Refleksja na dziś - 3. tydzień Wielkiego Postu

Przeczytaj i rozważ


Troska o świątynię (Wj 20,1-17; Ps 19,8-11; 1 Kor 1,22-25; J 2,13-25)

Denerwują cię prymitywne dekoracje z papieru i styropianu. Marzysz o wypełnionym anielską muzyką przedsionku nieba. Odsądzasz od czci i wiary za – twoim zdaniem – pobożność na pokaz. Domagasz się na forach wystawienia z kościołów stolików z prasą i rezygnacji z niedzielnej kolekty. Dlatego, że pożera Cię gorliwość o dom Boży. Nie chcesz, by był targowiskiem tandety i obłudy, miejscem handlu świętością.

Potem tkwisz godzinami przed epatującym kolejnymi zabójstwami ekranem. W niedzielne popołudnie relaksujesz się, wędrując z wózkiem po hipermarkecie. Nadstawiasz chciwie ucho na kolejny pikantny kawał. Każdego wieczoru Biblia przegrywa z lekturą znacznie ciekawszego tabloidu, a krzyż już dawno przestał być mocą, mądrością i punktem odniesienia.

Nie przeraża cię, że twoje serce niepostrzeżenie zamienia się w targowisko?



Abba, powiedz słowo:
Tak więc, dwie najpiękniejsze rzeczy dane są tym, którzy zmierzają do doskonałości: podjąć wytężoną i nieustanną walkę, i – mając nadzieję wznoszenia się coraz wyżej – prowadzić ją aż do kresu, oraz: nie zatracić się w pysze, ale zachować pokorę, to jest uznawać się za małych, skoro nie zostało osiągnięte jeszcze to, co jest doskonałe. (Pseudo-Makary Egipski)




Udowodnię wam (2 Krl 5,1-15a; Ps 42,2-3; Ps 43,3-4; Łk 4,24-30)

Nie chodziło o wyższość Abany i Parparu nad Jordanem. Naaman poczuł się urażony. On, wódz wojska syryjskiego, nie dostąpił przywileju spotkania z prorokiem. Został zatrzymany na progu, a odpowiedź przyniósł sługa. Elizeusz mógłby nie wzywać imienia Boga, swego Pana. Mógłby nie poruszyć ręką nad chorym miejscem. Żeby choć wyszedł…

Łatwiej o uzdrowienie człowieka małej wiary niż kogoś zbytnio zainteresowanego samym sobą. Wiedzieli o tym słudzy Syryjczyka. Dlatego nie powoływali się ani na święte księgi, ani na autorytet proroka. Mówiąc dosadnie wjechali staremu wodzowi na ambicję. Potrafisz znacznie więcej. Cóż dla ciebie znaczy wejść do wody. To ze względu na nich, nie ze względu na proroka, Naaman zawrócił i zanurzył się w Jordanie. Przecież musiał udowodnić swoim sługom, że i to potrafi.

Ale nawet znający dobrze swego pana słudzy nie przypuszczali, że w wodzie, oprócz oczyszczenia z trądu, dokona się inny cud. Wielki wódz odnalazł Kogoś większego. Gdy wrócił do męża Bożego nie było mowy o uzdrowionym. Mówił tylko o Tym, który uzdrawia.

Może na tym polegał problem mieszkańców Nazaretu że czekali na zdrowie, ale nie wyglądali Uzdrowiciela.



Abba, powiedz słowo:
Gdy dokonamy takiego oczyszczenia duszy, że osiągniemy prostotę niewinność i czystość, musimy wówczas położyć fundament pokory, który uniósłby wieżę, mającą sięgnąć nieba. Na nim należy wznosić duchową budowlę cnót, strzec umysłu od rozmów i niebezpiecznych rozproszeń, tak by powoli zaczął dochodzić do stanu Bożego myślenia i oglądania rzeczy duchowych (św. Jan Kasjan).




