Śmierć? Tylko zły sen

Przystanek trzeci: Jezus objawia się Marii Magdalenie J 20, 11-18.

Reklama

Dlaczego Maria Magdalena stojąc przy pustym grobie Jezusa płakała? Scena ta tak barwnie przedstawiona jest tylko w relacji Ewangelisty Jana. Marek ledwo o niej wspomina, Mateusz mówi o spotkaniu Jezusa z kobietami (w liczbie mnogiej), a Łukasz nie wspomina o tym wcale. Skąd różnice? Po odkryciu przez kobiety pustego grobu musiał zapanować wielki rozgardiasz. Nie tylko w sensie fizycznym: że biegali w tę i z powrotem. To zamieszanie musiało powstać także w ich sercu. Ból pomieszał się z nadzieją, a potem zastąpiony został radością. Dlatego czas zatarł w ich pamięci dokładną chronologię. Ale że widzieli Jezusa, było dla nich tak pewnym, że nawet nie próbowali tych swoich różniących się w szczegółach opowieści uzgadniać...

I chyba właśnie z powodu tego nerwowego napięcia Maria Magdalena stojąc nad pustym grobem Jezusa płakała. Pana nie było w grobie. Piotr i Jan sprawdzili co i jak, ale odeszli. Jan, jak później napisał,  widząc leżące w grobie pogrzebowe płótna –

uwierzył. Ale co ona miała zrobić? Pewnie ból nie do końca odszedł. Pusty grób był dopiero nadzieją. A co jeśli to tylko głupi żart i za chwilę okaże się, że ciało jej ukochanego Mistrza z jakiegoś powodu przeniesiono i leży w innym grobie? Okrutny byłby to koniec tak nagle rozbłysłej nadziei.....

Kim była? Mylnie identyfikuje się ją czasem z jawnogrzesznicą. A jeśli nią nie była, to

właściwie niewiele o niej wiemy. Tylko tyle, że Jezusa poznała w Galilei, gdy wypędził z niej siedem złych duchów. Odtąd wiernie chodziła za Nim. Tak wiernie, że jako jedna z nielicznych odważyła się stanąć pod Jego krzyżem. Pewnie zwyczajnie Go kochała. Niekoniecznie, jak chciały później legendy, miłością oblubienicy. Może tak zwyczajnie, po prostu, miłością wielką, ale bezinteresowną, miłością kobiety podziwiającej Mistrza, ale nawet nie śniącej o tym, by mogli się kiedyś ze sobą związać....

Stała i płakała. Nawet kiedy zobaczyła w grobie dwóch aniołów, którzy pytali, czemu płacze, odpowiedziała tak normalnie, jakby samo to widzenie nie było już zjawiskiem niezwykłym, że płacze z powodu zniknięcia ciała jej Pana. Postać, która podeszła do niej z drugiej strony, pewnie ledwie dostrzegła, skoro wzięła Go za ogrodnika. I jeśli  w pierwszej chwili nawet  Jego zaczęła prosić, by pomógł odnaleźć Jego ciało, musiała być naprawdę skołowana... Dopiero gdy Jezus zwrócił się do niej po imieniu...

To musiało być jak grom z jasnego nieba. W jednym momencie, w jednej chwili wszystkie te straszne wydarzenia ostatnich dni przestały się liczyć. Zniknęło też to przygnębiające pytanie, gdzie się podziało Jego ciało. Nigdzie! Oto stoi przed nią żywy! Nerwowy płacz zastąpił wybuch radości. Może ze szczęścia, zapominając o konwenansach, rzuciła Mu się na szyję? Tak to wygląda, bo inaczej dlaczego Jezus powiedziałby, że ma Go nie dotykać czy nie zatrzymywać?

Ta jedna chwila spotkania z Jezusem wszystko zmieniła. Dawniej dręczona przez złe duchy, teraz stała się pierwszą, która spotkała Zmartwychwstałego Pana. Nawet przed Apostołami. A że Jezus polecił jej, by opowiedziała im o tym spotkaniu, stała się nawet Apostołką Apostołów....

W postaci Marii Magdaleny możemy odnaleźć siebie. Bywa że i nam, chrześcijanom XXI wieku, ból przysłania nawet najbardziej oczywiste oczywistości. Przecież śmierć, zwłaszcza kogoś, kogo kochamy, zazwyczaj  rodzi łzy. Jezus spotykający Marię Magdalenę nad własnym grobem... No cóż, to trochę jak obudzenie kogoś ze złego snu. To uświadomienie, że cały ten bagaż bólu można już wyrzucić. Ostatecznie nic złego się nie stało. Jestem, żyję! Zabili mnie, prawda, ale przecież zmartwychwstałem! To obietnica dana każdemu z nas, że i my zmartwychwstaniemy. I że jak Maria Magdalena spotkała Ukochanego, tak i my, zarówno Boga, jak i naszych ukochanych zmarłych, też kiedyś spotkamy. Teraz nie możemy ich dotykać, nie możemy ich przy sobie zatrzymać. Ale kiedyś czas takiego spokojnego spotkania też nadejdzie. I celebrowaniu przyjaźni, miłości, nie będzie końca....

Scena spotkania Jezusa z Marią Magdaleną uświadamia nam coś jeszcze. Dla Chrystusa nie mają znaczenia nasze stanowiska czy godności. Apostołowie... Cóż, i oni nie pochodzili ze społecznych wyżyn. Mogło się jednak wydawać, że skoro Jezus ich wybrał, to właśnie im powinien pokazać się jako pierwszym. A Jezus wybrał Marię Magdalenę, kobietę o podejrzanej przeszłości, z której musiał kiedyś wyrzucać złe duchy... Bo wieść o zmartwychwstaniu jest dobrą nowiną dla wszystkich. Tych ostatnich w społecznej hierarchii też.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Listopad 2017
    N P W Ś C P S
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama