Komentarze 16
  • zyx
    05.12.2014 00:15
    Jestem pod wrażeniem tak trafnej i mądrej analizy liturgicznej.
    Szczególnie dziękuję za piękny cytat z ks.Blachnickiego.
    Nieraz, uczestnicząc z konieczności w mszy św. z "udziwnieniami" neokatechumenalnymi lub pseudocharyzmatycznymi, nie wiem, co z sobą robić. Patrzę z przerażeniem na niektóre odjechane pomysły, a znam osoby duchowne, które wychodzą z takich zgromadzeń. Ja zazwyczaj zostaję, bo nie mogę się wykręcić tyłem do Chrystusa na ołtarzu.
  • warrior
    05.12.2014 00:39
    A co z "pomocami duszpasterskimi", koncentrującymi się w tym roku na św. Teresie z Avila? Co ma św. Teresa do Adwentu? Jak połączyć postać NMP z formularza wotywy (i stanowiącej jedną z osi tego okresu) z radosnym stwierdzeniem "Św. Teresa ukazuje nam w Adwencie drogę do Pana Jezusa!" (autentyk, wczoraj zasłyszany)? Poprzednio był św. Paweł, wybrani święci, jakaś Arka Noego... A gdzie tu miejsce dla Pana Jezusa i Maryi? No i te nieodłączne obrazki i serduszka, rozdawane po mszy, z nadzieją wygrania pod koniec sezonu nagrody za największą ilość zaliczonych rorat... :(
    • KlaraA
      05.12.2014 12:17
      Dokładnie o tym samym wczoraj pomyślałam, gdy czytałam ten tekst, o tych pomocach, które są tak wielotematyczne. To by się na jaką katechezę może nadawało, ale nie na mszę roratnią, nie na adwent.
      Czy nie ma jakiejś tendencji, by dzieciom msze urozmaicać? Czy nie ma jakiegoś ukrytego założenia, że sama msza to za mało, że za trudne dla dziecka, że trzeba sięgać po inne środki? Zamiast głoszonego na żywo słowa nagrania? Czy roraty to msze dla dzieci? Bo tak to np. u mnie wygląda. Dorosły czuje się jakoś nie na miejscu podczas takiej liturgii z szopkami dodatkowymi, chyba że przyszedł jako rodzic ze swoim dzieckiem.
      Autentyk z przedwczoraj - ksiądz tłumaczył słowa piosenki. Potem pytał dzieci o "basta". Chłopczyk się zgłosił i powiedział, że pastę to się na szczoteczkę nakłada.
  • xA
    05.12.2014 07:05
    1. Pierwsza kwestia to "Gloria" na roratach? Śpiewać czy nie śpiewać? Odwieczny dylemat księży i ceremoniarzy. Jak być powinno? Przeanalizujmy te kwestię po kolei.
    Adwent, Msza wotywna o NMP - na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się zupełnie jasne - nie ma żadnych podstaw do wykonania hymnu "Gloria". Raz, że Adwent, dwa, że to tylko wotywa. Sprawa nie jest jednak tak oczywista.
    Polska otrzymała od Kongregacji Obrzędów pozwolenie na odprawianie Mszy wotywnej o NMP w Adwencie w dniu 29 stycznia 1752 roku. Na rozwój popularności Mszy roratnich wpłynęła powszechna w średniowieczu praktyka fundowania różnych Mszy wotywnych. Popularności tym nabożeństwom dodawała też wciąż ubogacana ich liturgia. Sobór Trydencki mając na uwadze liczne i stare zwyczaje narodowe, pozwolił na ich zachowanie, pod warunkiem uzyskania zgody Świętej Kongregacji Obrzędów.
    Zwyczaj odprawiania rorat w Polsce, doprowadził do pewnej jednolitości dopiero ks. Kardynał Prymas Stefan Wyszyński, dekretem z dnia 19 listopada 1957 roku, a następnie - dekretem z dnia 25 marca 1961 roku. Dekret ten dotyczył miejsca, pory dnia, ilości świec, formularza mszalnego, oraz odrębnych przepisów liturgicznych związanych z celebracją Mszy św. roratniej.
    Po Soborze Watykańskim II Polska ponownie otrzymała indult na celebrowanie mszy Wotywnej o NMP w Adwencie - tzw. Mszy "Rorate coeli" (intr.) na początku lat 70-tych, na prośbę kardynała Wyszyńskiego. Kopia zgody stolicy Apostolskiej wydrukowana jest w I Wydaniu Mszału Pawła VI (tzw. Mszale Wyszyńskiego), na jednej z pierwszych stron. Jest tam mowa o zgodzie na celebrowanie jednej wotywy o NMP w Adwencie w jednym publicznym Kościele dziennie, poza niedzielami.
    Jednak ani słowa o "Gloria"? Czemu? No właśnie... bowiem wtedy (przed promulgowaniem Novus Ordo Missae w roku 1969) - elementem integralnym Mszy wotywnej - a już szczególnie Mszy o NMP było Gloria! Problem wynika stąd, że dzisiaj już nie jest. W nowym mszale w mszach wotywnych nie odmawia się bowiem Gloria. Szybko się zorientowano, że w wyniku reformy Gloria "wypadła" z formularza wotywy o NMP w Adwencie, a że zwyczaj ten był mocno zakorzeniony, bo tak po prostu wyglądała wtedy liturgia, już 31 marca 1971 roku wydano (wbrew reformie liturgicznej ale za zgodą Stolicy Apostolskiej) zarządzenie 124 Konferencji Episkopatu Polski w sprawie mszy wotywnych (Notificationes e curia Metropolitana Cracoviensis, 5-6 (1971)) pozwalające na zachowanie hymnu Gloria w tym formularzu.
    Zacytuję z dekretu tylko to co nas interesuje:
    "Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego zawiera następujące zasady:
    (...)
    Według na 31 i 44, hymn „Chwała na wysokości Bogu" należy odmawiać w niedziele, w uroczystości i święta oraz podczas obchodów mających szczególny i bardziej uroczysty charakter, natomiast wyznania wiary nie odmawia się w święta.
    (...)
    W oparciu o przytoczone zasady Konferencja Biskupów polskich pozwala odprawiać we wszystkich kościołach i kaplicach:
    (...)
    4. W dni powszednie Adwentu jedną Mszę świętą wotywną "Rorate" z prefacją o N. Maryi Pannie, albo z drugą prefacją adwentową. W tych Mszach wotywnych można odmawiać hymn "Chwała na wysokości Bogu"; nie odmawia się natomiast wyznania wiary."
    I jest to ostatnie obowiązujące zarządzenie w tym temacie. Wniosek końcowy jest zatem następujący: hymn "Gloria" w mszy wotywnej o NMP w Adwencie jest dozwolony lecz nie obowiązkowy
    Problem natomiast polega na tym, że mało kto zagłębiał się w te wskazania. Krążą po kraju różne opinie, zasłyszane poglądy i mity, czego skutkiem jest to, że np. w kalendarzu liturgicznym diecezji tarnowskiej czytamy odnośnie rorat, że "Odmawia się Chwała" a np. w kalendarzu liturgicznym diecezji warszawsko-praskiej, że "należy odchodzić od tego zwyczaju". No ale taki to już urok naszego polskiego liturgicznego folkloru
    Warto dodać, że poza wspomnianym formularzem mszy wotywnej o NMP w Adwencie, 9 stycznia 1993 roku Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów na wniosek Konferencji Episkopatu Polski pozwoliła na dodanie m.in. trzech dodatkowych formularzy mszy wotywnych o NMP w Adwencie (wraz z prefacjami). Znajdują się one w "Zbiorze Mszy o NMP" wydanym w 1998 roku (za zgodą KEP z 7 lipca 1997)
    Zatem indult na roratnią "Glorię" rozciąga się na łącznie 4 formularze mszalne z których można tę Mszę odprawiać.
  • ann
    05.12.2014 13:35
    Mnogość zmian i przepisów w Liturgii Mszy św. nie kieruje naszego spojrzenia na Pana Boga lecz na wypełnianie przepisów prawa czyli na zgodności bądź ich brak z jego literą co jest bez sensu .

    Msza św. codzienna powinna być sprawowana jak najpiękniej i najdłużej a nie szybko i jak najkrócej bo księdza wzywają obowiązki.

    Niektórzy idą godzinę przez las do Kościoła, godzinę szykują się w domu a Msza św. trwa 20-30 min bo codzienna, żal.

    • Jan
      05.12.2014 15:00
      a co ma czas do duchowości? Lepiej modlić się krócej a lepiej niż na siłę przeciągać. Mamy się modlić sercem a nie zegarkiem.

      Co do przepisów, to może zróbmy tak: Kochamy Pana Boga naprawdę, więc zjem w piątek mięso bo go i tak kocham, bo bycie w zgodzie z literą prawa jest bez sensu.

      A tak na poważnie to właśnie prawo liturgiczne było dla mnie początkiem drogi do poznawania Boga.
      • ann
        06.12.2014 15:26
        Warto tracić czas dla mówienia i słuchania Słowa ,zawsze z szacunkiem dla człowieka który nieraz włożył wiele wysiłku aby na Mszę św. przyjść.

        Szczególnie pochylić się nad starszymi bo oni nie rozumieją o czym mowa gdy ksiądz mówi szybko a i młodsi wyłączają się gdy stracą wątek.

        Słowo można powiedzieć niezrozumiale, szybko, bezmyślnie , w zapomnieniu do kogo mówimy .

        Mszę św.można rozpocząć chwilę po wybiciu ośmiu uderzeń zegara a nie w zgodzie z przepisami prawa czyli równo o ósmej .

        Po co przekrzykiwać się z zegarem i być bezmyślnym wobec człowieka, który dobiega po odwiezieniu dzieci do szkoły no i jeszcze auto musiało czekać za śmieciarką..

        Odrobina empatii zawsze i w każdej sytuacji wobec Drugiego - to jest wyzwanie i zadanie na ADWENT dla każdego kto chce spotkać Boga , siebie i bliźniego .

