Zaczynajmy w imię Boże

Witaj. Jak się masz? Tą formułą pewna moja znajoma zawsze rozpoczynała swoją ze mną rozmowę na gadulcu. Jakoś zacząć trzeba.

Reklama

Przyjęło się, że najpierw trzeba się przywitać.  Więc pada „dzień dobry”, „cześć”, „witaj” albo jeszcze jakoś inaczej. A pytanie o samopoczucie? Bardzo miłe. Choć czasem nie wiadomo, co odpowiedzieć: mówić prawdę czy trzymać się konwenansu? Ale po tych wstępnych ceregielach rozmowa może już bez przeszkód toczyć się dalej.

Od czego zacząć modlitwę? No jak to? Od znaku krzyża. Zawsze się tak robi. Czy to rozpoczynając pacierz, czy odmawiając różaniec, czy uczestnicząc w Eucharystii. Bez tego trudno wyobrazić sobie początek modlitwy. To utarty zwyczaj. Jak powiedzenie „dzień dobry” wychodzącej właśnie z psem sąsiadce, jak zapięcie pasa bezpieczeństwa po wejściu do samochodu. Bez tego się nie da. A jednak redukowanie znaku krzyża do grzecznościowej formuły przywitania jest piramidalnym nieporozumieniem.

Gest znaku krzyża – także ten wykonywany na samym początku Mszy Świętej – to niejako naznaczenie się Chrystusem. To gest oddania się Mu. Dotykając czoła, piersi i ramion mówię: Jestem, Jezu, cały Twój. Twoje są moje myśli, Twoje jest moje serce, Twoje są moje gotowe do pracy ramiona. Cały oddaję się Tobie. Jestem do Twojej dyspozycji.

Temu gestowi towarzyszą też słowa. Niezwykle istotne: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. To co rozpoczynam znakiem krzyża, rozpoczynam w imię Trójjedynego Boga. Nie dla własnej chwały, nie dla uczczenia bliźniego czy dla wypełnienia czymś pustki jakiejś nadętej, okolicznościowej  imprezy; nie w imię walki o prawa człowieka, nie w imię lepszej przyszłości, nie w imię sukcesu jakiejś partii politycznej. W imię Boga. To Bóg jest najważniejszy w tym co zgromadzony na Eucharystii lud Boży będzie robić. To w Jego imię rozpoczynamy.

Kazanie nudne? Sąsiad fałszuje? Nie rozpocząłem znakiem krzyża, żeby za najważniejsze uznać moje zadowolenie z kazania albo żeby najistotniejsze miały być moje wrażenia estetyczne. Podczas Eucharystii najważniejsze jest oddanie czci Bogu. Wszystko inne jest drugorzędne. Ale dobrze by było, żeby celebrans też poczuł się tym rozpoczęciem w imię Boże zobowiązany. By wszystko odbyło się na chwałę Bożą. Nie ku chwale zacnych, a obecnych na Mszy celebransów i gości, nie dla zainteresowania nudzących się dzieci, nie dla stworzenia widowni dla występującego chóru czy orkiestry. Wszystko dla Trójjedynego Boga. Bo w Jego imię każdą Eucharystię rozpoczynamy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Maj 2017
    N P W Ś C P S
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama