Sumienie z książeczki?

Sanktuarium sumienia nie jest miejscem spotkania z grzechem. Jest miejscem spotkania z Bogiem.

Konfesjonał nie gryzie. Spowiednik niekiedy (choć gryzący rzadkim bywa okazem). Gryzie sumienie. Choć z tą funkcją mogą być wielorakie kłopoty.

Nazywane bywa sanktuarium. Czyli miejscem świętym. Jakoś trudno wyobrazić sobie, by miejsce przebywania z Bogiem sam na sam, miało być salą tortur. Dlatego warto szukać innego, bardziej trafnego sformułowania. Jeśli Bóg, to światło. Nie tyle oślepiające (po co Bogu ktoś, kto nie będzie w stanie zobaczyć), co rozjaśniające. Jak paschał w noc Zmartwychwstania, niczym starotestamentalny słup ognia, prowadzi w ciemności. Owszem, dookoła pozostają ciemności. Ale dzięki światłu – jak śpiewamy z jednym z kanonów z Taize – ta ciemność nie jest ciemna, a noc jak dzień zajaśnieje. W praktyce znaczy to tyle, że sumienie nie tylko wskazuje na grzechy. Jeszcze bardziej wskazuje na Tego, który z grzechu wyzwala, oczyszcza w wodzie Miłosierdzia, prowadzi na zielone pastwiska.

Tu pojawia się kolejny problem. Jak to jest – słyszę pytania – że jeden, napluwszy bliźniemu w twarz, widzi swoją winę, przeprasza, naprawia, prosi Boga i bliźniego o przebaczenie, inny zaś śmieje się mówiąc: deszcz pada. Sanktuarium z defektem czy jego właściciel?

W prasie włoskiej ukazała się informacja o tabernakulum, znalezionym po kilkunastu miesiącach pod gruzami kościoła w Arquata. Hostie znajdowały się w stanie nienaruszonym. Podobnie może być z sumieniem. Przychodzi trzęsienie ziemi. Czytaj: bolesne wydarzenia, młodzieńczy bunt, niedojrzałość czy zwykłe lenistwo. Walą się mury, zasypują drzwi, ale Bóg jest w środku. Czeka. Jeden zakasuje ręce i bierze się do roboty. Inny potrzebuje ratowników. Bywa, że wejście odsłania się samo po kolejnym kataklizmie.

Skoro czytasz ten tekst można śmiało zakładać, że wejście do twojego sanktuarium nie jest zasypane. Wchodzimy zatem do środka i… czeka nas niespodzianka. Odkrywamy, że sanktuarium sumienia nie jest miejscem spotkania z grzechem. Jest miejscem spotkania z Bogiem. On zna nasze możliwości, wie, co kryje się w naszych sercach. Wie także, co w danym momencie jest dla nas najlepsze. Pokaże nam tyle, ile jesteśmy w stanie znieść. Nie włoży ciężaru ponad siły. Święty Jan Bosko powiedział kiedyś swoim wychowankom: „gdyby Bóg w jednym momencie pokazał nam wszystkie grzechy, jakie popełniliśmy, umarlibyśmy z przerażenia”. Na szczęście jest świetnym pedagogiem. Zna możliwości swego dziecka.

Podczas studiów obserwowałem zdających przede mną kolegów. Zdarzał się profesor niezainteresowany wyrecytowaniem zapamiętanej podczas wykładów wiedzy. Proponował wówczas luźna rozmowę, podczas której można było wykazać się nie tylko pamięcią. Bardziej zrozumieniem, umiejętnością dialogu, formułowaniem wniosków, szukaniem słabych punktów. Co wcale nie znaczyło, że robienie na wykładach notatek i trud ich kilkakrotnego czytania, były czasem straconym. Przeciwnie, dawały świetny punkt wyjścia. Oczywiście jedni z szansy korzystali, inni, stosujący tak zwaną perypatetycką metodę utrwalania wiedzy, czuli się zagubieni.

Rozmowa z Panem Bogiem w sanktuarium sumienia co prawda egzaminem nie jest, ale trzymane w rękach notatki mogą temu dialogowi w poważny sposób zaszkodzić. Trochę jak z tym mało rozgarniętym uczniem. Mistrz wskazywał palcem słońce, on patrzył na palec.

Wbrew rozpowszechnionej praktyce wchodzenie do sanktuarium sumienia jedynie w trakcie przygotowania do spowiedzi nie jest zbyt szczęśliwym rozwiązaniem. Uzasadnienia należy szukać wyżej, w drugim akapicie. Światło i droga. „Kładę przed tobą dobro i zło, życie i śmierć. Wybieraj…” Sumienie jest przede wszystkim miejscem, gdzie Bóg pozwala nam rozpoznać i wybrać. To jest pierwsze i najważniejsze zadanie sumienia. Jeśli nie nauczymy się tego, będziemy brnąć w te same wciąż grzechy, a Bóg z miłosiernego Ojca przeobrazi się w czyhającego na nasze potknięcia sędziego.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Ppp
    22.02.2018 07:35
    Wszystko świetnie wygląda do momentu praktycznego zastosowania. Ważnym problemem jest np. kazuistyka.
    Napłułem komuś w twarz (symbolicznie), poniewarz rzucał przeciwko mnie fałszywe oskarżenia i nie przestawał, pomimo upomnień.
    Moja wina, bo nie wytrzymałem?
    Czy jego, bo źle robił i nie chciał poprawić swojego zachowania?
    Na spowiedzi wyznaje się swoje grzechy, a nie cudze, więc zeznanie j.w. wyglądałoby nieco dziwnie – ksiądz mógłby uznać, że chcę zamazać własną winę.
    Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...
    « » Maj 2018
    N P W Ś C P S
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    Pobieranie...