lecz owoców ducha, które wymienia św. Paweł w liście do Galatów (5,22): „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność”. Zadając sobie pytania w rodzaju: „czy zawsze okazywałem miłość, czy wprowadzałem radość, czy byłem uprzejmy, czy dochowałem wierności”, zaczynamy widzieć popełnione przez nas grzechy zaniedbania – zauważa spowiednik. Wskazuje, że rachunek według owoców ducha jest dobrym sposobem na „dobranie się do swojej doskonałości”. Czasami radzę swoim penitentom robić rachunek ze smutków, niepokojów i lęków. To są emocje, które grzechem nie są, ale nieraz na grzech wskazują. To mogą być oblicza pychy. Jeśli się człowiek boi, może to oznaczać, że nie ufa do końca Bogu. Bywa też, że ktoś jest smutny, bo zawiódł się na samym sobie i ma problem z własnym „piarem”. Z kolei ten, kto się niepokoi z powodu tego, co może się wydarzyć, często nie wierzy, że Bóg zna jego przyszłość i będzie się nim opiekował. Albo też boi się, że nie zdobędzie jakichś punktów i nie będzie miał jakichś sukcesów. Nie spowiadamy się więc z uczuć, ale dociekamy przyczyny, która się pod nimi czai. A przyczyną bardzo często jest pycha, która każe człowiekowi liczyć tylko na siebie, bez zwracania się do Boga.

Można też zrobić rachunek sumienia według sakramentów. Każdy z nich niesie ze sobą jakieś przesłanie moralne. Na przykład chrzest wiąże się z zobowiązaniem do wierności Bogu, bierzmowanie zakłada świadectwo chrześcijańskie, a Komunia wiąże się z miłością do Jezusa.

Żal za grzechy

„O, Boże, przepędziłem moje lata, nie miłując Ciebie. O, Panie, nie chciej pamiętać na dawne moje występki!” – modlił się św. Augustyn. Wiele łez wylał, gdy w świetle Bożej miłości zobaczył własne grzechy. Taki żal, zwany doskonałym, jest darem Ducha Świętego.

– To jest wielka łaska, więc trzeba o nią prosić – podkreśla ks. Stefan Czermiński. Od postawy człowieka też jednak coś tu zależy, na przykład od tego, czy skieruje myśl ku rozważaniu męki Pańskiej, czy też zajmie się czymś innym. Pamiętam moją pierwszą spowiedź. Przed wyjściem do kościoła mama kazała mnie i mojej siostrze bliźniaczce uklęknąć przy łóżku przed krzyżem. Odmawialiśmy taką modlitwę: „Dlaczego, Jezu, masz rany na nogach i rękach? Z miłości do mnie. Dlaczego masz koronę cierniową na głowie? Z miłości do mnie. Dlaczego masz bok przebity? Z miłości do mnie”. Ja się wtedy zaniosłem szlochem. To był żal doskonały, który w tym wypadku wiązał się z łaską rodziców, jakich miałem, z łaską wiary. Ale ostatecznie to Bóg zasiewa w nas miłość do siebie, która owocuje łaską żalu doskonałego. Istotny jest bliski kontakt z Nim. Jeśli ktoś kocha Boga, to wzbudzenie żalu doskonałego jest dla niego czymś naturalnym. W gruncie rzeczy trzeba więc prosić o łaskę miłości do Boga – przekonuje kapłan. – Żal doskonały charakteryzuje się tym, że nie ma tam lęku przed piekłem. Święty Jan mówi: „W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą”. W miłości jest ból, ale lęku nie ma. Przy takiej postawie człowiek żyje w stałym przeświadczeniu, że jest wielkim dłużnikiem Boga. Nie potrzebuje grzeszyć, żeby trwać w skrusze – wskazuje.

A co z tymi, którzy nie potrafią wzbudzić żalu doskonałego? Bóg w swoim miłosierdziu odpuszcza penitentom grzechy również wówczas, gdy mają niedoskonałą motywację. Aby spowiedź była dobra i skuteczna, wystarczy żal tzw. niedoskonały, powodowany obawą przed potępieniem.

Istotny jest także nasz stosunek do grzechów zwanych lekkimi. Nazwa sugeruje, że mamy tu do czynienia z drobnostkami, na które możemy sobie pozwolić. To fałsz. – Kiedy ranimy kogoś, kto nas bardzo kocha, jego ból jest wielki, nawet gdy czyn wydaje się mało szkodliwy. Ból, jaki sprawia grzech, zależy nie tyle od samego czynu, ile od stopnia bliskości. Kto lekceważy lekkie grzechy, tego szatan usypia, sprawiając, że po jakimś czasie wpada się w grzechy ciężkie – przestrzega spowiednik.