        A chwalić Boga Słowami przepisanymi na dany czas ale nie koniecznymi to tak jak wykonać ponadwymiarowa pracę ,której nie musimy wykonać ale chcemy z serca ją wykonać, bo kochamy.
    • _jasiek
      05.12.2014 15:30
      _jasiek
      Nie mnogość, tylko ich nieuzasadniona zmienność i kreatywność niektórych duchownych. Wiele pisał o tym Ojciec Święty Benedykt XVI jeszcze jako Kardynał i później jako Papież.
    • Ajja
      09.12.2014 07:12
      Przepisy są dobre - dzięki nim nie trzeba koncentrować się na zagadnieniu" jak by tu dziś Mszę urozmaicić" tylko na jej duchowym przeżywaniu. Problemem jest ich uporczywe łamanie, będące wyrazem pychy i mylnego przekonania, że Mszy czegoś brak i trzeba dorzucić coś ekstra.
  • Piotr-St_Blajerowski-SI
    05.12.2014 16:36
    Dzięki za pobudzenie, które płynie z artykułu, wielowątkowo chyba. Niestety bowiem - dla pragnących uproszczeń może nazbyt radykalnych - na szczęście jednak sprawy są bardziej złożone. Natomiast na pewno warte poruszenia w tych wielu płaszczyznach. Jedną z nich jest, że chyba te roraty - Bogu dzięki - tkwią nam w podświadomości w Kościele jeszcze bardzo. Ot, taki artykuł, na tym samym portalu też i sondaż o bytność na nich w tym roku; także inne portale reagują, w różnych kierunkach. Wydaje mi się, że również na moich stronach zaproponowałem sondaż w niezłym kierunku, mianowicie co do godziny - ukierunkowując jednak wyraźnie na sprawę przekazu tej tradycji, zaszczepienia jej młodym. Jakkolwiek, co do artykułu, to przyznam, że najpierw to skojarzenia miałem raczej smutne, czy groźne, mniej więcej takie, że "znowu zaczną jednostronną ideologią wwiercać się i grozi podobnie, jak z pięknymi tradycyjnymi polskimi rezurekcjami rano, że zostaną mocno nadszarpnięte. Czemu - bo ideologia "odnowy" uderzyła mocno, w imię wierności tradycji, w wielu wymiarach słusznej, stworzono rezurekcje zaraz na koniec liturgii czuwania, by była jedność, tak jak na początku w Kościele. Zapomniano tylko - że jeżeli tak jak na początku chcemy, to właśnie nie jeszcze wieczorem, przed północą, gdy mroki narastają, tylko rano, gdy Chrystus, jak Zwycięskie Słońce, rozjaśnia - a Lud naprawdę nasycony jest czuwaniem a nie redukcją do wymiaru paru godzin, jakie skłonni jesteśmy ostatecznie wygospodarować". Podobnie tutaj, moim zdaniem - słuszne skądinąd intencje, ale może lepiej je należy "podopasowywać", by faktycznie wzmocnić to, co wzmocnić należy - ale nie niszcząc tego, co wspaniałe. I piszę to ja, co już od wielu lat wzywam do wzmocnienia przeżywania dynamiki życia czasem darowanym od Boga a nie powierzchownie zmianami pór roku i w rytm powierzchowności i blichtru "komercyjnego roku liturgicznego" (choć zacząłem do tego nawoływać nim jeszcze objawił się na nas wpływ tej komercyjnej parodioliturgii). To po części też pomoc do odnalezienia się w świecie współczesnym. Nie dajmy się zepchnąć do liczenia czasu w duchu "świata", pogańskiej powierzchowności, współczesności. Żyjmy - ROK PAŃSKI, PASCHALNY. 1 stycznia "każdy głupi wie, że Nowy Rok", bo mu kartek w kalendarzu braknie" - my zaczynamy wg serca, od uświadomienia sobie od I niedzieli Adwentu potrzeby Zbawiciela i oczekiwania Nań. Adwent - to nie przybudówka do Bożego Narodzenia i razem nie są meteorytem na koniec roku "kradnącym" ze starego roku parę tygodni a potem nie wiadomo co. To - zalążek, jakby ciąża - tego, co potem staje się na koniec Oktawy Bożego Narodzenia widoczne, to czas, który jak najazd na próg skoczni, decyduje o tym, jak cały lot ku niebu, szybowanie będzie potem.
