o. Jacek Salij OP na Wielki Post (2)

Kiedy świat robi się nieludzki?

Źródłem wielu nieszczęść jest fałszywy stosunek do Pana Boga. Jeśli dla kogoś Bóg jest kimś bardzo dalekim, o kim człowiek sobie przypomina tylko od święta, to zazwyczaj taki człowiek i o Bożych przykazaniach przypomina sobie tylko od święta. Na co dzień bogiem najwyższym staje się wówczas praca, dziecko albo robienie kariery, czy inny sposób celebrowania własnej osoby, ale nierzadko też rozpusta, alkohol czy narkotyki.

Fałszywi bogowie wpędzają człowieka w fałszywą moralność, sprzeczną z Bożymi przykazaniami i niegodną człowieka. Odchodząc od Boga prawdziwego, możemy posunąć się nawet do rzeczy przekraczających wyobraźnię. Przejmująco mówił o tym Jan Paweł II podczas swojej wizyty w jerozolimskim Yad Vashem, miejscu poświęconym martyrologii narodu żydowskiego. Jak to możliwe, że ludzie mogli dopuścić się aż ludobójstwa? - pytał Ojciec Święty. „Skąd u człowieka mogła się wziąć tak skrajna pogarda dla drugiego człowieka? Ponieważ doszedł on do momentu pogardy dla Boga. Jedynie bezbożna ideologia mogła zaplanować i przeprowadzać eksterminację całego narodu”.

I to jest prawda. Odrzucenie Boga, a zwłaszcza pogarda dla Boga prowadzi, i musi prowadzić, do pogardy człowieka. Człowiek jest przecież stworzony przez Boga i nosi w sobie Jego obraz. Ten, kto odrzuca Boga, przeczy tym samym prawdzie, że ludzie są stworzeni na Boży obraz. Świat zaś, w którym ludzie już nie wierzą, że mają w sobie pierwiastek Boży, łatwo może stać się światem nieludzkim.

Jeszcze trzydzieści lat temu ludzie niewierzący w Boga chętnie deklarowali, że, z grubsza biorąc, ich moralność pokrywa się z moralnością Dekalogu. Dzisiaj wielu niewierzących takich deklaracji już by nie złożyło. Wręcz przeciwnie, coraz głośniej słychać twierdzenia, że moralność z natury jest relatywna, niektórzy zaś z całą otwartością głoszą, że zdrowy szympans ma większe prawo do życia niż człowiek chory na demencję starczą czy głęboko upośledzone dziecko.

Niewierzący, którzy respektują moralność Dekalogu - a ufajmy, że również dzisiaj jest ich niemało - chyba nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, jak wiele czerpią z duchowych soków chrześcijaństwa. We współczesnym społeczeństwie obserwujemy zarówno wzrost obojętności religijnej, jak i głęboki kryzys moralny - i jest mało prawdopodobne, żeby były to zjawiska ze sobą niepowiązane.

Samo uznawanie Boga nie spowoduje automatycznie tego, że będziemy wierni Jego przykazaniom. Nie wystarczy Boga uznawać, w Boga trzeba wierzyć. A wierzyć w Boga to otwierać na Niego swoje serce, wielbić Go i modlić się do Niego, wsłuchiwać się w Jego słowo, czerpać ze źródeł Jego łaski.

Wierzyć w Boga to znaczy również starać się o pokój z ludźmi i ze względu na Boga szanować drugiego człowieka, zwłaszcza tego, którego inni nie szanują. Wiara w Boga domaga się szacunku dla obrazu Bożego - i w sobie, i w drugim człowieku, również wtedy, kiedy ten obraz jest ukryty pod jakąś ludzką nędzą lub znieważany grzechami.

Jeżeli tego we mnie nie ma, znaczy to, że bardzo się pogubiłem. Najgorsze, że to swoje zagubienie przekazujemy naszym dzieciom. Bo kiedy wszystko jest dla nas ważne, tylko nie to, co najważniejsze - chcemy czy nie chcemy - dzieci to widzą i uczą się od nas tej fałszywej postawy.

Zdarza się nawet, że rodzice otwarcie uczą swoje dzieci moralnego relatywizmu. Jest taka moda, żeby w rozmowach z dzieckiem na temat nierozerwalności małżeństwa czy różnych konkretnych problemów objętych przykazaniami Nie zabijaj i Nie cudzołóż, przedstawiać różne poglądy i stanowiska jako rzekomo równoprawne. Mówimy dziecku: „Jedni na ten temat uważają tak, inni uważają tak - ty, kiedy dorośniesz, sam sobie wybierzesz, do jakiego stanowiska się przyłączysz”. Takim rodzicom się wydaje, że są wzorcowo obiektywni i szanują osobowość dziecka.

A przecież oni w ten sposób ciężko krzywdzą własne dziecko. Ani nasze dziecko, ani żaden inny człowiek nie jest bogiem, i nie ma, ani nigdy nie będzie miał mocy ustanawiania prawdy i wartości absolutnych. Prawda zawarta w Bożych przykazaniach jest od nas wcześniejsza, my mamy ją odkrywać i na nią się otwierać, a nie przy niej majsterkować.

Tak jak nie do nas należy ustanawianie, czy muchomory są grzybami jadalnymi czy nie. Nikt nie powie swojemu dziecku: Wprawdzie wielu ludzi uważa, że muchomory to są grzyby trujące, ale ty możesz ewentualnie się z tym nie zgodzić i mieć na ten temat inny pogląd. Dlaczego zatem odważamy się pouczać nieraz nasze dzieci, że ty ewentualnie możesz mieć na ten czy tamten temat inny pogląd, niż to wynika z Bożych przykazań?
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Lipiec 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
Pobieranie...