My doskonale wiemy, co nas zaspokoi: zmiana pracy, własne mieszkanie w końcu, związek. I tyle rzeczy po drodze: dojazd bez korków, grzeczne dzieci, wymarzony wyjazd, przespana noc. Kiedy więc słyszymy Jezusa, to Jego wieczne Ja, Ja, Ja: „kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął…, nie będzie pragnął”, czy to dociera do nas? Czy rozumiemy?
Przytakujemy machinalnie, a potem znów zaczynamy swoją zwykłą litanię: „gdybym tylko…”, „kiedy w końcu…”, „dlaczego…”.