Refleksja na dziś - 1. tydzień Adwentu, rok C

Przeczytaj i rozważ


Czekać z radością? (Jr 33,14-16; Ps 25; 1 Tes 3,12-4,2; Łk 21,25-28.34-36 )

Rozpoczął się Adwent, czyli czas radosnego oczekiwania na powtórne przyjście Chrystusa. Lecz jak można czekać z radością na taki czas, kiedy ludzie mdleć będą ze strachu, gdy moce niebios zostaną wstrząśnięte, a na ziemi zapanuje trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy? Czy można z niecierpliwością wyglądać dnia, który ludzie żyjący w średniowieczu nazywali "dies irae" - dzień sądu, pomsty i kary z grzechy? Jakże można wołać, tak jak pierwsi chrześcijanie, marana tha - przyjdź Panie Jezu? Czyżby nie zdawali sobie sprawy z tego co ich wówczas czeka, czyżby byli odważniejsi od nas?
A może to właśnie oni mieli rację, może lepiej niż my potrafili zrozumieć, że od opisu katastrof i klęsk towarzyszących końcowi czasów ważniejsze są słowa Chrystusa: "A gdy to się dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie." Czekali na Chrystusa, czekali na Tego dla którego gotowi byli poświęcić wszystko - majątek, sławę, życie nawet. Wyglądali z niecierpliwością nadejścia tego upragnionego dnia gdy Pan powróci, by odnowić wszystko, ostatecznie zniszczyć grzech, niesprawiedliwość, obłudę i fałsz, dnia w którym zapanuje królestwo wiecznego szczęścia, miłości i pokoju.
My także, prawie na każdej mszy św. wypowiadamy słowa: "Głosimy śmierć twoją Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale". Ale czy rzeczywiście oczekujemy? A może serca nasze są już ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych?

Pokażę ci drogę do nieba

Natychmiast po śmierci nastąpi sąd.
Powiecie mi: Dobrze o tym wiemy!
Chociaż dobrze o tym wiecie, to w to nie wierzycie, bo gdybyście wierzyli, ani chwili dłużej nie pozostawalibyście w stanie grzechu, narażając się bez przerwy na piekło!

Św. Jan Maria Vianney



Sztuczny problem (Rz 10,9-18; Ps 19,2-3.4-5ab; Mt 4,18-22)

Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do zbawienia.

Na ten fragment dzisiejszego pierwszego czytania powołują się często ci, którzy twierdzą, że sama wiara wystarczy by być zbawionym - i to niezależnie od uczynków. Zarzucają przy tym katolikom, jakoby ci uważali, że uczynkami można sobie “zasłużyć” na zbawienie.

Watro zatem przytoczyć znane słowa św. Jakuba:

Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy /sama/ wiara zdoła go zbawić? (… ) Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. (… ) Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą. (… ) Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary. (… ) Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków. (Jk 2, 14. 17. 19. 24. 26)

Mówiąc w wielkim skrócie - uczynki nie są więc “zasługiwaniem” na zbawienie, ale raczej pewnym “miernikiem” tego, jaka jest nasza wiara.

Tak na mój “chłopski rozum” św. Paweł ma na myśli wiarę rozumianą jako żywą relację z Panem Bogiem (a taka siłą rzeczy w sposób naturalny przekłada się na uczynki). Natomiast św. Jakub pisze o wierze jako intelektualnym uznaniu istnienia Pana Boga.

Wobec tego wydaje mi się, że problem jest sztuczny i wynika raczej z innego rozumienia słowa “wiara”, a nie z istoty rzeczy.

Pokażę ci drogę do nieba

A chrześcijanom przyświeca, niczym wspaniałe słońce, pochodnia wiary. W sposób wystarczający mogą więc poznać swoje obowiązki względem Boga, względem samych siebie, względem bliźniego. Błogosławiony człowiek, który w każdej chwili gotowy jest zdać sprawiedliwemu Sędziemu rachunek ze swojego włodarstwa.

