Komentarze biblijne i liturgiczne, propozycje śpiewów, homilie, Biblijne konteksty i inne.
więcej »– Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie! – mówią Żydzi do Jezusa. – Powiedziałem wam, a nie wierzycie – odpowiada im Jezus. – Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie.
Dziwne, prawda? Wiedzą za kogo Jezus się uważa, ale domagają się kolejnej deklaracji. Jakby sprawa nie została juz wyjaśniona, jakby ciągle były co do tego wątpliwości...
Nie, nie tak dziwne. Dziś z taką postawą też dość często się spotykamy. Z ludźmi, którzy będą wracali do spraw dawno już ustalonych, sugerując, że nic ustalone jeszcze nie zostało. Taka taktyka. By zmęczyć adwersarza, odebrać ochotę do dalszego sporu, czasem aż zasiać w nim wątpliwości, czy coś złego nie dzieje się z jego głową. I w końcu w całej rozciągłości postawić na swoim. Choćby po kilkunastu latach. Żadnych ustępstw, żadnych kompromisów. Musi być, jak ja chcę.
Tak bywa też z odrzuceniem przez człowieka Chrystusa. „Udowodnijcie mi”, „niech udowodni”... Ale kolejne argumenty nie przekonują. Taki człowiek będzie trzymał się każdego cienia swoich wątpliwości, bo nie zależy mu na prawdzie, tylko na tym, by było jak on chce. I choć nie ma oporów wsiadać do samochodu, choć statystycznie nie może być pewnym czy wyjdzie z niego żywy, opiera się przed uznaniem dobrze przecież uzasadnionej rozumem prawdy, że Bóg jest, że Chrystus naprawdę zmartwychwstał, bo uwierzyć nie chce...
Ja w Chrystusa wierzę. Ale czy w życiu, w relacjach z innymi, nie jestem takim ciągle wiercącym innym dziury brzuchu, dopóki nie postawię na swoim?