Ubliżam? (Dn 3,25.34-43; Ps 25,4-9; Mt 18,21-35)

Przed kilkoma dniami rozmawialiśmy na czacie o wielkopostnych umartwieniach. Zastanawialiśmy się, co jest większa ofiarą: zrezygnować z jedzenia czy pokonać własną pychę i ofiarować bliźniemu przebaczenie. A może jedno warunkuje drugie? Przywołałem wspomnienie więźniarki jednego z obozów koncentracyjnych. Urszula Wińska pisała o kobietach, poszczących w Boże Narodzenie i Wielkanoc w intencji swoich prześladowców. Ktoś z rozmówców stwierdził, że pisząc takie rzeczy ubliżam kobietom, które tyle wycierpiały. Zacząłem się zastanawiać. Jak daleko odeszliśmy od myślenia według Słowa Bożego, skoro mający wyprosić bliźniemu nawrócenie a serce skrzywdzonego uczynić zdolnym do przebaczenia post, rozumiany jest jako coś, co ubliża godności człowieka.

Być może coraz dalej nam do ofiarującej przebaczenie i przetwarzającej cierpienie na poziom odkupienia religii krzyża, a coraz bliżej do nic nie wymagającej i pozwalającej karmić się złudzeniami religii pozytywnych energii.



Abba, powiedz słowo:
Natychmiast okaż gotowość pojednania, póki jest czas, póki masz władzę nad swą duszą, spraw żebyś posiadł siłę, a po tym wszystkim myśl o sobie jako o słudze gnuśnym, jako że nie możesz oddać tyle, ile jesteś winien (Ewagriusz z Pontu).




Mądrość i umiejętność (Pwt 4,1.5-9; Ps 147,12-13.15-16.19-20; Mt 5,17-19)

Niektórzy obawiają się fundamentalizmu. Czyli dosłownej interpretacji od przecinka do przecinka. Straszą przy okazji wojnami religijnymi i zacofaniem kulturowym. W ich argumentacji koniecznie musi pojawić się widmo średniowiecza i ciemnogrodu. Mniej wojowniczy ograniczą się do streszczenia filmu o Amiszach i pytania o możliwość powrotu do takiej formy życia.

Po drugiej stronie jest konformizm. W imię prawa każdego człowieka „do własnej prawdy”. Trochę z poczucia zagubienia i bezradności na rynku idei i poglądów. Najczęściej dla świętego spokoju. Lepiej się nie narażać i siedzieć cicho, płynąc z prądem coraz brudniejszej rzeki. Czasem po cichu ponarzekać na czasy. Ale bez przesady.

Niekiedy mam wrażenie, że dziś nie grozi nam ani fundamentalizm, ani konformizm, ale najzwyklejsza w świecie ignorancja. Ale tylko niekiedy. Bo coraz częściej na zakończenie długiej rozmowy zdarza mi się usłyszeć: „wie ksiądz, to nie jest takie głupie”. Uśmiecham się wtedy subtelnie, myśląc o Mojżeszu. „Strzeżcie ich i wypełniajcie, bo one są waszą mądrością i umiejętnością…” I zastanawiam się, jak komuś, kto odkrył mądrość, pomóc nabyć umiejętność.



Abba, powiedz słowo:
Miłość i powściągliwość uwalniają duszę z namiętności, czytanie i rozważanie wyzwalają umysł z niewiedzy, wytrwała modlitwa zaś stawia go przy samym Bogu (św. Maksym Wyznawca).




Łaska wybrania (2 Sm 7,4-5a.12-14a.16; Ps 19,2-3.4-5.27 i 29; Rz 4,13.16-18.22; Mt 1,16.18-21.24a; albo: Łk 2,41-51a)

Nie bez powodu liturgia słowa dzisiejszej uroczystości łączy postaci Abrahama i Józefa. Chodzi nie tylko o wypełnienie obietnicy, danej pierwszemu. Bardziej o to, że obydwaj stanęli przed tajemnicą Bożego działania w pełnym tego słowa znaczeniu. Bóg objawił im swój plan, ale było w nim więcej niejasności niż pewników. Bo jak inaczej traktować polecenie wyjścia w nieznane czy nakaz przyjęcia pod swój dach kobiety z Dzieckiem.

Patrząc na te postaci odkrywamy inną stronę wiary. Ukazuje nam się nie jako zbiór pewników, ale jako postawa człowieka, który mimo licznych znaków zapytania, wątpliwości, a nawet sprzeczności, wyrusza w nieznane. A racją tego wyruszenia nie jest sens i logika, ale zaufanie Prowadzącemu.