Św. Jan Maria Vianney



Rozraduj się (Iz 11,1-10; Ps 72,1-2,7-8,12-13,17; Łk 10,21-24)

Często myślimy o sobie jako o kimś małym, nieistotnym, nic nie znaczących w tym świecie. Ot taki sobie “prostaczek”. Ale właśnie o takich Pan Jezus mówi dzisiaj:

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie

Czy to nie wystarczający powód, byśmy i my dzisiaj, tak jak i On “rozradowali się w Duchu Świętym”?
Co więcej, Chrystus przypomina także i nam:

Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli

Znamy Pana Jezusa i wiemy, że oddał za nas życie, możemy czytać Jego Słowo, karmić się codziennie Jego Ciałem… Tak więc i nasze oczy powinny być „szczęśliwe”.

Jeśli bowiem nie są, to rodzi się pytanie, czy cenimy sobie to wszystko, co od Boga każdego dnia otrzymujemy i na co patrzymy?

Pokażę ci drogę do nieba

W chwili Sądu Ostatecznego najbardziej przerażające będzie dla nas wspomnienie tego wszystkiego, co Bóg zrobił dla naszego zbawienia.

Św. Jan Maria Vianney



Prośmy o więcej... (Iz 25,6-10a; Ps 23,1-2a,2b-3,4, 5,6; Mt 15,29-37)

Robił to, czego oczekiwali - uzdrawiał chorych - “chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych” Cóż wobec takich cudów znaczył jakiś tam chwilowy głód ? O wiele więcej warto było przecierpieć, by doznać takich cudów, czy chociażby na własne oczy je zobaczyć.
Tymczasem Pan Jezus robi rzecz zadziwiającą - czyni kolejny cud w tak prozaicznej sprawie jak zaspokojenie głodu tych, którzy przyszli do Niego, chociaż zapewne nawet przez myśl im nie przeszło, by Go o to poprosić.
Nam też czasami się wydaje, że należy Go prosić jedynie o rzeczy strasznie ważne i wielkie - a o te małe, zwykłe, prozaiczne nie wypada. Tymczasem On chce dać nam tak wiele...

Moja mama od wielu lat choruje na gościec. Kiedy zbliżały się prymicje, (a był to czas kiedy wynajmowało się salę i resztę przygotowywało we własnym zakresie) bała się, że sobie nie poradzi. Modliła się więc o siły na czas przygotowań i prymicji. I rzeczywiście ból zniknął, a ona przez ten czas czuła się tak, jakby nigdy nie chorowała. Prymicje się skończyły, choroba wróciła, a mama stwierdziła: „O to prosiłam i to dostałam. No popatrz, a nie mogłam prosić o więcej?”

Prośmy więc, ale też i uważajmy, o co prosimy. Bo może tak jak i w powyższej sytuacji, moglibyśmy prosić o więcej.

Pokażę ci drogę do nieba

Tylko Boża łaska może napełnić nasze serca wielkim wstrętem do grzechu.

Św. Jan Maria Vianney



Skała (Iz 26,1-6; Ps 118,1 i 8-9,19-21,25-27a; Mt 7,21.24-27)

Człowiek w swoim życiu pragnie stabilizacji, pewności jutra. W dzisiejszych (ale chyba i nie tylko) czasach, wielu zatroskanych jest o pracę, o to czy będą mieli za co żyć, czy będzie co dać jeść dzieciom, za co kupić ubranie czy podręczniki do szkoły. Taka sytuacja czasami rodzi przekonanie, że ów spokój, stabilizację i pewność osiągnie się wraz z odpowiednim zabezpieczeniem finansowym - i dąży się do niego niekiedy nawet za wszelką cenę. Tymczasem ci, którzy o finanse nie muszą się martwić mogliby opowiedzieć jak złudny to fundament życia, który (choć w pewnym sensie komfortowy) w gruncie rzeczy jest piaskiem, a nie skałą. Jeden podmuch, jeden potok – kryzys, krach na giełdzie, choroba, nieszczęśliwy wypadek – i wszystko co do tej pory z takim trudem i mozołem budowaliśmy obraca się w ruinę.

Skała bowiem jest tylko jedna, a jest nią Jezus Chrystus. Budowanie zaś na niej to słuchanie Jego słów i wypełnianie ich…

Pokażę ci drogę do nieba

Niestety, może połowa tych, którzy mnie teraz słuchają, należy do rzędu tych zaślepieńców – zatwardziałych grzeszników! A przecież ci ludzie stoją tu spokojni – moje słowa ich nudzą, jakby wcale ich nie obchodziły. Diabeł ich zaślepił, omotał ich serce i zamienił w kamień.

Św. Jan Maria Vianney



Wiara i nieposłuszeństwo (Iz 29,17-24; Ps 27,1,4,13-14; Mt 9,27-31)

“Według wiary waszej niech się wam stanie” - a wiara ta była tak wielka, że pozwoliła, by “otwarły się ich oczy”…

“Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie.” - Tymczasem oni, skoro tylko wyszli, zaczęli rozpowiadać o tym, co ich spotkało. I myślę, że ich nieposłuszeństwo nie wynikało z lekceważenia nakazu Pana Jezusa, lecz z tego, że nie potrafili po prostu opanować tej radości, która w nich była…

Podobnie chyba było w przypadku Apostołów, w imieniu których Piotr i Jan mówili:
“Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli”. (Dz 4,20)

Zatem kiedy jest w człowieku owa radość i głębokie przeżycie wiary, wtedy głoszenie jej i dawanie świadectwa swoim życiem nie tylko nie wymaga pamiętania o tym i “zmuszania się” lecz wręcz nie można tego powstrzymać i opanować…

Pokażę ci drogę do nieba

O, wielka chwilo, która jesteś tak błoga dla nawróconego grzesznika! Ledwie tylko sługa Boży wymówi te słowa: „Ja ciebie rozgrzeszam…” – już dusza penitenta staje się czysta i wolna od wszystkich brudów, dzięki zasługom Przenajdroższej Krwi Jezusa Chrystusa, który spływa na duszę w chwili rozgrzeszania.

Św. Jan Maria Vianney



Podsumowanie (Iz 30,19-21.23-26; Ps 147,1-2,3-4,5-6; Mt 9,35-10,1.5.6-8)

Głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości

Można powiedzieć, że to zdanie podsumowuje dotychczasową działalność Jezusa, który obejmował swoją miłością całego człowieka – nie tylko jego potrzeby duchowe, ale także te doczesne, fizyczne. Mówił im o królestwie i życiu wiecznym, ale jednocześnie przywracał im siły i zdrowie.

Czynił to wszystko z miłości, litując się nad pozbawionym pasterzy ludem. Z tego też powodu posyła uczniów na misje – nadszedł bowiem czas żniw. „Żniwa” w języku biblijnym są obrazem zbliżającego się sądu Bożego. Uczniowie mają głosić nadejście królestwa Bożego i czynić znaki, które go zapowiadają: uzdrawiać i wypędzać złe duchy.

Także i do każdego z nas Chrystus pragnie przychodzić. Przede wszystkim po to, aby doprowadzić nas do życia wiecznego, ale także by uzdrawiać nas z naszych chorób, lęków, słabości - z tego wszystkiego, co rani nasze życie. Równocześnie jednak, tak jak uczniów, również i nas Chrystus posyła abyśmy byli robotnikami w „czas żniw”.

A co mamy robić? To samo co On: obejmować swoją miłością całego człowieka – nie tylko jego potrzeby duchowe, ale także te doczesne, fizyczne.

Pokażę ci drogę do nieba

Jeżeli zapytacie mnie, co to jest rozgrzeszenie, odpowiem, że jest to wyrok, wydany ustami kapłana w imieniu i powagą Chrystusa, który odpuszcza nasze grzechy i w ten sposób gładzi je, jakbyśmy nigdy ich nie popełnili. Oczywiście, jeżeli godnie i należycie wypełnimy warunki tego sakramentu.

Św. Jan Maria Vianney
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Lipiec 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
Pobieranie...