Mocne postanowienie poprawy

„Jeśli zaś miłosierdzie Pańskie wyrwie cię z grzechów, nade wszystko strzeż się powrotu do nich dla ratowania duszy własnej” – pouczał św. Józef Pelczar. Jeśli ludzie łatwo powracają do grzechu, to znaczy, że prawdopodobnie niezbyt szczerze żałowali. Szczerość żalu najlepiej weryfikuje się w postanowieniu poprawy. Jeśli i ono jest szczere, to nie powinno się skończyć na samym postanowieniu. – Kiedy słyszymy „mocne postanowienie poprawy”, to do głowy przychodzi nam zapewnianie w rodzaju: „Niech mnie piorun strzeli, jeśli się nie poprawię! Będę lepszy, jak Boga kocham!”. Ale to nie polega na głośnym wołaniu, że się poprawię. Mocne nie znaczy głośne, tylko prawdziwe – zaznacza ks. Stefan Czermiński.

Szczera spowiedź

„Początkiem dobrych czynów jest wyznanie złych” – mówi św. Augustyn. Szczere wyznanie grzechów jest najtrudniejszym dla penitenta momentem spowiedzi. „Wiem, że samooskarżenie kosztuje cię krótką chwilę upokorzenia. Ale czy potępienie własnych grzechów jest rzeczywiście upokorzeniem? – pytał retorycznie św. Jan Vianney.

– Czasami ludzie mówią w spowiedzi: „Panie Jezu, przepraszam Cię za…”. To jest piękna formuła, która może zwiększać szczerość, bo penitent wtedy bardziej uświadamia sobie, że wyznaje grzechy Jezusowi, a nie księdzu. Chodzi o wiarę, że słucha mnie Chrystus i że On wszystko wie. Szczerość jest bardzo ważna. Jej brak w spowiedzi nie tylko nie prowadzi do odpuszczenia grzechów, ale wręcz powiększa winę. Najczęstszy rodzaj zatajenia grzechu to tzw. owijanie w bawełnę, unikanie nazwania przewiny po imieniu. Na przykład mówi ktoś ogólnie „kłóciłem się z żoną”, ale nie powie, że już pół roku z nią nie rozmawia. Ważne jest też odrzucenie pokusy dobrego wypadnięcia przed spowiednikiem. To blokuje naszą szczerość, sprawia, że zamiast wyznawać grzechy, w istocie chwalimy się swoją duchową wrażliwością, dociekliwością, elokwencją. Odgrywamy przed spowiednikiem jakiś teatr, bo chcemy swoje grzechy „ładnie sprzedać” – mówi duszpasterz.

Często jest tak, że ludzie się bardzo wstydzą. Nie potrafią tego przeskoczyć, a przecież zatajenie grozi świętokradztwem. Co z tym zrobić?

– Można po prostu powiedzieć o tym księdzu: „Mam jeszcze taki grzech, którego strasznie wstydzę się wyznać, czy by ksiądz mi nie pomógł?”. Owszem, przy wyznaniu grzechów czujemy upokorzenie, ale ta męka skraca nam czyściec. Warto też sobie uświadomić, że i ksiądz chodzi do spowiedzi. Grzeszy tak jak ja – radzi kapłan. Dodaje, że warto, aby penitent na początku spowiedzi ogólnie się przedstawił: ile ma lat, czy np. żyje w małżeństwie, czy nie, ile ma dzieci, jaki ma zawód. Dla spowiednika te informacje są ważne, żeby mógł należycie ocenić jego sytuację.

Zadośćuczynienie

„Tylko małą pokutę zadaję tym, którzy się dobrze spowiadają; reszty sam za nich dokonuję” – zwierzył się kiedyś św. Jan Maria Vianney. Ta „reszta” to liczne i ciężkie umartwienia, jakie święty proboszcz brał na siebie.

– W zadośćuczynieniu chodzi m.in. o pokutę, którą nakłada kapłan. Ona jest zazwyczaj symboliczną „rekompensatą” za szkody, które się wyrządziło grzechami. Symboliczną, bo zranienia miłości Bożej nie zdołamy naprawić. Naprawia ją tylko Boża miłość, tylko ofiara Pana Jezusa. W pokucie, jaką my odprawiamy, chcemy dać znać Jezusowi, że z Nim współcierpimy. Najistotniejsza jest tu postawa wdzięczności. Powinniśmy być zawsze bardzo wdzięczni Jezusowi za to, co dla nas zrobił.

Innym elementem zadośćuczynienia jest naprawienie szkód, na ile można to zrobić: odwołać kłamstwa, które się powiedziało, zwrócić rzeczy, które się przywłaszczyło, okazać miłość tam, gdzie się skrzywdziło. – To czasem jest kwestia prostej kultury, nawet w zwykłych ludzkich układach, a tym bardziej w sferze wiary – mówi ks. Stefan Czermiński. – Pokuta powinna być naszą stałą postawą życiową. Powinniśmy w nią coraz głębiej wchodzić. W istocie chodzi w niej o to, żeby pocieszać Jezusa – podsumowuje.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Pobieranie... Pobieranie...
« » Październik 2020
N P W Ś C P S
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
Pobieranie... Pobieranie...