Instrukcja obsługi konfesjonału

Boimy się tego, czego nie znamy. Z czym nie jesteśmy oswojeni. Trochę jak z pierwszym smartfonem, komputerem, wyprawą samolotem czy bankomatem.

Jak zapowiadaliśmy nie będzie fajerwerków ani szokujących porównań. Raczej kilka myśli, spostrzeżeń, obserwacji. Pisanych z punktu widzenia przystępującego do sakramentu pokuty, ale i spowiednika.

Wchodząc przed laty po raz pierwszy do rozkrzyczanej klasy zacząłem od historyjki o małym dziecku. Stało przed drzwiami za którymi były schody, dalej ciemny korytarz, na końcu drzwi. Dziecko wiedziało, że musi dojść do drzwi, nie ma światła, będzie musiało iść samo. Zapytałem uczniów o możliwą reakcję. Tupie i gwiżdże. Dlaczego? Bo się boi. Zakończyłem pytaniem: czego się boicie.

Boimy się tego, czego nie znamy. Z czym nie jesteśmy oswojeni. Trochę jak z pierwszym smartfonem, komputerem, wyprawą samolotem czy bankomatem.

Ostatni pojawił się w moich rozmowach z dziećmi, przygotowującymi się do pierwszej spowiedzi. Bankomat? – Wypłacamy, chórem odpowiedziały, jakby trenowały z miesiąc. Wpłatomat? – Wpłacamy. A to? – wskazałem na konfesjonał. Chwila ciszy. Wreszcie jeden z chłopców zdobył się na odwagę: grzechomat! Salwa śmiechu. Potem już proste czynności. Jak klęknąć, by dostawianym konfesjonałem ksiądz nie oberwał w głowę. Mówienie szeptem do ucha. Co zrobić, gdy nie usłyszę pokuty. Na końcu wyjaśnienie skąd wzięła się nazwa konfesjonał.

Dla jednych proza życia. Inni taki sposób przygotowania uznają za trywialny. Być może. Nie sposób jednak nie zauważyć, że chodzi o oswojenie z rzeczywistością dotychczas obcą, a mającą towarzyszyć na co dzień naszemu wzrastaniu w wierze. Oswoić jak nowy dom, klasę, szkołę, pracę... Uczynić konfesjonał cząstką swojego życia. Być z nim bardziej zżytym, niż ze smartfonem czy przyjacielem.

Gdy mały Norbert podczas Mszy św. za dziadka zwiedzał kościół, w pewnym momencie wylądował w konfesjonale. Teraz ma 9 lat i szykuje się do pierwszej spowiedzi. Był pierwszym kandydatem, chcącym wystąpić w instrukcji obsługi. On już wiedział, że konfesjonał nie gryzie.

Tym, co gryzie, zajmiemy się w następnym odcinku. W międzyczasie proponuję ćwiczenie z oswajania. Podejdź do pustego konfesjonału. Dotknij ręką. Przyłóż do kraty czoło. Wyobraź sobie, że tam siedzi Jezus. Przyjaciel celników i grzeszników.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Ppp
    14.02.2018 16:36
    Nie zawsze boimy się tego, czego nie znamy – czasem boimy się znanego, bo mamy złe doświadczenia. Konfesjonał nie jest grożny, tylko jego “nadzienie” w postaci księdza oderwanego od rzeczywistości.
    Pozdrawiam.
  • Tomasz
    15.02.2018 15:03
    Też myślałem tak jak ty wylałem mnóstwo pomyj na kościół i księży ale walczę i chcę się zmienić nie ma bowiem innej drogi do boga niż przez Ewangelie spowiedź i komunię
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...
    « » Kwiecień 2018
    N P W Ś C P S
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    Pobieranie...