W świątyni sumienia

Gdybyśmy mogli słuchać Boga tak, jak słuchamy innego człowieka, pewnie byłoby nam łatwiej. Bóg jednak nie chciał w tak namacalny sposób objawiać człowiekowi swojego istnienia. Dlatego zdani jesteśmy na narzędzie znacznie bardziej wyrafinowane niż ucho: sumienie.

Reklama

Wiesz czego Bóg od ciebie chce, gdy czytasz jego list skierowany do ludzi – Pismo Święte. Ale choć to podstawowy, nie jedyny sposób na usłyszenie tego, co mówi. Jego głos możesz także usłyszeć wsłuchując się w swoje… No właśnie. Serce? Może lepiej napisać:  sumienie.

Myśląc o sercu jako o sposobie na usłyszenie Boga, bardzo łatwo popaść w niebezpieczny indywidualizm. Głupi poryw serca – np. by związać się z zamężną kobietą czy wykrzyczeć komuś swoją złość – wziąć za pomysł samego Boga. W relacji z Bogiem istnieje też inne niebezpieczeństwo: kierowania się tylko czy głównie uczuciami. Wtedy, gdy brakuje radości z modlitwy (specjaliści nazywają to nocą duchową albo nocą zmysłów) łatwo uznać, że mimo starań, by być świętym, z niewiadomych powodów Bóg się od człowieka odwrócił. Można też mieć całkiem dobre samopoczucie, a obiektywnie rzecz biorąc być draniem. Dlatego chyba lepiej mówiąc o odkrywaniu głosu Boga w głębi swojego jestestwa  nazywać tę trudną do ujęcia rzeczywistość sumieniem.

Najprostsza definicja wyjaśnia: sumienie to zdolność odróżniania dobra od zła. Co ma piernik do wiatraka? To znaczy co odróżnianie dobra od zła ma do modlitwy? Wydawać by się mogło, że sumienie może się przydać jako kanał do usłyszenia Boga tylko w sytuacji, gdy chodzi właśnie o owo odróżnienie dobra od zła. I że powtarza ono tylko dobrze znane prawdy w stylu, że wspomóc biednego to dobrze, a dać komuś w zęby to źle. Kiedy jednak podczas modlitwy wsłuchujesz się w swoje sumienie, odkrywasz, że to zdolność znacznie bardziej misterna. Pozwala odkrywać, że nie ma co zadowalać się małym dobrem, gdy można sięgnąć po większe.

Komu chcesz służyć? Panu czy jego słudze? – usłyszał późniejszy święty Franciszek, gdy wybierał się wesprzeć papieża w toczonych przezeń wojnach. Może głos, który wtedy usłyszał nie dotarł nigdy do jego ucha, a pojawił się w sercu. Ale ten głos sprawił wstrząs. Franciszek wybrał dobro większe. Podobnie było i później, gdy wedle hagiografów znów usłyszał głos wzywający go do odbudowania K(k)ościoła. Z początku myślał o kosztownej, mozolnej i trudnej pracy nad odbudową budynku. Potem odkrył, że chodzi o zadanie stokroć trudniejsze. O odnowienie, tchnięcie nowego ducha do wspólnoty  ludu Bożego. Człowiek stający przed Bogiem i otwarty na Jego głos doświadcza nieraz podobnych sytuacji.

Czy św. Franciszek był pod tym względem jakoś szczególnie uprzywilejowany? Czy wezwania, które słyszy w swoim sumieniu zwykły chrześcijanin, są mniej doniosłe? Trudno na te pytania jednoznacznie odpowiedzieć. Całkiem jednak możliwe, że to nie kwestia wielkości Bożego wezwania, ale wielkoduszności twojej odpowiedzi. Choć w sprawach łatwiejszych – owszem, kierujesz się Bożym głosem swojego sumienia, brakuje ci odwagi, by zostać Bożym szaleńcem.

Sumienie może podpowiadać: choć jesteś wściekły, zaniechaj zemsty. Kiedy indziej powie: za mało dbasz o swoich chrześniaków; pomódl się za nich. Albo przy jeszcze innej okazji: dlaczego wspomagać biednego drobniakami, skoro stać cię na więcej?  W gruncie rzeczy tylko od twojej odwagi zależy, na ile Bogu pozwolisz. Trzeba być roztropnym? Owszem. Ale pamiętaj, że rozwaga jest niedaleka od tchórzostwa.

Z sumieniem problem jest taki, że może być wykrzywione. Dlatego, aby naprawdę było w Tobie głosem Boga, musisz zadbać o jego prawidłowe ukształtowanie. Jak? Tak tak, pamiętasz do z lekcji o przygotowaniu do modlitwy. Musisz często spotykać się  z Bogiem i pozwalać Mu się kształtować. Zwłaszcza wsłuchując się w to, co mówi do każdego człowieka przez swoje zapisane na kartach Pisma Świętego Słowo. Nie zawadzi, jeśli dasz się kształtować przez pobożną lekturę czy rekolekcje. Niewiele jednak to da, jeśli zapomnisz o wspaniałym darze, w który wyposażył cię Bóg: swoim rozumie. To on pozwala ci uniwersalną naukę Bożą dostosować do swojej konkretnej sytuacji. To on pozwala ci w konkretnej sytuacji zobaczyć, co jest dobre, co złe, a co jeszcze lepsze. I pozwala ocenić co realne, a co jest mrzonką.

Kształtując swoje sumienie, musisz też bardzo uważać na wpływ otoczenia. Bywa on pozytywny, ale bardzo łatwo ulec złym modom. „Nie wierzę w miłość” – mówi porzucona dziewczyna, jakby kochanie nie było wyborem woli, a chorobą, na którą się niespodziewanie zapada, ale która też równie nagle mija. Po to masz oświecony Bożym słowem rozum, by na ten modny slogan nie dać się złapać. Przede wszystkim zaś strzeż się destrukcyjnego wpływu własnych grzechów. Wygodnie jest uznać, że grzech, który sami popełniamy, zwłaszcza często, nie jest tak naprawdę żadnym złem. Że to tylko wymóg nieżyciowego Kościoła albo przejaw myślenia nie nadążającego za nowoczesnym stylem życia. Masz rozum. Nawet samemu sobie nie daj się wodzić za nos.

Modlitwa to też słuchanie. Kiedy wiec stajesz do modlitwy i powierzasz Bogu swoje sprawy, czasem się zatrzymaj. Pozwól, by Bóg przez Twoje sumienie pozwolił Ci spojrzeć na otaczający Cię świat swoimi oczyma.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Październik 2017
    N P W Ś C P S
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama