Zamyślenia nad Męką Pańską

Jezu mój, we krwi ran swoich, obmyj duszę z grzechów moich! Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść Męki Twej wchodzę...

Potrzebne i niepotrzebne cierpienie. Oczyma Jezusa

W tej ostatniej części będziemy rozważali, co Pan Jezus cierpiał od chwili ukoronowania aż do ciężkiego skonania na krzyżu. Te bluźnierstwa, zelżywości i zniewagi, jakie Mu wyrządzono, ofiarujemy za grzeszników zatwardziałych, aby Zbawiciel pobudził ich serca zbłąkane do pokuty i prawdziwej życia poprawy, oraz za dusze w czyśćcu cierpiące, aby im litościwy Jezus Krwią swoją świętą ogień zagasił; prośmy nadto, by i nam wyjednał na godzinę śmierci skruchę za grzechy i szczęśliwe w łasce Bożej wytrawnie.

W tłumie można bezkarnie

Zamyślenia nad Męką Pańską   Distant Shores Media/Sweet Publishing / CC 3.0 Jeszcze tylko znieść szyderstwa, których do końca Mu nie skąpiono. To wszystko dla zbawienia człowieka. I jeszcze w paru słowa zmieścić ostatnią katechezę dla tych, którzy pod krzyż przyszli z miłościi To ciągłe bicie... Samo skazanie na okrutną śmierć nie wystarczyło. Poszturchiwania, opluwanie, policzkowanie.... Potem biczowanie. Bo Piłat sobie wymyślił, że jak ludzie zobaczą Jezusa skatowanego, to ich nienawiść do Niego zelżeje. Ale nie zelżała. Przynajmniej nie na tyle, żeby sobie odpuścili żądanie skazania Go na śmierć. Ich sumienie nie poruszyło się nawet wtedy, gdy zobaczyli, jak żołnierze, już z własnej inicjatywy, swoje Jezusowi dołożyli wkładając Mu na głowę cierniowa koronę. Całe to dodatkowe cierpienie na próżno. I tak czeka Go krzyż. No, może tylko tyle, że skatowany nie będzie miał już sił zbyt długo bronić się przed zawiśnięciem na rękach i uduszeniem. Gorzkie pocieszenie...

A dziś? Dziś Jezus też jest ciągle skazywany i katowany. Nie, niekoniecznie przez jakieś bliżej nieokreślone ludzkie grzechy.  Czasem przez całkiem konkretne skazywanie i bicie konkretnych ludzi. Ludzi, z którymi się utożsamiał, gdy mówił, że wszystko co uczyniliśmy naszemu bliźniemu, uczyniliśmy Jemu.

Przecież i dziś bywają sytuacje, kiedy ktoś chce się kogoś pozbyć, bo jest mu niewygodny. Pozbyć z domu, z pracy, z życia publicznego. Nie musi być zresztą niewygodny. Wystarczy, że na jego poniżeniu można samemu zyskać. Współczucie dla krzywdzonej żony, opinię lojalnego pracownika, chwałę odważnego tropiciela wszelakich nieuczciwości. Intrygę łatwo namotać. Kiedy się jest dostatecznie konsekwentnym, szybko zyska się sojuszników. Poprą oczywiście w dobrej wierze, żądając sprawiedliwości czy poszanowania prawa. Ale, jak oskarżyciele Jezusa, nie sprawdza faktów. Po co, skoro chodzi tylko o to, żeby ktoś okazał się gorszym ode mnie? A przy okazji pofolgują swoim instynktom okrutników. Spoliczkują rzuceniem w oczy wstydliwej prawdy, oplują oszczerczymi wymysłami. Biczujących będą zachęcać do gorliwości, bo przecież ten człowiek to śmieć, należy się mu. Potem już sami, z własnej inicjatywy, wydrwią skazanego nakładając mu na głowę wieniec z cierni. I w końcu, zadowoleni z dobrze spełnionego obowiązku, wrócą do swoich zajęć. Do roli pobożnych chrześcijan, przykładnych mężów i żon, troskliwych rodziców; do roli sumiennych pracowników czy obrońców uczciwości w życiu publicznym; do suto zastawionych stołów, do rozmów o najnowszych samochodach i pilota od telewizora....