Zastanawia, że nie padło tak często stawiane dziś pytanie – „dlaczego ja?” Nie było targu i wskazywania na lepszych, dąsania się i wykonywania poleceń na odczepne. Być może kluczem do zrozumienia takiej postawy są słowa, jakie słyszymy w aklamacji przed Ewangelią. „Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie.” Bo szczęście jest sumą łaski wybrania i odpowiedzi na zaproszenie.



Abba, powiedz słowo:
Jak pociechą dla wdowy w żałobie są synowie, tak dla duszy, która upadła, pociechą są trudy, gdyż one właśnie rozpraszają rozpacz powodowaną przez złe myśli, zasiewają ziarno wiary w możliwość nawrócenia, ogłaszają miłosierdzie Chrystusa i wyrzekają się popełnionych grzechów (Ewagriusz z Pontu).




Miłość niedoskonała (Oz 14,2-10; Ps 81,6-11.14.17; Mk 12,28b-34)

Nie zawsze nawrócenie jest owocem otwarcia serca na Boże Słowo, porywu miłości i fascynacji Jezusem. Bywa – i to dość często – że człowiek ma dość. Głodu, upodlenia, wewnętrznej szamotaniny, strachu, nieprzespanych nocy. Bywa, że nie potrafi już patrzeć na siebie w lustrze i bliźniemu w oczy. Bywa, że to, co do tej pory ubóstwiał, napawa go wstrętem. Wtedy mówi dość. Nie chcę więcej.

Ktoś powie, że to takie trochę gorsze nawrócenie. Że dokonało się nie prawem miłości, ale prawem pustego żołądka. Gdy zwiądł, przyszedł do źródła. Gdy wysechł, zapragnął tłustości oliwy. Nie przyszedł do Kogoś, ale po coś.

Czy to źle? Przecież nawrócenie nie zaczyna się w momencie przemiany człowieka w anioła. Zaczyna się, gdy ktoś jest niedaleko od Królestwa Bożego. Choćby wydawało się, że przyszedł tylko po chleb.



Abba, powiedz słowo:
Niech pamięć o Jezusie złączy się z twym oddechem, a wtedy poznasz pożytek wewnętrznego wyciszenia (św. Jan Klimak).




Uzdrowiciel (Oz 6,1-6; Ps 51,3-4.18-21; Łk 18,9-14)

Chciałem zlokalizować współczesnego faryzeusza. Znalazłem nawet miejsce, gdzie najbardziej lubi przebywać i kilka najchętniej powtarzanych przez niego formuł. Gdy już zacząłem o tym pisać jak miecz przeszyło mnie słowo Apokalipsy. „Radzę ci kupić u mnie (…) balsamu do namaszczenia twych oczu byś widział.” Nie tylko „haniebną swą nagość”. Przede wszystkim Tego, który leczy i ranę zawiąże. Bo Wielki Post nie jest czasem tropienia gorszego ode mnie. Jest czasem spotkania z Uzdrowicielem.

Wbrew pozorom przypowieść Jezusa nie opowiada o dwóch ludziach. Oni są tylko tłem. Na pierwszym planie jest Bóg, który usprawiedliwia. O Nim śpiewał Dawid: „Uwolniłem od brzemienia jego barki; jego ręce porzuciły kosze. Wołałeś w ucisku, a Ja cię ocaliłem”.

Lekarstwo trzeba umiejętnie stosować. Jeden ze świętych zostawił warty zapamiętania przepis. „Nie porównuj się z innymi. Bo to prowadzi albo do pychy, albo do zgorzknienia.” Gdy znów stanę przed pokusą szukania faryzeuszy, zawołam jak celnik i będę z krzyża wyglądał ratunku. Mam nadzieję, że – uzdrowiony – zobaczę brata.



Abba, powiedz słowo:
Módl się przede wszystkim o dra łez, tak, byś skruchą pokonał zatwardziałość serca. Później wyznaj Panu twoje nieprawości, a otrzymasz od Niego odpuszczenie grzechów (Ewagriusz z Pontu).






Czytania mszalne komentuje ks. Włodzimierz Lewandowski
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Maj 2018
N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
Pobieranie...