„Nie troszczcie się zbytnio” – „zabiegajcie”. Można z tego zrobić grę słów, zgrabną metaforę, samozadowolenie, które się samo kręci. Jak jednak żyć tymi słowami? Czy zabieganie o sprawy duchowe tak samo spędza sen z powiek, niepokoi, męczy? Czy troski tego świata podobnie przeżywamy jak te tamtego?
Bo jeśli tak, to może także podobne są: notatki w kalendarzu, komórkowe przypominajki, płatności za subskrypcje, wystarczająco dobry sprzęt. Wszystko co może pomóc. Relacje z ludźmi, od których warto się uczyć. W końcu ta cena, która trzeba zapłacić także własnym życiem, sobą.
Wiara angażuje, kosztuje, miesza nam w życiorysie. Żadne zgrabne metafory tu nie wystarczą, nie będzie spoko luz. Ale jesteśmy tutaj, zdziwieni Bożą obecnością. Głodni. Nawet jeśli nie rozumiemy tego, nie wiemy o tym.