Bezradność i obojętność

Trudno sobie wyobrazić, jak ciężko skatowanemu człowiekowi musiało być nieść krzyż. Umysł... Umysł musiał być juz przytępiony od bólu, a świat wokół Niego musiał stawać się coraz bardziej obcy. Wszak jedną drogą przekroczył już próg śmierci... Matka, przymuszony do pomocy Szymon, płaczące niewiasty. I wielu innych, których mijał po drodze na miejsce kaźni. Jasne, ten cały tłum, choć Jezus pewnie tego nie oczekiwał,  jeszcze mógł coś zrobić. Mógł zaprotestować, rzucić się bronić swojego Nauczyciela, który jeszcze parę dni temu witany był w mieście radosnym Hosanna. Ale sytuacja była taka, że prócz drobnych gestów nie odważyli się na wiele więcej. Dla wielu to nie była przecież ich sprawa. Prowadzą skazańców? Pewnie się im należało.

Dziś.. Cóż, kiedy prowadzą skazańców, też uważamy, że się im należało. Mężowi, którego żona wyrzuciła z domu, koledze z pracy, którego szef nagle przesunął na gorsze stanowisko, osobie życia publicznego, o której grzechach trąbią na pierwszych stronach gazet i w czołówkach programów informacyjnych. A jeśli to krzywda? Cóż, to nie nasza sprawa. Ważne, że sami mamy święty spokój i nikt się nas nie czepia. Ostatecznie tak zupełnie bez powodu ludzi się nie skazuje prawda? Coś musiało w tych oskarżeniach być. Więc skazany idzie dalej. Choć otoczony tłumem, tak naprawdę prawie zupełnie sam. Prawie, bo przecież wtedy wraz z nim idzie Chrystus...

Niech to się już skończy

Krzyż. Na przybitych do niego nogach trudno się oprzeć. A wiszenie na rękach, też bolesne, sprawia, że człowiek zaczyna się dusić. Sił brakuje, bo po tylu razach Jezus już i tak ledwo żył. Jeszcze tylko przyjąć ten ból i  hańbę nagości. Jeszcze tylko znieść szyderstwa, których do końca Mu nie skąpiono. To wszystko dla zbawienia człowieka. I jeszcze w paru słowa zmieścić ostatnią katechezę dla tych, którzy pod krzyż przyszli z miłości.  Ale nie ma co specjalnie walczyć. Śmierć, choć całemu światu da zbawienie,  będzie wybawieniem od męki. I Skazanego i Jego bliskich, teraz z bólem patrzących na Jego agonię...

My... Ano czasem też wiemy, że stała się straszna niesprawiedliwość. Nawet jeśli nie przyłożyliśmy do niej ręki, a tylko w poczuciu bezradności nie stanęliśmy w obronie oskarżanego i skazywanego wolimy, by to wszystko już się skończyło. By można było wrócić do normalności. Wierzymy, że czas zagoi rany i  przywróci na twarzy uśmiech. Tylko niech się to już skończy. Dopiero od tego momentu będzie można rozpocząć swój powrót do normalności. Póki co trzeba lojalnie wytrwać...

Niech to się już skończy. Wiszący na krzyżu skazaniec stacza się w coraz większą samotność. Choć widzi stojących pod krzyżem bliskich wie, że w umieraniu jest już zupełnie sam. Jeszcze obiecać raj łotrowi, jeszcze zawołać „Boże, czemuś mnie opuścił?” . W końcu „Wykonało się”. Bliscy będą mogli żyć dalej. Z czasem powrócą do normalnego życia...

***

Przeszliśmy wraz z Jezusem Jego mękę dwa razy. Za każdym trochę inaczej. Bo za każdym razem, gdy wchodzimy z Jezusem w przepaść Jego męki możemy dostrzec coś dla nas nowego. To przez zmieniający się każdego dnia pryzmat naszego dziś. Podsumowanie? Nie, nie warto. Przepaści tej przestrzeni nie warto spłycać jednym czy dwoma zgrabnymi zdaniami. Lepiej pozwolić, by nie zamknięta w schemat ciągle wyciskała swoje piętno na naszym życiu...

 

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

« » Czerwiec 2021
N P W Ś C P S
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
Pobieranie... Pobieranie...