    Jak napisałem - przy tej właśnie dynamice spojrzenia, wszakże nie chciałbym zatracenia i tej całej mocy, które dają Roraty, jako stara polska i piękna tradycja, mogąca wciąż być żywotną i ożywczą dla naszego Kościoła. Bardzo dobrze od strony umocowania w tracycji prawie tej praktyki ubogacił nas komentarz xA. Maryjność - musi być elementem żywotnym w Polskim Kościele, winniśmy to tym, co przez lata ją budowali, nawet jeżeli faktycznie, warto również "odbudować pozycję św. Józefa". Dobrze rozumiane roraty - mogą świetnie pełnić rolę po linii tej tradycji przygotowania do Bożego Narodzenia jako otwarcia całego czasu paschalnego. Pamiętajmy - że pomaga temu również i to, że tylko jedna Msza jest taka na dzień, wotywna właśnie - a od dziecka może budować i w emocjach nadzieję, lamiony itd - nad którą również my dorośli powinniśmy się zastanowić. Przyznam, że dla mnie - choć to może kwestia wieku, dłuższego przyzwyczajenia, od dzieciństwa bardziej jednoznacznie adwentowo-roratniego - ale jakoś nie zgrzyta Gloria na roratach, choć "tępiłbym" alleluja w Wielkim Poście. Skarbów otrzymanych od Tradycji nie warto marnować, dość już tego się podziało przy pospiesznym "wietrzeniu liturgii", czasem okazało się, że wywietrzono z ducha - a niektórzy nawet mówią, że i z Ducha Świętego.
    Oprócz rorat - są i inne wydarzenia liturgiczne, Msze i inne: i faktycznie na nich warto zadbać o przekaz całej dynamiki ukierunkowania paschalnego. Tak samo również - i same roraty są okazją do takiego zadbania o wprowadzanie, dlaczego tak szczególnie traktujemy Mszę roratnią, jak rozbłyskuje ona dla nas nadzieją zbawienia, która idzie i od zarania dziejów i ukazuje cel udziału w Zmartwychwstaniu po końcu świata. Faktycznie, szczególnego znaczenia nabierają więc coroczne materiały, niegdyś bardzo mocna strona zwłaszcza Gościa Niedzielnego, który dał swój wkład szczególny przed doskonałe opracowywanie ich - ale teraz może w kolejnych edycjach może warto by podjąć te myśli w artykule Księdza (i być może komentarzach) podane, choćby w ukierunkowaniu bardziej paschalnego przeżywania czasu tego i w ogóle. Może warto by więc, by były bardziej nastawione np. na hasło roku duszpasterskiego ustalanego przez Episkopat, cokolwiek się myśli o tych hasłach - względnie może trzeba dodać jakiś element, przypominający wraz z kolejną świecą na wieńcu: o specyfice poszczególnych tygodni?
    Tak więc, choć piszę w kierunku w dużej mierze "opozycyjnym" do pomysłu - to jednak chcę zauważyć wartości tych spostrzeżeń z artykułu, że też się z nimi zgadzam i warto je podjąć.
    To na razie tyle, bo rozpisałem się straszliwie, jako że poruszone zostały tematy chyba istotne dla przekazu wiary no i ruszyło mnie, ale nie chcę zamęczyć.
    Tak więc inne poruszające aspekty artykułu - zostawiam trochę na boku, jedynie prowokując sformułowaniami, które jednak znów - nie chcą "skasować" myśli, tylko podjąć poszukiwania. Tak więc, co do celebracji Liturgii, Eucharystii, to po pierwsze bym przypomniał, by w tym wszystkim może jednak nie zapomnieć, że Sakramenty, Eucharystię - celebruje ksiądz, kapłan? A poza tym - to i wspólnota celebruje Eucharystia i Eucharystia celebruje, tworzy, nadaje życia: wspólnocie. Piękna jest myśl ks. Blachnickiego - ale jednocześnie jest pytanie, jak pozostając nie buntownikiem wobec rubryk, rozporządzeń - iść i za tą podpowiedzią, iż liturgia ma służyć życiu wiary, więc i pomogać do żywego udziału także i przez odpowiadania na pootrzeby ducha zmieniających się ludzi. Zaiste, morze tu zagadnień - i dobrze że nas zajmują. Pozdrawiam w Panu.
