Gorzkie Żale

IV Niedziela Wielkiego Postu

Reklama

Chleba i igrzysk

Kazanie pasyjne 2017

XPA

„A wyżsi kapłani i starsi podburzyli tłum, żeby prosił o Barabasza, a domagał się śmierci dla Jezusa. Namiestnik zapytał: Którego z tych dwóch mam wam uwolnić? Odpowiedzieli: Barabasza! Piłat ich zapytał: A co mam uczynić z Jezusem, zwanym Chrystusem? Wówczas wszyscy odpowiedzieli: Na krzyż z Nim! Wtedy ich zapytał: Co On złego zrobił? Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: Na krzyż z Nim! Piłat widział, że to nic nie pomaga, a zamieszanie staje się coraz większe. Wziął więc wodę i na oczach tłumu umył ręce. I powiedział: Nie ponoszę winy za tę krew. To wasza sprawa. A cały lud odparł: Niech Jego krew spadnie na nas i na nasze dzieci! Wtedy wypuścił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie” (Mt 27,20-26)

„Osądź mnie, Panie, bo postępuję nienagannie. Zaufałem Panu i się nie zachwieję! Sprawdź mnie, Panie, i wypróbuj, zbadaj moje sumienie i serce! Bo mam przed oczami Twą łaskę i postępuję, znając wierność Twoją. (...) Obmywam ręce na znak niewinności i obchodzę Twój ołtarz, Panie...” (Ps 26,1-3.6)

„Oni niczym się nie przejmują, ich ciało jest zdrowe i jędrne. Nie uczestniczą w ludzkich znojach, nie cierpią razem z ludźmi. Dlatego okryli się pychą, odziali się przemocą jak szatą. W ich tłuszczu lęgnie się nieprawość, w ich sercach rodzą się złe myśli. Myślą i mówią złośliwie, wyniośle głoszą nieprawość. Otwierają usta przeciw niebu, kalają ziemię językiem. Także lud Boży zwraca się do nich, pijąc obficie ich wodę. (…) Czyż na darmo zachowałem czyste serce i obmywałem ręce na znak niewinności?” (Ps 73,4-10.13)

Chleba i igrzysk. Tego chce tłum. Zaspokoić swoje potrzeby. Mieć pożywienie w wystarczającej ilości. Mieć kontakt z jakąś rozrywką. Tyle wystarczy. Tyle im dawałeś, Panie Jezu. Mogłeś dać chleb, kiedy tego potrzebowali. Wiedziałeś, że nie muszą szukać niczego poza Tobą, że wszystko inne będzie im dodane, jeśli zechcą szukać Bożego Królestwa. Pewnie dla niektórych byłeś też tym, który urządza swoiste igrzyska. Cudowne uzdrowienia, uwolnienia od złych duchów. Słyszano nawet o wskrzeszeniach, których dokonałeś. Cuda, ludzie! Cuda się dzieją! Przepraszam – działy. Przecież teraz, tutaj? Co to w ogóle ma być? Kim są ci ludzie, których mamy osądzić? Jeden wart drugiego. Barabasz i Jezus. Ale trzeba wybrać jednego, który odzyska wolność. Zaraz, zaraz – kogo mamy uwolnić?

Być może tak zgromadzony tłum patrzył na Jezusa. Nie wiem, jak ja bym się zachował, choć w tłumie niekiedy trudno jest być sobą. Dziwaczne „jeden za wszystkich, wszyscy na jednego”. Właśnie, NA Jednego i Jedynego Syna Ojca. Może spotkanie z drugim człowiekiem jest jak spoglądanie w lustro? Może rzeczywiście, nawet jeśli nie jestem tego w pełni świadomy, postępuję wobec innych ludzi zgodnie z tym, co umiem dostrzec w sobie. Miłość rodzi miłość. Niezgoda nie zrodzi niczego dobrego. Wiedząc, Kim Jesteś, Panie, wiedząc, jak bardzo ukochał Ciebie Ojciec, patrzyłeś z miłością na każdego człowieka. Tak, także wtedy, u namiestnika. Dla Ciebie to nie był tylko anonimowy tłum. Znałeś ich. Wiedziałeś o nich wszystko. Kochałeś – mimo wszystko. A oni? Na myśl przychodzi jeden z brewiarzowych hymnów: Jezu otoczony rzeszą kalek, ślepców, trędowatych, dusz niemocą naznaczonych. Do tej sceny on też pasuje. Człowiek, który ceni dar własnego życia, nie będzie krzywdził innych. Kto odkrył skarb, nie musi go wykradać drugiemu. Ten jednak, który odczuwa nieznośny ból, może łatwo wejść w myślenia niewolnika. Jeśli mnie boli, to czemu nie jego. Niewolnika nie trzeba długo namawiać, żeby walczył przeciwko drugiemu. Tym bardziej, gdy ma obiecany jeszcze jakiś zysk.

Ty, związany, zmęczony, niosący ciężar cudzej winy. Oni niczym się nie przejmują, ich ciało jest zdrowe i jędrne. Wiedzą, że nie będą cierpieć razem z Tobą, to nie ich sprawa. Nie warto się nawet wzruszać czyjąś historią. Z braku zainteresowania, z obojętności, okryli się pychą, odziali przemocą. Człowiek ubrany w takie szaty nie wie nawet, że jest nagi. Choćby jednak to usłyszał, nie zrozumie. Nie przyjmie tego. Jest mu to zupełnie obojętne. Można skazać Jezusa. Można skazać Barabasza. Wszystko jedno, te wybory są bez znaczenia. To tylko ktoś stojący z boku. Nikt ważny. Na krzyż z Nim! Na krzyż! Nie wiem, co złego zrobił, nie rozumiem tego. Ale skoro powiedziało się „a”, trzeba powiedzieć też „b”. Krew Jego na nas i na dzieci nasze. Przecież i tak obędzie się bez konsekwencji. Dlaczego czasem tak brakuje myślenia? Dlaczego tak łatwo udaje się zapędzić człowieka w kozi róg? Goni go własna złość, własny gniew, własne wybory. Nie możesz inaczej, musisz tak wybrać. Nie ma innej drogi, musisz iść w tę stronę. I złowieszczy chichot: ale pamiętaj, i tak nic Ci się nie stanie. I tak wszystko będzie dobrze...

Sam osądzam. Sam krzyczę. Sam wydaję wyrok. Sam obmywam ręce. A potem sam piję wodę, w której je obmyłem. Spijam własny brud, bo nie da się inaczej. Perpetuum mobile. Wiecznie w ruchu. Wiecznie w tej machinie. Obojętność, złe wybory, gorsze życie. Obojętność, złe wybory, gorsze życie. Obojętność… Chcesz powiedzieć, że można inaczej? A gdzie to da się zobaczyć?

Przełamanie obojętności nie jest wcale łatwe. Trudno jest spojrzeć w inną stronę niż dotychczas. Trudno jest pomyśleć inaczej. Złamać schemat. Przestać wierzyć w to, że on mnie zawsze denerwuje, a ona zawsze tylko czegoś ode mnie chce. Trudno jest uwierzyć w to, że niewinność ma sens. Trudno, bo potrzeba nawrócenia – przemiany myślenia. Konsekwencje to coś więcej niż widać. Dobrych ludzi spotykają złe rzeczy, a złych szczęście. Jeśli tak się mają sprawy, to po co? Bo życie jest o wiele głębsze i ważniejsze. Jezus osądzony przez ludzi nie jest przegranym. On jest w drodze do zwycięstwa, w którym mogę mieć swój udział. Przypomina, że od tego, co mnie spotyka ważniejsze jest to, co z tym robię. Ważniejsze jest, kim jestem. Kim się staję.

Kiedy nie umiem i nie chcę podejmować wyborów, przypominasz, że Ty mnie wybrałeś. Kiedy chcę żyć tak jak wszyscy, pokazujesz, że można inaczej. Kiedy czuję, że jestem zakładnikiem wydarzeń, więźniem mojego losu, Ty nie pozwalasz mi stać się ofiarą. Przypominasz, że wolność noszę w sobie. Że mimo wszystko mogę wybrać, jak się w tym wszystkim odnajdę.

Panie, który nawet związany jesteś Wolnością. Chcę doświadczać w moim życiu Twojej wolności. Od samego początku, w sakramencie chrztu świętego, uczyniłeś mnie wolnym człowiekiem, odebrałeś ciężar, którego żadnymi wysiłkami nie mógłbym się pozbyć. Proszę Ciebie, gdy zawęża się moje pole widzenia, gdy wydaje mi się, że nie mam wyboru, przypominaj mi o Cudzie Twojej Wolności. Proszę też Ciebie, choćbym nie wiem jakie decyzje podejmował w moim życiu, bądź w nich obecny. Bądź moim podstawowym wyborem. Chcę, abyś zawsze był.

 

«« | « | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Grudzień 2017
N P W Ś C P S
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6

Reklama

Pobieranie...

Reklama