Scena jak z baśni. W pierwszy czytaniu, gdzie Piotr i Jan uzdrawiają chromego od urodzenia. „Nie mam srebra ani złota – powiedział Piotr – ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!”
Znacznie więcej, niż srebro czy złoto. A przy okazji to zapowiedź nowego świata; tego po zmartwychwstaniu nas wszystkich. Świata, w którym nie będzie kalectwa, bólu, nie będzie niesprawiedliwości i krzywd. I nie będzie największego wroga człowieka – śmierci.
Ciekawe, czy owi dwaj uczniowie idący do Emaus, o których słyszę w dzisiejszej Ewangelii, zdawali sobie z tego sprawę. To był dopiero początek. To było pokonanie śmierci przez Jezusa. I udowodnienie, że ucząc co uczył miał rację, naprawdę był Bożym wysłańcem. Czy do Jego uczniów już wtedy dotarło to, co dla nas najważniejsze: że i my zmartwychwstaniemy?
Jeśli nawet nie, to szybko ta konsekwencja zmartwychwstania Jezusa też do nich dotarła. Nic nie było odtąd dla nich straszne.... I dla mnie, o ile idę drogą za Chrystusem, być nie powinno.