    • KlaraA
      05.12.2014 23:06
      Cytuję:
      "Maryjność - musi być elementem żywotnym w Polskim Kościele, winniśmy to tym, co przez lata ją budowali".
      To ma być powód? Nie przekonuje mnie. Chcę iść za Bogiem tak, jak On tego chce, jak naucza Kościół, a nie lokalne tradycje.
      Polska maryjność w praktyce jej przeżywania jest jak dla mnie - jak by to delikatnie - nie całkiem chrystocentryczna?
      • Piotr-St_Blajerowski-SI
        06.12.2014 12:02
        Hm. Spróbujmy uporządkować. Praktyka bowiem - albo styl np materiałów pomocniczych do rorat to odrębna sprawa i wyraźnie napisałem również i ja, że trzeba zwrócić uwagę na tę kwestie i materiały pomocnicze powinny zwracać uwagę na te kwestie (jakkolwiek niekoniecznie tak, jak ktoś inny jeszcze w tej dyskusji pokazał, oburzając się, że podano, iż św. Teresa pokazuje drogę do Pana Jezusa; ja nie widzę w tym niebezpieczeństwa i to jak najpiękniejsza prawda, jak nowicjuszki prowadziła do Jezusa to i dzieciaki na roratach może - natomiast problem jest faktycznie, jeżeli ktoś nie widzi tego jako pomoc do dynamiki Adwentu ale wręcz prowadzenie przez NMP, Józefa, proroków chce zastąpić taką twórczością). Tak więc - jest sprawa uhierarchizowania właściwego argumentów, przesłanek itp. Podobnie - może nawet bardziej przy tym odniesieniju do Maryi. Czy ja napisałem gdzieś, że maryjność ma zdeformować prawdę o oczekiwaniu na Jezusa - czy może wręcz pisałem o znaczeniu przeżywania całego czasu naszego życia, więc i lat poszczególnych, więc i Adwentów: w perspektywie odkrywania Zbawiciela? Czy - co więcej - nie właśnie tym była Maryja: oczekiwaniem i przyjęciem Zbawiciela? Cóż więc Ona może popsuć?
        Pamiętam sprzed lat wypowiedź jednego z polskich profesorów teologii, dogmatyka, który nota bene potrafił wyłożyć całą teologię dogmatyczną, zresztą wykładał tak ważkie zagadnienia jak chrystologia, o grzechu i inne. Jednocześnie - bardzo lubił wracać do mariologii. Kiedyś wytłumaczył, choć może szczegółów już nie pomnę wszystkich, ale główną myśl pamiętam: "Komuś wręcz obrazoburcze, albo dziwne może się wydawać, że przy tylu dogmatach, które wykładam, taki nacisk kładę na mariologię (także nacisk kładł, z tego co wiem, również przy egzaminach). Mianowicie, mówił, przy mariologii widzę jak pod mikroskopem, to taki test, papierek lakmusowy tego, co ktoś zrozumiał, jak ma tę teologię pokukładaną. Tu bowiem jak w soczewca, jak na dłoni widać, jak kto ma ułożoną teologię co do Trójcy Św, jaką ma chrystologię, czy rozumie dobrze fenomen człowieka (traktat o wyniesienieu) i o grzechu itd itp". Tak mówił ten doświadczony wykładowca - i faktycznie coś w tym jest. A zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdzie coraz mniej młodych kobiet potrafi się zachwycać i mieć wzór w Maryi, to ważne sprawy. To z racji - chrześcijaństwa w ogóle, pod jakąkolwiek szerokością geograficzną. "Maryjo, ukaż nam Jezusa" - to najszczerzej chrześcijańska starożytna droga, jeszcze Polski nie było w tym chrześciajńskim .wiecie. Na to dopiero przychodzi - wymiar polski. Jak napisałem, tak i podtrzymuję - z racji otrymanego dziedzictwa - to znaczy i mentalnego, uczuciowego DNA, jakie Polacy otrzymują łpo przodkach, maryjność należy do dziedzictwa, do duchowego DNA Polaka - i należy to kultywować wręcz, bo chodzi o własną tożsamość. No, ale czy ten postulat - jest ponad postulat główny, odkrywania Zbawienia w Jezusie Czy on oznacza głupią realizację, błędy? W żadnej mierze. Błędna mariologia - nie jest mariologią. Podobnie jak i nadwrażliwe ściganie tu wszystkiego - też świadczy, że nadal potrzebujemy Jej odpoiwedzi. Prowadzącej do Zbawiciela. Mam nadzieję, że w tym kontekście lepiej się zrozumiemy.
