Katecheza chrzcielna

Przez chrzest, który jest zanurzeniem w męce, śmierci, zmartwychwstaniu Chrystusa, jesteśmy uzdolnieni do miłowania w wymiarze krzyża.

Sól nadaje potrawom smak i chroni je przed zepsuciem. Dlatego też zadaniem chrześcijan jest objawianie ludziom, na czym rzeczywiście polega życie, jaki jest jego prawdziwy smak. Mamy też chronić świat przed zepsuciem. Kościół ma spełniać swoje zadanie wobec świata, tak jak dziesięciu sprawiedliwych wobec Sodomy i Gomory. Tylu wystarczyło, by uratować te miasta od zagłady [por. Rdz 18, 32].

Dalej chrześcijanie mają spełniać rolę światła, aby inni nie błąkali się po omacku, by poznali kierunek życia ludzkiego. Nie chodzi o to, by każdemu dać odrobinę światła, zaledwie kaganek, lecz żeby było to mocno świecące światło w Kościele. Błędem jest, gdy traktujemy Kościół masowo, minimalistycznie i dajemy każdemu niewielkie światełko, zamiast cały wysiłek poświęcić małym wspólnotom, które będą biły wielkim blaskiem i dawały światło innym. To nie liczba ochrzczonych, lecz wiara chociażby niewielu ma moc objawiania Boga światu.

Miasto położone na górze pełni funkcję punktu orientacyjnego. Właśnie chrześcijanie w świecie mają być punktem orientacyjnym „latarnią morską", żeby inni się nie zagubili. Tą orientacją jest życie wieczne, bowiem „przemija postać tego świata"[l Kor 7,31]. Żeby człowiek o tym nie zapomniał, potrzebni są wierzący, którzy żyliby tą prawdą i świadczyli swoim życiem, że skarby, o które ludzie zabiegają, są przemijające. Tak zdefiniowaną misję wypełnia Kościół nie przez mówienie, lecz przez znaki, które nie wymagają wiary, lecz ją wzbudzają. Jezus wyraźnie powiedział:
"Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie" [Mt 5, 16]. i "po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali " [J 13,35].

Właśnie miłość w wymiarze krzyża, taka jaka była udziałem Chrystusa, jest znakiem wzbudzającym wiarę. Jezus powiedział
również:
"To jest moje przykazanie abyście się wzajemnie : miłowali tak jak Ja was umiłowałem" [J 15, 12].

Jest to nowe przykazanie miłości. On umiłował nas bardziej niż własne życie, oddał je za nas, za grzeszników, ludzi żyjących w nieprzyjaźni z Bogiem. Katechizmowo tak możemy sformułować
to przykazanie:
"Miłuj bliźniego swego bardziej niż siebie samego ".

W ten sposób wyraża się zasada tracenia, bo droga życia chrześcijańskiego jest drogą oddawania życia i to za nieprzyjaciół. Jeżeli tak będziemy miłować drugiego człowieka, to będziemy solą, światłem, miastem położonym na górze.

Jednak wyraźnie trzeba powiedzieć, że człowiek nie potrafi tak kochać o własnych siłach. To, że mężczyzna kocha kobietę lub matka kocha swoje dziecko, nie jest niczym nadzwyczajnym - jest to miłość naturalna. Ale czy sam z siebie potrafisz miłować wroga, nieprzyjaciela bardziej niż siebie samego? Ja tego nie umiem. Nie mamy już takiej wrodzonej zdolności. Być może umiemy zdobyć się na heroiczny czyn miłości, ale żeby stale kochać np. teściową, która niszczy ciebie i twoje małżeństwo, męża pijaka, który cię maltretuje? To przekracza nasze możliwości. Do miłości nadprzyrodzonej, wyrażającej się w miłości do nieprzyjaciela, może nas uzdolnić tylko sam Jezus. Czyni to właśnie przez chrzest, który jest uzdolnieniem do miłowania na sposób samego Boga.

Katechizm podaje nam, że chrzest gładzi grzech pierworodny. Istotą tego grzechu jest to, że człowiek stracił zdolność do kochania. Bóg stworzył człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo [por. Rdz l, 27], W raju widzimy, że Adam i Ewa są jedno i żyją w miłości. Jednak pierwsi rodzice poszli za katechezą szatana i uwierzyli, że Bóg ich nie kocha, bo ogranicza ich wolność. Tymczasem Bóg dał to przykazanie nie ze względu na siebie, lecz dla dobra człowieka. Powiedział:
"Z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz". [Rdz 2, 17]

Istotą grzechu nie jest to, że coś jest nam zabronione, lecz to, że grzech nam samym szkodzi. Myślimy w swej naiwności, że gdy popełniamy grzech, to krzywdzimy Boga albo Go zasmucamy. Bóg jest Bogiem, a nie człowiekiem i nic Mu nie możemy dodać ani odebrać. Grzech nas niszczy, jest jak bumerang - gdy go popełniamy, prędzej czy później nas uderza. Słowo Boże mówi:
"Zapłatą, za grzech jest śmierć" [Rdz 3, 23].

Bóg nie chce naszej śmierci i dlatego daje nam ograniczenia. Człowiek zaznaje śmierci, gdy sięga po zakazany owoc. Śmierć w Słowie Bożym oznacza nie tylko śmierć fizyczną, lecz jest przede wszystkim niezdolnością do miłowania. Człowiek, który nie miłuje, jest „chodzącym trupem''. Miłość jest istotą życia. Bóg jest miłością. Ten, kto doświadczył śmierci przez grzech, jest trzymany w terrorze szatana. Boimy się śmierci, więc za wszelką cenę chcemy zatrzymać życie dla siebie, nawet „idąc po trupach". Zobaczmy, że Adam odkrywa po grzechu, że jest nagi - człowiek stał się zagrożeniem dla samego siebie. Gdy chce ratować siebie za cenę Ewy - zostaje przerwana ich jedność i miłość.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...
« » Październik 2019
N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
Pobieranie... Pobieranie...