    • KlaraA
      06.12.2014 12:44
      [Mam nadzieję, że odp. ukaże się w dobrym miejscu.]
      Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, jakie są pragnienia i działania samej Maryi. Mariologia jako część prawd wiary - wszystko ok.
      Ale nie mam - to już osobiste - żadnego odczuwania duchowego DNA w tym względzie, podobnie jak co do religijności ludowej, nabożeństw wszelakich, pielgrzymek. I już racjonalnie, ogólnie, a nie tylko prywatnie nie przekonuje mnie argument o konieczności zachowania tradycji (przez małe "t") przodków.
      Mam już dość słuchania w kościele intencji mszy "do MB", śpiewu, że jest Ona naszą jedyną nadzieją i tego typu kwiatków. O tych pieśniach to za wybitnym mariologiem, o. prof. Celestynem Napiórkowskim.
      Tematu ciągnąć nie będę, nie to miejsce i możliwości. pozdrawiam
      • Piotr-St_Blajerowski-SI
        06.12.2014 14:16
        Myślę, że to do mnie było. Też nie bardzo widzę możliwość prowadzenia tu długiej dyskusji. Króciutko jednak, bo może to coś podpowie. Miła Pani Klaro - Szanowna Pani Klaro - Pani Klaro z Ikrą (proszę wybrać, co nie obrazi, wkurzy ale co będzie odebrane jako należny szacunek i uznanie osobistych walorów)! Otóż, nie da się. Należy - łączy się z tym, że i musi się i inaczej nie da. Jeżeli Pani nie chciałaby faktycznie szanować tradycji tych, od których przychodzimy (nie, nie uproszczę sobie uciekając się do Przykazania IV, jakkolwiek jest tu zasadne także) - to proszę po prostu, nie tylko nie pisać po polsku, nie tylko nie pisać w jakimkolwiek języku, proszę w ogóle nie pisać żadnymi literkami, choćby język był całkowicie od zera przez Panią wymyślony. Proszę używać jakichś kropek, ciapków, buczków - no i nie, i tak się nie uda, będzie to jakiś język, jakieś znaki, coś, co już zaobserwowali przed nami. Proszę wyłączyć komputer, prądu elektrycznego nie używać, bo to też jakoś wykombinowali przed nami i nam przekazali przodkowie. Stąd nie wystarczy dać gniazdka na sufit - w ogóle trzeba zrezygnować. No i nie za dużo studiować historii filozofii, bo zaś się okaże, że to też jakaś tradycja. Kropla wody nie może wyskoczyć poza zbiorowiska wody, choćby wielkości jednej kropli. Natomiast układ, proporcje nowatorstwo/tradycja, styl podejmowania łączony z wnoszeniem nowego - to już inna kwestia, sensowna. Dużo zależy od tego, czy się chce kochać - bo wtedy też inaczej słychać pewne rzeczy, zasadniczo w większości wypadków słyszy się, że w tym "nadzieją jedyną" brzmi wyraźnie dopowiedzenie zawarte, że "spośród nas będących tylko ludźmi" oraz "jedynie w ten sposób, jak mówiłam w Kanie: Jego słuchajcie". Prawda, że jeżeli chcieć te dopowiedzenia dośpiewać, to trochę zgubi się ta rzewna nuta? Owszem, czasami widać po innych zachowaniach danego człowieka, że nie tak rozumie: i może być faktycznie konieczność interweniować - ale to nie znaczy, że u wszystkich. W każdym razie, nie zawsze faktycznie od razu tak się czuje, trzeba sobie tę zasadę przypomnieć, ale to chyba dobry kierunek, tak sądzę - bo, proszę sobie wyobrazić, czasami tak jest to "jedyna" zaakcentowane, że i mnie zgrzyta, bo bynajmniej nie jestem uczuciowcem typowym, tylko również, raczej typem z priorytetem rozumowania. Też pozdrawiam - i kończę.
  • zaba na rowerze
    05.12.2014 21:23
    Przeszkadza Gloria w Mszy roratniej, a nie przeszkadza infantylizacja Mszy wotywnej o NMP i zrobienie z niej Mszy dla dzieci.

  • Miro
    06.12.2014 04:12
    Już niektórzy o tym napisali. Ja jestem wprost zniechęcony do Rorat ze względu na zdziecinnienie tej Mszy.U mnie w parafii są to praktycznie Msze dla dzieci i tylko pod ich kątem.Już standardem stały się różne "pomoce liturgiczne"-banery i w zasadzie pełny program którego się trzymają księża w kazaniach. Jak w takim razie wyglądały Roraty 50 lat temu?
    • Awa
      06.12.2014 17:04
      Awa
      Poczytaj Horaka a może zrozumiesz czemu ,,dla dzieci"
      Idealnie byłoby zachować sens ale moze trzeba się cieszyc ze dzieci jednak są?
      • warrior
        07.12.2014 10:55
        Pewnie. Lepiej, żeby było sensu, jeśli tylko ma to zwabić dzieci?

        Bo tak właśnie coraz częściej się dzieje... :-/
  • ann
    06.12.2014 14:46
    Nie chcę być źle zrozumiana. Są sprawy ważne i istotne dlatego nie zajmujmy się proszę w czasie Adwentu przepisami prawa liturgicznego.

    Owszem to ważne żeby w Kościele był porządek i jednakowy obrządek lecz to tylko forma , treścią jest Słowo.

    Ja rozumiem że zajmowanie się czymś namacalnym i konkretnym jest łatwiejsze od tłumaczenia sobie i innym czym jest miłość ,czym żywa relacja z Jezusem i dawanie świadectwa o tym.

    Znamienne jest to że papież Franciszek swojego ceremoniarza wysłał na peryferie aby nie marnowały się jego umiejętności służby dla ludzi a nie dla prawidłowości obrzędów.

    Tradycjonaliści kochają swoje obrzędy a zapominają że drogą Kościoła jest człowiek.

    Kształtujmy swoje serca i umysły na spotkanie Pana ,siebie i drugiego człowieka w bratniej miłości.
    • Ajja
      09.12.2014 07:23
      Nie ma jak wypaczać sens słów Ojca Świętego, co? Obrzędy pomagają człowiekowi zbliżyć się do Boga. Ich trywializowanie w imię źle rozumianego "przybliżania ich człowiekowi" doprowadziło do tego, że w kościołach jest coraz więcej profanum i coraz mniej sacrum. Vide infantylna szopka zamiast rorat.
    • Marcin
      04.12.2017 14:10
      Rozumiem, że przepisy liturgiczne nie są istotne? To jutro odprawimy w podkoszulku, gitarą elektryczną, perkusją i z tęczową pałką :D przecież są w Adwencie ważniejsze sprawy, nie zajmijmy się tak błahymi jak poprawność liturgii <ironia off> no i jeszcze jedno, nie opieramy naszej wiary tylko na Piśmie Świętym ale też na Tradycji (w tym liturgicznej!)
  • o. Rafał
    13.12.2014 07:41
    Wszystko ładnie pięknie, ale skoro tak to jaki sens ma definicja Adwentu że jest czasem radosnego oczekiwania na przyjście Pana bo tak definiują go wszystkie dokumenty Kościoła i nie jest on ściśle okresem pokuty, to po co kolor fioletowy, przezywamy ten czas jak stypę w Kościele a przecież mamy być pełni radości bo Pan przychodzi. więc nie rozumie waszego oburzenia z powodu hymnu Gloria na Roratach i uwielbienia Maryi Która jest przecież główna przewodniczka Adwentu i prowadzi nas ku Chrystusowi i to piszą Polacy naród który tyle Maryi zawdzięcza. WSTYD
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...
    « » Sierpień 2019
    N P W Ś C P S
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31
    1 2 3 4 5 6 7
    Pobieranie... Pobieranie...